Stephen Amell zadebiutował w ringu ROH, Inwaz... (zobacz)
Attitude Mówi #239 - After... (zobacz)
Roman Reigns i John Cena mistrzami po Wrestle... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
WWE Mae Young Classic - dyskusja ogólna
Autor Wiadomość
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Rock | Piper | Punk
Wiek: 30
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 9730
Podziękował: 71
Podziękowano mu 779 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2017-08-28, 19:41   WWE Mae Young Classic - dyskusja ogólna

Cruiserzy dostali swój temat, więc wypada uraczyć nim kolejny turniej. Tym razem do walki staną kobiety z całego świata. Nazwa ma na celu uhonorowanie legendarnej Mae Young, a zwycięzczyni może być pewna kontraktu z największą federacją na świecie.

Drabinka:



Na WWE Network zadebiutowały 4 odcinki, w których dostaniemy pierwszą rundę turnieju.
_________________

 
     
rogos 
Lower Midcarder



Wrestler: Edge|Punk|Rollins|Wyatt|Black
Wiek: 20
Dołączył: 13 Lut 2012
Posty: 345
Podziękował: 2
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Chełmno
Wysłany: 2017-08-28, 20:03   

Pobieżnie o Mae Young Classic po pierwszym odcinku. Jak zawsze przy tego typu inicjatywach, turniej jest opatrzony przyjemną dla oka otoczką. Przed każdą walką przedstawienie zawodniczki, ładne grafiki, kobieta przy komentarzu (Lity słucha się przyjemnie) i patent, który stosowałem w TEW'ie 200 lat temu, a którego brakowało mi w prawdziwym wrestlingu - kobieta sędziuje walki kobiet. Niestety na pokładzie jest tylko jedna i nie obskoczyła ona każdej walki (takiego Climaxa jakoś daje radę ogarnąć jeden sędzia). Do plusów można też zaliczyć różnorodne, międzynarodowe grono zawodniczek. Jeśli chodzi o poziom walk - nie ma fajerwerków. To dopiero kilka walk pierwszej rundy, więc też nie ma co liczyć na cuda. Nie widzę w turnieju potencjału do doścignięcia atrakcyjności CWC, ale w swojej kategorii da radę. Wygląda na to, że można go spokojnie łyknąć jako ciekawostkę.
 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Rock | Piper | Punk
Wiek: 30
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 9730
Podziękował: 71
Podziękowano mu 779 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2017-08-28, 21:05   

Kay Lee Ray vs Princesa Sugehit – Słabiutki pojedynek. Potężna reakcja z początku, została zaprzepaszczona bardzo szybko. Princesa rusza się bardzo powoli, często bez sensu, a nie jest jakaś przesadnie stara (rocznik 1980). Widać, że wyrwana z innego świata, gdzie wrestling jest inaczej obrazowany. Cięzko będzie ją przestawić na WWE-mode. Musząc wybierać, puściłbym dalej Ray, ale prawda jest taka, że na kontrakt nie zasluguje ani jedna, ani druga. Boje się, by ten mały pączuś nie wyciągnął jakiegoś dealu od WWE za swoje pochodzenie. Na razie w ofercie ma tylko to.

Vanessa Borne vs Serena Deeb – Cóż, Vanessa jest okrutnie zielona. Widać na każdym jej kroku. Te punche, to odbijanie się od lin, nawet brak pomocy przy slamie przeciwniczki, czy nieświadomy kickout. Dramat. Dali jej weteranke, żeby jakoś to skleiła. Nikt nie zginął, więc brawa dla Deeb. Słusznie przeszła dalej, bo w jej „redemption story” leży potencjał. A teraz kontrowersyjnie – ja bym tą Borne zatrudnił. Ma bardzo dobrą prezencje. Jeśli podeszłaby poważnie do tematu, to byliby z niej ludzie. Jak nie, to będzie kolejną Eva Marie.

Zeda vs Shayna Baszler – Już na wejściu wiedziałem, że nie chce dalej żadnej Zedy. Zresztą, to ten sam materiał fighterki MMA. Tylko jedna coś tam trenowała i obijała się amatorsko, a druga zdązyła już sobie jakąś markę wyrobić. Ok, głównie dlatego, że jest koleżanką Rousey, ale to zawsze coś w tym biznesie (a i 26 walk z powietrza się nie wzięło). Shayna mi się nawet podobała. Fajny finish. Wrestlingowo może słabo, ale jakieś tam widowisko stworzyła, i pokazała się jako ta brutalna fighterka. O wiele bardziej legit, niż ta parodystka z NXT, której imienia już nie pamiętam.

Abbey Laith vs Jazzy Gabert – Przeciętny bój . Sprzedał się, bo był klasyką gatunku, z dużym heelem i mały radosnym facem. Choć ten face nie był aż tak radosny, jakby mógł być. Abbey ten motyw mogła zaprezentować lepiej. Walka byłaby wtedy lepsza. Też nie powinny iść w parter, bo te ich kulanki w ogóle nie wyglądały fajnie. Tylko usypiały. Przed monitorem i na hali - co było wyraźnie slychać. Osobiście nie spojrzałbym drugi raz na żadną z nich. Lepsze face’owe blondynki znajdziemy, a i Jazzy nei robiła aż takiego wrażenia jak jej się wydawało. Pochodzenie tez jej sporo dało do tego heel heatu. Przeszla lepsza.

Mercedes Martinez vs Xia Li – Pojedynek z tego żaden. Więcej krzyku niż to warte. Najpierw Chinka się darła i całkiem nieźle wypadła jak na totalnego żółtodzioba, a potem Mercedes skończyła bój. Cieżko cokolwiek powiedzieć. W Li pewnie widzieliby jakiś potencjał marketingowy, a i nie jest aż tak tragiczna. Tylko podejrzewam, że jakby poszperać w tym środowisku, to lepsze byśmy znaleźli. Za to Mercedes ma wizerunek, ale po tym pojedynku nie wiemy o niej nic więcej. To ten przykład, z którego oceną muszę się wstrzymać. Kredyt zaufania, bo wizerunek to już sporo sukcesu.

Rachel Evers vs Marti Belle – Niby z nie jednego pieca jadły chleb, ale chemii miały niewiele. Marti w ogóle nie przypominała wrestlerki. Strasznie cienka w ofensywie. Rachel zresztą też. Tyle, że trochę poskakała, co nakazuje myśleć, że ta lepsza przeszła dalej.

Rhea Ripley vs Miranda Salinas – Ripley zagłaszczą tam na śmierć. Ona mówi – ‘ja chce wrestling’, a WWE daje kontrakt. Wysoka młoda blondynka. Jeszcze z innego kraju! Na pewno ją wcisną do PC. Salinas niby jest jakaś, ale za dużo idiotyzmów serwowała w walce. Powinna „scinac drzewo”, a ta o 14 głów wyższą przeciwniczkę podnosi do pionu. Brawo.

