Brock Lesnar vs Finn Balor na Royal Rumble? S... (zobacz)
The Shield vs Brothers of Destruction na Surv... (zobacz)
Kolejne gwiazdy odejdą z WWE? Czy Bray Wyatt ... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
TUF 25 Finale & UFC 213
Autor Wiadomość
Morison 
Upper Midcarder
Lost in Verona



Wrestler: Strowman/Miz/Usos/StreetProfit
Wiek: 24
Dołączył: 22 Gru 2012
Posty: 1736
Podziękował: 11
Podziękowano mu 43 razy w 14 Postach
Skąd: FiveFiveNine
Wysłany: 2017-07-03, 22:58   TUF 25 Finale & UFC 213



Data: 7 lipca 2017
Miejsce: T-Mobile Arena, Paradise, Nevada, USA
Transmisja: Fox Sports / Fight pass / ESC

Walka wieczoru
155 lbs: Michael Johnson (17-11) vs. Justin Gaethje (17-0)

Karta Główna (03:00)
The Ultimate Fighter 25 tournament final

170 lbs: Dhiego Lima (12-5) vs. TBD
155 lbs: Marc Diakiese (12-0) vs. Drakkar Klose (6-0-1)
205 lbs: Jared Cannonier (9-2) vs. Steve Bossé (12-2)
185 lbs: Brad Tavares (14-4) vs. Elias Theodorou (13-1)
205 lbs: Jordan Johnson (7-0) vs. Marcel Fortuna (9-1)

Karta Wstępna (01:00)
115 lbs: Angela Hill (6-3) vs. Ashley Yoder (5-2)
185 lbs: Ed Herman (23-12, 1NC) vs. C.B. Dollaway (15-8)
135 lbs: Jessica Eye (11-6, 1NC) vs. Aspen Ladd (5-0)

Preeliminacje Fight Pass (00:00)
145 lbs: Gray Maynard (12-6-1, 1NC) vs. Teruto Ishihara (9-3-2)
115 lbs: Tecia Torres (8-1) vs. Juliana Lima (9-3)



Michael Johnson Last 3: Khabib Nurmagomedov (SUB) | Dustin Poirier (KO) | Nate Diaz (DEC)
Justin Gaethje Last 3: Luiz Firmino (TKO) | Brian Foster (TKO) | Luis Palomino (TKO)
Mimo niezbyt imponującej promocji pojedynku, jak i całej gali, na to starcie bardzo czekam, bo zapowiada nam się świetny pojedynek dwóch stójkowiczów, lecz jednak większość oczu skierowanych będzie w kierunku debiutującego w UFC i legitymującego się nieskazitelnym rekordem walk, których ponad 80% zakończył przez KO/TKO Justina Gaethje. "The Highlight" jest jednym z nielicznych w ostatnim czasie zawodników wchodzących do największej federacji z już wyrobioną marką, mimo faktu, że podejmował już tak doświadczonych zawodników jak Firmino, Palomino czy Guillard, piątkowa walka będzie dla niego najtrudniejszym wyzwaniem w karierze, fani pokładają w nim duże nadzieje, liczą na kolejny efektowny nokaut, ale warto wspomnieć o jego wyszkoleniu zapaśniczym i doświadczeniu nabytym w czasach szkolnych, być może tym atutem będzie chciał zaskoczyć rywala, chociaż trzeba oddać Johnsonowi, że on również ostatnio poczynił znaczne postępy w tej materii, zwłaszcza w defensywie, gdzie nawet takiemu dzikowi jak Khabib, momentami trudno było go sprowadzić.

Reszta karty typowa dla tego typu eventów, kilka ciekawych nazwisk, kilku midcarderów i bardzo przyjemne starcie na początku karty, chociaż nie wierzę tu w porażkę swojej ulubienicy.

---------------------





Data: 8 lipca 2017
Miejsce: T-Mobile Arena, Paradise, Nevada, USA
Transmisja: PPV

Walka wieczoru
UFC Women's Bantamweight Championship

135 lbs: Amanda Nunes (14-4) vs. Valentina Shevchenko (14-2)

Karta Główna (04:00)
Interim UFC Middleweight Championship

185 lbs: Yoel Romero (13-1) vs. Robert Whittaker (18-4)
265 lbs: Curtis Blaydes (7-1) vs. Daniel Omielanczuk (19-7-1, 1NC)
265 lbs: Fabrício Werdum (21-6-1) vs. Alistair Overeem (42-15, 1NC)
155 lbs: Anthony Pettis (19-6) vs. Jim Miller (28-9, 1NC)

Karta Wstępna (02:00)
265 lbs: Travis Browne (18-6-1) vs. Aleksei Oleinik (51-10-1)
170 lbs: Chad Laprise (11-2) vs. Brian Camozzi (7-3)