Mia Yim vs Sarah Logan – Ósma walka, a pierwszy raz mogę powiedzieć w tym turnieju, że było dobrze. Nie mogło być inaczej patrząc na zestawienie. Jakby one zwaliły temat, to MYC nie miałoby nadziei na lepsze dni. Obie są jakieś, obie powinny dostać szansę w WWE. Zaskoczyli mnie tylko małą ilością ofensywy Loganowej. Z przebiegu – tak dostawała po dupie, że byłem przekonany o jej zwycięstwie.

Toni Storm vs Ayesha Raymond – Czapeczke by sobie Toni darowała. Wcale nie wyglądała tak cool, i wcale nie była niezbędna, żeby pokazać jej charakter. Co do Storm, to może jestem stronniczy, ale dla mnie to ona od początku jest jedną z głównych faworytek. Dobra w ringu i ładna. Do tego ma jakiś gimmick. Nie wypada oczekiwać więcej. Tu akurat walka nie pykła jakoś szczególnie, ale ta Ayesha to taka Jazzy Gabert, minus mocny heel heat. Czyli nic.

Dakota Kai vs Kavita Devi – Great Khali ją trenował? To napawa optymizmem... Powinna się cieszyć, że walczyła z Dakotą, która świetnie się spisała w roli obijanej. Nie znałem dziewczyny wcześniej, ale może być niezła. Z optymizmem patrzę na jej kolejne wystepy. Z Rhea Ripley znów będzie mogła trochę sprzedawać, i może jej się udać skraść W. Może być fajny babyface.

Sage Beckett vs Bianca BelAir – Nad Bianca tak się w WWE spuszczają, że ktokolwiek by na nią w pierwszej rundzie nie trafił, to byłby skazany na pożarcie. Od jakiegoś czasu się mówi, że to bardzo utalentowana dziewczyna. I faktycznie była widać, że atletyczna z niej bestia. Do tego ładna, zgrabna, i z jakimś tam pojęciem. Tylko ten Spear by sobie darowala i będzie dobrze. Beckett robila za dobrą ciocię, ktora poprawdzi za rączkę przyszłą gwiazdę.

Piper Niven vs Santana Garrett – Santana jobbowała już w NXT, to jobbęła i tutaj. Projekt już spalony, więc dobrze, że postawili na Niven. Jest może wyraźnie słabsza w ringu, ale jest jakaś. Można ją lepiej wykorzystać w turnieju. Bo w inny sposób nikt by nie chciał jej wykorzystać nigdy. Santana jest na tyle dobra, że jeszcze nie jeden wpierdol przed nią. WWE będzie z niej korzystać, żeby dobrze zaprezentowała swoje rywalki.

Renee Michelle vs Candice LeRae – Jaki zakochany Gargano :wink: O Candice ciężko się wypowiadać, bo ona już powinna być w WWE, i już powinna być gwiazdą. Pod kątem umiejętności, możliwe że zdeklasuje wszystkie konkurentki. Najlepszy nie zawsze wygrywa, ale czy podniesie puchar, czy nie, chcę ją widzieć w NXT. Przynajmniej nie będę musiał cierpieć patrząc na intergendery w PWG. A Renee? Miała ładne oczy.

Lacey Evans vs Taynara Conti – Brazylijka powinna przejść :sad: Ładna była. Wrestlingowo zielona jak flaga Brazylii, ale wysportowana, więc ze sporą szansą na rozwój. Powinni ją zatrzymać. A Lacey może zyska coś tym turniejem. Niby jest w NXT, ale jej nie ma.

Reina Gonzales vs Nicole Savoy – Któraś podobno nazywa się Królową Suplexów. Sorry, ale nie wynotowałem żadnego. Walka nudna. Lepsza przeszła, bo ta kowbojka to parodystka. Zreszta, co to za różnica która wygrała, jak w następnej rundzie mają Candice. Sorry, ale wpierdol nieunikniony, jakby wpadły tam we dwie.

Tessa Blanchard vs Kairi Sane – O chuj. Wpadła mieszanka Asuki i Nakamury. Bez gibania, ale artystycznie. Wygląda jak postać z Soul Calibura. Wszyscy się sami zdyskwalifikują. Tak się nad nią spuszczają, że Belairowa ścieła chyba swoje biczowate (bitchowate?) włosy. Ten ster już obrał cel na finał. A już tak całkiem poważnie, to ta Sane jest zwyczajnie dobra. Tessa przydałaby się w innym zestawieniu. Mogłaby liczyć na takie traktowanie jak Lacey Evans. Chcę zobaczyć Kairi vs Candice. Bookujcie!
Nawet nie wiedziałem, że Kairi walczy z Bianca. Żart był podyktowany hypem wokół obu Pań.

Next round:
Abbey Laith vs Rachel Evers – Meh. Puściłbym dalej Evers. Przynajmniej jest zaplecze rodzinne. Ale mam wrażenie, że przejdize Laith

Sugehit vs Mercedes Martinez – Wreszcie zobaczę te tatuaże w akcji. Nawet będę im kibicował, ale pewnie dalej przejdzie Princesa, bo Meksyk.

Nicole Savoy vs Candice – Miss-match. LeRae dalej.

Mia Yim vs Shayna Baszler – Szkoda będzie tej, która odpadnie. Shayna znów dostanie jakąś tam niby trenującą MMA, żeby było wygodniej. Wypadałoby puścić dalej Yim i nie robić szopki, ale liczę po cichu na Baszler. I tak powinniśmy się nastawiać na jej byt w WWE. I to wcale nie jakiś w tle, a u boku Rondy na WM.

Kairi Sane vs Bianca Belair – Kair all the way. Znów troche szkoda rywalki, która mogłaby wyrobić sobie większą markę w tym turnieju. Może to będzie przykład tej porażki, która da więcej niż zwycięstwo?

Dakota Kai vs Rhea Ripley – Patrząc, że wygrana zmierzy się z Kairi, to wolałbym Dakote. Mogą stworzyć naprawdę dynamiczny pojedynek. Rhea i tak dostanie, co jej należne.

Serena Deeb vs Piper Niven – Odkupić trzeba winy. Serena przechodzi bez dwóch zdań.

Lacey Evans vs Toni Storm – Tak Lacey wyrobi sobie markę, że polegnie już w drugiej rundzi. Nie ma szans przejść Stormowej, której wróże półfinał z Sane.
_________________

 
     
aRo 
Main Eventer



Wrestler: Big E, Owens, Rogal Otis
Wiek: 24
Dołączył: 18 Lip 2010
Posty: 3645
Podziękował: 55
Podziękowano mu 207 razy w 51 Postach
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2017-08-29, 00:53   

Krótko o wszystkim!

Szkoda, że Kay Lee Ray poleciała tak szybko. Mam wrażenie, że Sugehit jest dalej tylko dlatego, że jest zamaskowaną luchadorką, co ją wyróżnia.

Fajnie, że powracająca Serena wywaliła z drabinki Vanessę Borne. Już w NXT widzieliśmy, że poza fajnym theme songiem nie ma nic. Marna walka.

Królowa Paszczurów Baszler oczywiście idzie dalej. Ale jak z jej ring skillem? Kij wie, wrestling to dzisiaj do końca nie był.

Była Kimber Lee może w turnieju dostanie więcej szans niż w NXT. Propsy za wyeliminowanie Alpha Female, po co kolejny paszczur ;)

Xia Li... Pierwsza oficjalna walka... Nie bez powodu dostała doświadczoną Martinez i poleciała od razu, ale czy w ogóle powinna tu być? Turniej z założenia miał choć teoretycznie zbierać tych najlepszych, nie debiutantów...

Rachel Evers wyeliminowała słabą Marti Belle. Może się odkuć za Najgorszą Walkę Roku z WrestleCircus :twisted: Ale niech się postara bardziej w drugiej rundzie, bo też nie wymiata.

Młodziutka Ripley idzie dalej, spoko - nie była tragiczna, wydaje się fajna, no i ma jeden z niewielu porządnych theme songów. Ale Miranda też zła nie była. Mogłaby o NXT zahaczyć. Wygląd ma, skille w ringu może poprawić ;)

Yim vs Logan to póki co najlepsza walka, czego po składzie należało oczekiwać. Mia wygrała, w dodatku finisherem Gail Kim - fajny smaczek!

OK, Toni Storm jest zajebista :D Gratulacje, panie Bate. Olać, że końcowy rollup był słabiutki. Let's go Toni!

Dakota Kai, moja faworytka :serce: Już mnie boli, że szybko może trafić na Kairi. Na start dostała Kavitę, trenowaną przez... Great Khaliego. Jeśli to prawda, to... jest DUŻO lepszym trenerem niż wrestlerem, nie była taka zła!

Sage Beckett przypomina Burchillową z TNA. Walka z Biancą nawet niezła. Genetic Beast wygrywa. Same włosy sprawiają, że na start jest ciekawsza niż większość. Jestem ciekaw, jak się będzie prezentować w NXT na dłuższą metę, bo w turnieju... Wątpię, że przejdzie drugą rundę.

Piper Niven ma doświadczenie, którego brakuje Jaxowej ;) Dobrze, że dali jej wygrać. Santana zawsze wydawała mi się nijaka (nie mówię o wyglądzie).

Candice dała radę, choć jedynym facetem w ringu był sędzia ;) Garganowa pnie się w górę, a Renee Michelle zapraszam do NXT, bo jakiś potencjał tu jest, a i oko nie pogardzi.

Nieślubne dziecko Renee i Natalyi musiało uznać wyższość Lacey Evans. Z tych kilku "naszych" z NXT obstawiałem, że mogą ją pchnąć najdalej. Ale że trafi na Toni Storm, sorry :P

Savoy przedstawili jako Queen of Suplexes, a suplexów... nie było? Szału też nie.

Tessa Blanchard została Ciampą tego turnieju - wiedzą, że dobra, więc niech pomoże w zrobieniu najlepszej walki pierwszej rundy. A porażka z Kairi Sane to nic złego. Ona idzie po finał. Nie będzie ofiarą hype'u, jest kozacka.

A całkiem ogólnie... Lita i Jim Ross. Mam wrażenie, że jakby ich nie było, niewiele by to zmieniło :/
_________________
...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.
Ten fajny Arek P.
Meme Contest Champion
 
 
     
urbino 
Midcarder



Wrestler: Scurll/Shibata/Ishii/Chuckie T
Wiek: 20
Dołączył: 16 Cze 2011
Posty: 791
Podziękował: 20
Podziękowano mu 8 razy w 4 Postach
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-08-29, 13:25   

Pierwsze dwa odcinki obejrzane.

Pierwsza walka nawet ciekawa. Szkoda, że Kay Lee musiała już na samym początku polecieć. Sugehit nie jest interesującą zawodniczką. Jedyny powód dla którego przeszła jest taki, że to jedyna osoba z Meksyku.

Borne się dopiero rozwija, ale pokazuje jakiś potencjał. Potrzebuje tylko trochę walk, by nabrać doświadczenia.

Shayna i ta druga poszły w MMA. Ale i tak paszczur szybko zakończył tą walkę. Na szczęście.

Typowa walka Dawida z Goliatem. Tym razem w wersji kobiecej. Laith była dobrym face'm, a Alpha Female robi za dobrego monstera. W sumie dać jej gimmick nazistowskiej wojowniczki i będą z niej ludzie.

Martinez zasłużenie przechodzi, ale ta cała Li tak źle się nie pokazała. Może być dobrą osobą na ekspansję na Chiny. Pierwsza jej walka, ale z niej coś będzie.

Marti Belle jest tragiczna. Podobno to ona miała wygrać, ale w trakcie walki zmienili zakończenie. Młoda Ellering także za dobra nie jest. Nie wiedziały, co one tam robiły i w sumie tylko rozczarowały.

Ripley ma przed sobą świetlaną przyszłość. Salinas zaś ma wygląd, ale potrzebuje doświadczenia.

Yim spodziewanie zrobiła dobrą walkę z jej wcale nie tak słabą przeciwniczką.
_________________
Mój YouTube

"You're just a boy in a man's world. And I'm a man who loves to play with boys" - Kurt Angle

1x WrestleCircus Sideshow Champion
 
     
Jack Doomsday 
Upper Midcarder
Mystic Jack



Wrestler: Nakamura|Briscoes|Charlotte
Wiek: 23
Dołączył: 20 Lip 2011
Posty: 1732
Podziękował: 2
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Zielona Góra
Wysłany: 2017-08-29, 15:06   

Pierwsza runda tego turnieju była dla mnie jak tegoroczne Summerslam. Czekałem tylko na jedną walkę, i od razu do niej przeszłem. Reszta przyjdzie w swoim czasie.

Tessa Blanchard vs Kairi Hojo .. Kairi Sane. Trajpl zarządził żeby jedyne moje faworytki turniejowe spotkały się już w pierwszej rundzie. Amerykankę monitoruję właściwie od pierwszego jej poważnego proma. Dla mnie to materiał na półfinał, na upartego i finał. Z drugiej strony, jest tu kilka dziewczyn z którymi Japonka mierzyła się w Stardom (słowo klucz - dziewczyn, bo dwie które drabinka podpowiada są młodsze ode mnie ... WTF? :shock: ), więc dlaczego nie pójść fanom na rękę i zrobić zestawienia najkorzystniejsze dla oka. A walka zdecydowanie miała w sobie fajerwerki. Jedna robiona na super-uroczą dziewczynę, druga na ździrę. Biel i czerń. Kairi trochę dużo wymachuje rękoma przed wykonaniem swoich movesów (szczególnie przed elbow dropem, choć nie można odmówić że potrafi zakomunikować fanom co zamierza). Tessa odbija się od lin jak facet, do klinczu też podchodzi jak facet, nie robi żadnych rączek tyranozaura jak właściwie większość kobiet-wrestlerek (mega komplement, George South świetnie ją przeszkolił); manierami ździry pokazuje 6x więcej osobowości niż Ricochet przez całą swoją karierę. Elbow Drop Kairi .... bajka.

Ktoś stwierdzi że tą walkę opisałem znacznie bardziej obszernie niż na to zasługuje - pewnie miałby rację. Dla mnie, najzwyczajniej w świecie ta walka była cholernie ważna. Nie mogłem się zawieść bo i cały turniej by w moich oczach trochę podupadł. But I'm Fookin Proud.
_________________

 
     
Pavlos 
Main Eventer



Wrestler: Edge, The Undertaker, HHH, Y2J
Wiek: 24
Dołączył: 02 Kwi 2012
Posty: 3078
Podziękował: 357
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Warszawa
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2017-08-29, 18:53   

Odcinek 1

Pierwsza walka - 1/16 finału: Kay Lee Ray vs Princesa Sugehit
Dziewczyny dostały sporo czasu. Ulubienica publiki kotra Luchadorka, która sprawia wrażenie pewnej siebie. Pojedynek nie był do końca taki zły, ale Meksykanka zdaje się nie wywoływać zbyt dużych emocji jak i nie pokazała też czegoś wybitnego. Mimo wszystko coś mi mówi, że może nawet daleko zajść.

Druga walka - 1/16 finału: Serena Deeb vs Vanessa Borne
Stara znajoma z WWE sporo się zmieniła, co wizerunkowo wyszło jej na dobre. Vanessa fajna laska, spoko wejście i tutaj plusy się kończą. Faktycznie sprawia wrażenie żółtodzioba. nie dziwne, że Serena miała pełną kontrolę nad pojedynkiem.

Trzecia walka - 1/16 finału: Shayna Baszlef vs Zeda
W każdym turnieju kobiet, dywizji musi być totalny babochłop. :D Kumpela Rondy to musiała wygrać. Jednostronny pojedynek gdzie ciosy Chinki właściwie nie robiły wrażenia na Shaynie. Niby ma jakieś tam doświadczenie amatorskie i fajny finisher, ale wirtuozem ringu raczej nie będzie.

Czwarta walka - 1/16 finału: Abbey Laith vs Jazzy Gaber
Kolejny babski mięśniak z blond irokezem i narodowości niemieckiej. Jak tu nie być stereotypowy? :twisted: Znowu zbookowali jedną zawodniczkę przeważającą totalnie nad drugą, ale tym razem wygrała Dawid z Goliatem. Abbey jako face może się sprzedać.

Odcinek 2

Pierwsza walka - 1/16 finału: Mercedes Martinez vs Xia Li
Chinka jako nowicjusz nie dała rady. Gimmick mógłby się nawet sprawdzić, ale nie miała tutaj czego szukać. Martinez idzie dalej choć też mnie swoją postacią nie urzeka. Taka wytatuowana pseudo gangster... Wróć szkolna cwaniarka.

Druga walka - 1/16 finału: Marti Belle vs Rachel Evers
Jeżeli faktycznie zmieniono decyzję w trakcie walki to musiało się coś mocno nie spodobać. może to, że pojedynek był słaby i jeszcze ta końcówka z Roll Upem od tak.

Trzecia walka - 1/16 finału: Rhea Ripley vs Miranda Salinas
Nawet ładniutka blondyneczka z tej Ripley. Pewnie dlatego jej kibicowałem. :twisted: To była całkiem spoko walka. Obie babki mogłyby się znaleźć w kolejnej fazie turnieju. Postawili na Australijkę. Spoko.

Czwarta walka - 1/16 finału: Sarah Logan vs Mia Yim
Bardzo fajne starcie dwóch lasek, który miały swoich adoratorów na trybunach. Ostatecznie awansowała Koreanka, ale fajnie gdyby obie dostały szansę, bo jej rywalka również zaprezentowała się fajnie. I i niech Azjatka zostawi sobie ten finisher jeżeli go trafi do WWE. Zawsze lubiłem ten ruch.

Odcinek 3

Pierwsza walka - 1/16 finału: Ayesha Raymond vs Toni Storm
Toni, śliczna blondyneczka, charakterek i Rockowy kawałek przy wejściu. Nawet ten kapelutek mi nie przeszkadza. Samym gimmickiem przyćmiła rywalkę. Pojedynek nie był jakiś szczególny, ale cieszy mnie wynik.

Druga walka - 1/16 finału: Dakota Kai vs Kavita Devi
Znowu walka dużej z drobną. Kavita nie zaprezentowała się wcale źle w roli dominującej, ale zwycięstwo należy do Dakoty. Czekam na kolejną rundę żeby zobaczyć jak sobie poradzi w starciu gdzie nie będzie odstawała gabarytami od rywalki.

Trzecia walka - 1/16 finału: Sage Beckett vs Bianca BelAir
Bianca faktycznie szczupła, ładna i o dziwo miała moment przewagi w walce z większą rywalką. Ten Spear był niezły chociaż miało wiarygodny biorąc pod uwagę różnicę gabarytów. No i cios tymi włosami też mogła sobie podarować. :lol:

Czwarta walka - 1/16 finału: Piper Niven vs Santana Garrett
Santana nawet zaprezentowała się nieźle tego wieczoru, ale jej zadaniem było zrobić podwaliny pod wygraną Piper. Niven może się sprawdzić jako ringowy kolos w dywizji kobiet.

Odcinek 4

Pierwsza walka - 1/16 finału: Candice LeRae vs Renee Michelle
Renee cieszy oko, ale faworyzowałem białowłosą. Rzeczywiście Pani Gargano wygrała w dobrym stylu i może tu być jedną z ważniejszych postaci.

Druga walka - 1/16 finału: Taynara Conti vs Lacey Evans
Dwie blondyneczki, które cieszą oko wyglądem. Postawili na słodką patriotkę, która zaprezentowała się o wiele lepiej. Brazylijka wysportowana dziewucha, powinna trenować i ktoś z niej może będzie.

Trzecia walka - 1/16 finału: Nicole Savoy vs Reina González
Nudny pojedynek. Suplexów nie było, ale wygrana "Królowej jest". Nie wróżę długiej przygody z tym turniejem.

Czwarta walka - 1/16 finału: Kairi Sane vs Tessa Blanchard
Dwie fajne babki w najlepszym starciu pierwszej rundy. Szkoda, że Blanchard została złożona w ofierze, ale jeśli mają ją na uwadze to i tak coś dostanie. Japonka fajnie się prezentuje. Spear i Elbow na końcu wypadły naprawdę solidnie.

Pierwsza runda tradycyjnie wypadła dosyć średnio. Była kilko fajnych walk, które jednocześnie pokazały nam zdecydowane faworytki oraz kilka lasek, które mogą się sprawdzić. Emocje właściwe zaczną się dopiero teraz.
_________________
Typerowa zabawa:
I miejsce - Liga Mistrzów 2015/2016
III miejsce (Ex æquo z użytkownikiem filomatrix) - Euro 2016
III miejsce - Euro 2012
 
     
urbino 
Midcarder



Wrestler: Scurll/Shibata/Ishii/Chuckie T
Wiek: 20
Dołączył: 16 Cze 2011
Posty: 791
Podziękował: 20
Podziękowano mu 8 razy w 4 Postach
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2017-08-30, 12:46   

Nie chce mi się opisywać zbytnio.
Odcinek 3:
Main event dobry, ale popsuli odcinek tym, że dali pod rząd trzy walki opierające się na tym samym schemacie mniejszej kontra większej.

Odcinek 4:
Najlepszy ze wszystkich.

Skończyliśmy pierwszą rundę, więc te gorsze zawodniczki zostały odsiane. Szkoda tylko, że JR i Lita nie zakończyli swojej przygody w pierwszej rundzie. Ross obecnie to już nie to samo co kiedyś. Słychać to było tutaj. Słychać to było także na galach NJPW w US. Chyba czas oddać stołek komuś innemu, panie Jimie.

W ogóle przez ten turniej znaleźli sobie narybek do NXT na jakieś następne trzy lata. Mogę wyróżnić już 4 osoby, które spokojnie mogłyby być na tygodniówkach z 10, które trzeba trochę podtrenować w PC.
_________________
Mój YouTube

"You're just a boy in a man's world. And I'm a man who loves to play with boys" - Kurt Angle

1x WrestleCircus Sideshow Champion
 
     
smartfan 
Midcarder



Wrestler: Sasha Banks
Wiek: 18
Dołączył: 30 Cze 2015
Posty: 675
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2017-08-30, 19:56   

Słów kilka o turnieju, który z racji bytu nie będzie tak dobry jak CWC ale mimo to świetnie się to ogląda. Oprawa na najwyższym poziomie, zajawki przed walkami świetne, publika przegenialna. Wszystko tak jak trzeba, w końcu to twór Huntera ;D

Nie oglądam damskich fedek, nie mogę się do nich przekonać i po 1 rundzie zdania nie zmienię. Tak naprawdę nie było walki, do której człowiek wróci no ale to początki. Z zawodniczek znałem w zasadzie tylko Kairi Sen, Tesse Blanchard, panienki co pojawiły się w WWE NXT, tą typkę z MMA 4 Horsewoman no i Candice.

Kairi znałem w zasadzie tylko z nazwiska ale żadnej walki nie widziałem. Ależ zaskoczyła mnie swoim gimmickiem, urodą, charyzmą i skillem. Jest przepiękna a o Azjatkach nie często to mówie, ba! Nie kojarzę, żeby jakaś Azjatka była ładniejsza o Kairi 0_0 Ona jest skazana na WWE tylko kiedy? No i ten nieszczęsny Angielski który jest zmorą u Azjatów.

Panie z NXT które poodpadały na czele z Blanchard mogą być spokojne, ten turniej dla nich jest po nic bo i tak zostaną. Tutaj muszą puszczać zawodniczki, które walczą o kontrakt.

Spośród uczestniczek jest wiele takich które z chęcią zobaczyłbym w NXT badz częściej w TV. Jest potencjał, może nie w samym ring skillu ale postaciach które wniosą jakiś powiew świeżości w dywizji kobiet.

Podsumowując : Ringowo bardzo słabo, jednak wizualnie, pod względem rozrywki i popatrzenia na zupełnie nowe twarze i nowy format absolutnie warte obejrzenia. największy minus że w jeden dzień dali aż 4h turnieju. Trochę głupota. 16 walk na raz i to kobiet ciężko obejrzeć za jednym tchem i to bardzo.
_________________

 
     
Jack Doomsday 
Upper Midcarder
Mystic Jack



Wrestler: Nakamura|Briscoes|Charlotte
Wiek: 23
Dołączył: 20 Lip 2011
Posty: 1732
Podziękował: 2
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Zielona Góra
Wysłany: 2017-08-31, 16:02   

W odcinku pierwszym było kilka pań które koniec końców zwracają na siebie uwagę:
- Shayna Baszler, bo wiadomo z kim się buja (+fajny finish);
- Vanessa Borne, bo młoda, urodziwa i ma samoańskie korzenie (jak kurwa każdy o ciemniejszej karnacji w Dabju);
- Jazzy Gabert, bo Niemka i do tego duża (z nieco lesbijskim wyglądem..)

Reszta do odpalen.. chociaż, chwila, była jeszcze córka gangstera (choć tym razem bez sycylijskiego theme songu) ... Mia Mancini, tym razem nieco starsza, tym razem jej ojciec nie pozwolił ściąć jej włosów byle wyznawcy swojego kultu/kościoła. Ją fajnie było zobaczyć po latach, ona będzie Kendrickiem tego turnieju. I fajnie, ją lubię - pozostałe z tego odcinka do odpalenia.

W drugim była Mia Yim (już zacząłem się obawiać że żadnej kompetentnej pani tu nie ujrzę) ... 2 godziny snu ... oraz kilka pozostałych jak Mercedes klasy M, wielka dość atletyczna kłoda z Australii (jprdl z tą Australią ... tam kobiety nie mają lepszych marzeń, jak wrestling??) oraz Krwawa Mary która teraz jest kowbojką. Uwalili ją z tym gimmickiem kowbojki konkretnie.

Pozostałych nie chcę pamiętać, na czele z Dominikaną.

Odcinek 3 to przede wszystkim Toni Storm ... (oczywiście, a jak żeby inaczej ... F'n Australia). O jej zajebistości napomknąłem przy okazji zeszłotygodniowego NXT, aczkolwiek u tej pani ... u tej dziewczynki występuje jeden argument. Kontrakt ze Stardom. Ją gościnnie udało się ściągnąć, ale nie ma co snuć dalekosiężnych planów. Cieszmy się widokami tej blondynki póki jest.

Z pozostałych pań, wg mnie, godne uwagi były promowana Fresh Bianca of BelAir oraz z racji fajnie zapowiadającego się story underdoga (underbitch??) Dakota Kai. Piper Niven mnie do siebie nieco zraziła podczas World of Sport, a teraz mając korzystną rywalkę dupy nie urwała. Jeszcze mniej można powiedzieć o Rosie Lottalove. Yup, oglądając ją, ciągle myślałem jaką ona była kiedyś efektowną krową - teraz nie jest ani efektowna ani nie jest krową.

Najważniejszy punkt odcinka 4 już omówiłem. Kairi i Tessa z najlepszą walka pierwszej rundy, najbardziej się wypromowały na gwiazdy. Tessa mimo że kontraktu ze Stardom nie ma to ona na pewno będzie chciała jeszcze po-podróżować, więc prawdopodobnie to był jej ostatni występ w najbliższym czasie. Pirate Princess natomiast jest z kontraktem, jak na panie w NXT baaardzo wysokim więc wiemy na czym stoimy.

Z innych pań ... do Candice mam okrutne uprzedzenie, ale to głównie z racji tego że ona w większości walczy z facetami, przez co tak naprawdę nie wiem czy coś ona potrafi (uuuuu ... co za kontrowersyjna opinia :shock: ). W tej walce dla mnie gwiazdy z siebie nie zrobiła ... choć akurat ocenianie tego odcinka przeze ze mnie jest nie w porządku, bo porównywałbym każdą z tych pań z ME, co nie miałoby sensu. Panie które przeszły dalej mają czystą kartę, te które odpadły .. no cóż ... bywa. Ale za to macie złote serduszka :serce: :wink:

Ringowo w wiekszości walk to był szrot. Spodziewałem się raptem kilku dobrych walk. Oby było już tylko lepiej. Jim Ross i Lita? JR swoim występem podczas G1 Special nie zrobił ze mnie jego fana jakim byłem kiedyś, a teraz .... ciut lepiej, co nie znaczy dobrze. Mimo że Lita nigdy mikrofonowo nie błyszczała, tak lubie na nią patrzeć (szczególnie ostatnio), a i ma jakieś doświadczenie za stołkiem więc niech będzie że nie będę jej skreślał. A warto przypomnieć że dogrywali jeszcze komentarz w Stamford ....
_________________

 
     
Kcramsib 
Upper Midcarder



Wiek: 30
Dołączył: 18 Sie 2013
Posty: 1403
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Przejdź do mapy
Wysłany: 2017-08-31, 23:05   

Przeprowadzka = pierdylion obowiązków = nie ma za bardzo czasu na wrestling, ale ok... pierwsza dwa odcinki...

Kay Lee Ray - Princessa Sugehit: szczerze mówiąc spodziewałem się, że Szkotka wygra... Szczególnie, że doświadczona luchadorka nie pokazała w sumie nic specjalnego. Ot, takie sobie lucha-lucha niskich lotów.

Serena Deeb - Vanessa Borne: nierówna walka między byłą cheerleaderką i jej kostiumem - ile razy ona poprawiała górę tegoż? ;) Tą walkę wygrała, z turnieju jednak wypadła - Serena (to ogolenie na łyso w SES to było coś...) to chyba Brian Kendrick tego turnieju, wiadome było, że przejdzie dalej...

Shayna Baszler - Zeda: obecność Rousey na publiczności to dopiero był spoiler. Co tam, jak dla mnie obie mogłyby odpaść, strasznie bowiem było to słabe... jenda zielona, druga zielona, współpraca kulała... meeh.

Abbey Laith - Jazzy Gabert: Jak to jest, że w jednej walce dostajemy dwie nowicjuszki, w drugiej zaś dwie weteranki? Kimber Lee i Alpha Female... obie widziałem przynajmniej w ćwierćfinale, tymczasem Niemka jedzie już do domu. Walka... myślałem, że zrobią z tego klasyczny pojedynek dużej z małą, ale nie - w sumie szły łeb w łeb, aż do (lekko zbotchowanego, nie w tempo) roll-upu... mimo wszystko najlepszy pojedynek pierwszego odcinka, yay.

--------------------

Mercedes Martinez - Xia Li: szczerze? Nie zdziwiłbym się, gdyby w prawdziwej walce 1 na 1 Chinka była w stanie zabić 3/4 uczestniczek tego turnieju ;) Ale że wrestling nie jest prawdziwą walką... you tapped out! Ale oddajmy co jej, nie wypadła źle: przeważała 3/4 walki, pokazała trochę przyzwoicie wyglądającej ofensywy... potencjał jest, mogą być z niej ludzie. Niech się tylko angielskiego nauczy...

Marti Belle - Rachel Evers: skoro fedka nie kryje kto jest jej ojcem, czemu naziwsko się nie zgadza? Przez głupi trade mark? Szczególnie, że konotacje rodzinne są póki co jej największym atutem, w ringu bowiem jest zwyczajnie kiepska... szczególnie jak na kogoś, z kogo robi się taką gwiazdę.

Rhea Ripley - Miranda Salinas: fajne dropkicki ma ta Australijka, warunki fizyczne konkretne... będzie z niej gwiazda, zobaczycie.

Sarah Logan - Mia Yim: widzę, że kończenie odcinków starciami potencjalnych ćwierćfinalistek to stała praktyka. Przyzwoita walka, chyba pierwszy raz w życiu mogę powiedzieć, że nieźle oglądało mi się Crazy Mary Dobson - kto by pomyślał. I tylko żal nieco, że to akurat ex-Jade jest tą, która przed przyjściem do turnieju uwolniła się z impactowych kajdanów - wiele bym dał, by zobaczyć Rosemary w takim turnieju, obok LuFisto to chyba największa nieobecna...
_________________
-------------------------------------------------------

#FireEnzo #FireTye #FireStreetProfits

-------------------------------------------------------
 
     
Kcramsib 
Upper Midcarder



Wiek: 30
Dołączył: 18 Sie 2013
Posty: 1403
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Przejdź do mapy
Wysłany: 2017-09-03, 19:36   

Dobra, to jedziemy z 3 i 4 odcinkiem, szybko szybko, nim drugą rundę wypuszczą. Nie żebym specjalnie czekał, bo poziom póki co... :roll: no na łopatki nie rzuca.

Ayesha Raymond - Toni Storm: primo, szanowna pani Storm, Maria Brink chciałaby pewnie odzyskać swój outfit. Secundo, szanowna pani Aeysha (głupie imię), czemu make-up na Rudolfa? Walka do zapomnienia, szczególnie po pani Raymond widać było straszny brak doświadczenia. słabizna.

Dakota Kai - Kavita Devi: jobberski mistrz WWE tak zniechęcił mnie do Hindusów, że nawet bogu ducha winnej pani Devi życzyłem jak najgorzej, #life. Wychowanka Great Khalego (nawet poruszała się po ringu jak Khali :D ) okazała się kolejnym no-namem, który dominował 4/5 walki tylko po to, by paść po jednej akcji bardziej doświadczonego przeciwnika...

Sage Beckett - Bianca Belair: z jednej strony odmieniony odpadek z TNA, z drugiej jedna z pań, z którymi fedka wiąże ponoć gigantyczne nadzieje na przyszłość - no ciekawe, kto mógł to wygrać ;) Poszły w nieco stiffowy brawl, dzięki czemu dało się to nawet oglądać... teraz tylko czekamy na feud Bianki z Princessą Sugehit zwieńczony Lucha de Apuestas, hair vs. mask ;)

To chyba trzecia albo czwarta winietka którą widzę, w której prezentują uczestniczkę walki obijającą w jakimś kurniku Ruby Riot ;) Tak na marginesie :P

Piper Niven - Santana Garrett: walka odcinka, ale co z tego - trzeci odcinek zdecydowanie najsłabszy to i trzeci z main eventów słabszy od poprzednich. Garrett sprzedaje akcje jak Marty Jannetty, z uśmiechem od ucha do ucha, Piper zaś przypomina wczesnego Earthquake'a, nawet jego finisher ma w move-secie.

--------------------

Candice LaRae - Renee Michelle: widzę, że na ostatni odcinek zachowali kilka petard. Na dzień dobry pani Gargano - osoba, której nigdy nie chciałem widzieć w fedce, uważałem bowiem, że McMahonlandia nie będzie potrafiła wydobyć drzemiącego w niej potencjału. I w sumie dalej tak uważam, jej pierwsza walka zachwycić mogła bowiem chyba tylko zagorzałych fanów (to bieganie po ringu, masakra...). Plusik za to należy się przeciwniczce - niejedna zwyciężczyni swojej walki pokazała mniej, niż ona...

Taynara Conti - Lacey Evans: kolejne dwa gorące prospekty, z jednej strony Brazylijska judoczka znana z zamiłowania do Instagrama, z drugiej najbardziej (obok Belair) przehajpowany rookie z Performance Center... nie myślałem, że fedka wywali którąś z nich już po pierwszej rundzie, ale cóż... ich wola ;) Co tam jeszcze... a, wygrała gorsza - ta, która ma przynajmniej, z uwagi na background, płynność ruchów...

Nicole Savoy - Reina Gonzalez: w trzecim odcinku był Rudolf, tu dostaliśmy Upiora z Opery :roll: Nie kumam procesu rekrutacji do tego turnieju... miały być najlepsze z całego świata a dostaliśmy garstkę znanych zawodniczek, kilka prospektów z PC i zgraję niewiele wnoszących no-name'ów. I co, niby taką Gonzalez opłacało się ściągnąć bardziej niż choćby Jessie Brooks? Nicole Matthews? LuFisto? Hell, nawet Liv Morgan podniosłaby poziom/starpower...

Kairi Sane - Tessa Blanchard: ... a do tego dostajemy main eventy, w których jedyne zawodniczki na poziomie wycinają się wzajemnie w pierwszej rundzie. Po dobrej walce (jednej z nielicznych w pierwszej rundzie, które bez wstydu można by pokazać w NXT tv) Tessa rzucona na pożarcie przybyszce z innego, lepszego wrestlingowo świata - w sumie nieco szkoda, bo Sane to produkt, któremu turniej i tak nie jest do niczego potrzebny, ją z miejsca można rzucać na głęboką wodę (pun unintended)... niech tylko nabierze choć odrobinę masy, choć bowiem urocza jest, strasznie dziwnie patrzy na kobietę pozbawioną z tyłu jakichkolwiek krągłości ;) Ale to tak tylko...
_________________
-------------------------------------------------------

#FireEnzo #FireTye #FireStreetProfits

-------------------------------------------------------
 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Rock | Piper | Punk
Wiek: 30
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 9730
Podziękował: 71
Podziękowano mu 779 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2017-09-04, 19:35   

Second round:
Abbey Laith vs Rachel Evers – Taki fajny near-fall I taki słaby finisz. Przyjemnie się to oglądało ze względu na godne siebie rywalki. Sprezentowały wyrównany bój. Spodziewałem się takiego rezultatu, ale jak mówiłem wcześniej, nie jestem z niego zadowolony. Eversowa nawet tutaj prezentowała ciekawszy moveset, a Abbey jest lekko przereklamowana. Te kicki wcale nie wyglądają dobrze.

Serena Deeb vs Piper Niven – Zaskakujący wynik. Od początku coś śmierdziało z przewagą Sereny i jakimiś near-fallami. Przecież to się prosiło o booking mocno obrazujący różnice siły i gabarytów, gdzie ta mała ciągle wstaje i pokazuje jakie ma serducho. Okazało się, że wcale nie ma takiego planu dla Sereny (choć i tak mam nadzieje, że zostanie w NXT na dłużej). Jeśli o Piper chodzi, to na razie daleko mi do bycia jej fanem. Wyróżnia się, to zawsze coś, ale ze sporym sceptycyzmem podchodzę do jej ćwierćfinału.

Princessa Sugehit vs Mercedes Martinez – Niby Mercedes spoko, niby akcje poprawne, ale emocji absolutne zero. Aż wstyd tak bezbarwnie i szybko kończyć. Wynik cieszy. Przekonałem się do Martinez.

Kairi Sane vs Bianca Belair – Kiedyś oglądałem jedną początkującą, której już wtedy prorokowałem mistrzostwo kobiet w WWE. Głównie ze względu na jej atletyczność/zwinność/siłę, którą potrafiła wcielić w sztuke wrestlingu. Widać było, że ma to coś i ma na to papiery. Jeśli dopiszemy do tego wygląd, to sukces jest murowany, a odebrać go sobie można już tylko samemu (zazwyczaj zachowaniem na zapleczu). Tylko to było łatwe, nazywała się Flair. Teraz powtarzam manewr z Bianca. Zdziwie sie, jak nie osiagnie sukcesu. Ona była tu prawdziwą zwycięzczynią. Aż szkoda, że po takiej dominacji, padła tak łatwo. Włosy robią robotę. A wyrwana z jakiegoś Soul Calibura Kairi, tym razem nie zachwyciła.

Lacey Evans vs Toni Storm – Finisz może trochę za prosty (na tych etapach turnieju raczej nie szarżują z emocjami), ale sama walka mi się podobała. Jedna z przyjemniejszych. Fajnie się kontrowały. Wygrała ta co powinna (w zasadzie to powinna wygrać wszystko), ale Lacey pokazała, że zasługuje na większą ekspozycje w NXT.

Mia Yim vs Shayna Baszler – WWE Horsewomen już nakręcają atmosferę. Wątpie, zeby WWE przeszło obojętnie obok tego pomysłu 4on4. Za duże wydarzenie. Baszlerowa dalej nie jest wrestlerką, ale cholera, podoba mi się jako postać. Jest koszmarem dla tej pseudo fighterki z NXT. Powinna już teraz wpaść do złotego rosteru i połamać tamtą w pół. Legit. Yim bym też brał w ciemno. Dała radę wyciągnąc sporo od niedoświadczonej przeciwniczki.

Dakota Kai vs Rhea Ripley – Kolejny fajny pojedynek (chyba najlepszy odcinek pod tym względem). Dakota jest zajebista. Przed Ripley pewnie większa kariera, ale na tym etapie jej przygody z wrestlingiem, tylko by zaszkodziła turniejowi. Kai vs Sane to prawdopodobnie najlepszy pojedynek MYC, zanim w ogóle się odbył.

Nicole Savoy vs Candice – No dobra, nie mogło być całego odcinka fajnych walk. Musiała się trafić czarna owca. Candice dala się obijać nudnej Savoy, więc ciężko oczekiwać 5-stara. To ta Savoy była tą Królową Suplexów? Zdązyłem zapomnieć o jej istnieniu (jak wchodziła do ringu to przysiągłbym, że widzę ją pierwszy raz), ale tam jakiś wreszcie zrobiła.
_________________

 
     
aRo 
Main Eventer



Wrestler: Big E, Owens, Rogal Otis
Wiek: 24
Dołączył: 18 Lip 2010
Posty: 3645
Podziękował: 55
Podziękowano mu 207 razy w 51 Postach
Skąd: Śląsk
Wysłany: 2017-09-04, 23:51   

1/8

Laith i Evers pozytywnie zaskoczyły. Przechodzi lepsza, ale Rachel się trochę zrehabilitowała po niedawnych występach.

Druga walka tak fajna nie była. Niven jak na swoje rozmiary pokazuje spoko akcje. Serena nie pokazała w sumie nic. Tu już musiała odpaść.

Sugehit i Martinez też nie poszalały. Luchadora dalej się nie wyróżnia niczym poza maską i dobrze, że przegrała. Ale Mercedes też specjalnie nie szaleje. Może nie ma z kim? Zobaczymy w ćwierćfinale, tam już nie będzie wymówek.

Biancę robią na powerhouse'a i wypadła nieźle. Do tego to 450. Będą z niej ludzie. Póki co musiała ustąpić miejsca w turnieju Kairi. Japonka jest świetna, ale jednak nie bez wad - tego elbow dropa nie nazwałbym precyzyjnym...

Toni Storm wygrywa, ale starcie było niemal w całości pokazem ataków Lacey. Po czymś takim zwycięzca był oczywisty. Nie chcieli, by Evans wypadła słabo, bo jest "ich", ale szans nie miała.

Shayna Baszler przeszła dalej przez siłę marketingową potencjalnej walki 4 Horsewomen? Uważam, że Mia Yim powinna ją wykopać z turnieju w tym momencie. Nazwisko ważniejsze od skilla.

Wiek, wygląd, nie jest beztalenciem - Rhea Ripley chyba se załatwiła kontrakt. Ale nie mogła dziś wygrać, bo Dakota Kai :serce: Niech tylko przestanie używać Albertowej, kretyńskiej wersji Double Stompa. Fajne starcie.

Savoy wreszcie pokazała suplexy, których brakowało w pierwszej rundzie. Candice zostaje Ultimate Underdogiem turnieju. Ale szaleństwa tu nie było, w ogóle jakoś mało czasu dostały.

1/4

Walka Abbey i Mercedes na tle reszty się jakoś wyróżniała, choć to nic powalającego. Tyle że końcówka kompletnie bez emocji. Jakbym nie zapamiętał, że Fisherman Buster to finisher Martinez, nawet bym nie pomyślał, że to może być koniec :???:

Candice vs Shayna to jedna z niewielu walk, które mi się legitnie podobały. Szkoda, że tak krótko. Szkoda, że Underdog kończy tu przygodę. Szkoda, że Paszczur jest w półfinale. #overrated

Storm i Niven pod kątem rozrywkowym skradły show. Póki co najfajniejszy pojedynek. Toni idzie dalej - prawidłowo, ale co do Piper - #fireNia, Jaxową w porównaniu ratują tylko korzenie.

Dakociak musiał odpaść :cry: Na szczęście przegrać z Kairi to nie ujma. Niezłe starcie, szkoda, że zwycięzca był oczywisty.

1/2

Dopiero tutaj Mercedes pokazała swoje doświadczenie. Jej dominacja cieszyła oko. Teacher vs Student wyszło bardzo spoko. Boli mnie tylko Paszczur Baszler w finale #overoverrated

Storm vs Sane było dobre, choć spodziewałem się ciut więcej. Toni daleko zaszła, ale faworytką od początku była Japonka. I oby wygrała całość.
_________________
...bo jeden Straight Edge na forum to zdecydowanie za mało.
Ten fajny Arek P.
Meme Contest Champion
 
 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Rock | Piper | Punk
Wiek: 30
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 9730
Podziękował: 71
Podziękowano mu 779 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2017-09-05, 04:30   

Ćwierćfinały:
Mercedes Martinez vs Abbey Laith – Znów ten skok Abbey (tym razem z naroznika), wyglądał pokracznie. Jakoś nie moge się do niej przekonać. Dobrze, że poległa. Nawet bym chciał, żeby tu nie zagościła na dłużej. Tylko się darła większość czasu. Mercedes świnskim truchtem ląduje w finałowej czwórce.

Candice LeRae vs Shayna Baszler – Świetnie, ale krótko. Candice odpada z zawodniczką MMA. Idą na całość. MYC to nie tylko nieśmiałe promowanie Four Horsewomen vs Four Horsewomen. To zbieranie argumentów na sprzedanie fanom wrestlingu grupy koleżanek Rondy (tych trzech, bo Rousey nie trzeba). Teraz to już nie tylko najbardziej znana zawodniczka w kobiecym MMA. Obok niej jedna z czołowych postaci turnieju Mae Young. Chyba mogę śmiało powiedzieć finalistka, bo sorry, ale Martinez jest za krótka.

Toni Storm vs Piper Niven – Nie. Do tej Niven też się przekonać nie mogę. Znów praktycznie zobaczyłem to samo. Tylko tym razem mała blondynka wygrała. Suplex spoko.

Kairi Sane vs Dakota Kai – No nic, sam jestem sobie winien. Nastawiłem się na wielki pojedynek, a go nie dostałem. Choć sympatia do Dakoty nie osłabła. Ona znów zaprezentowała się fajnie. Kairi po prostu jest nie do ruszenia na tak wczesnym etapie drabinki. Oby Toni dała radę.

Półfinały
Mercedes Martinez vs Shayna Baszler – Nawet nie wiedziałem, że tam jakaś historia jest. A skoro jest taka, to jedyną decyzją było puszczenie dalej ucznia. Tylko w walce nie było tej historyjki widac. Nie było wrażenia, że znają każdy swój ruch, a to w sumie podstawa takich walk.

Toni Storm vs Kairi Sane – Fajny pojedynek, a najlepszy w nim był uśmiech Toni po tym chain wrestlingu. Walkę oglądałem wczoraj i to zapamiętałem najlepiej :wink: True story.
_________________

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group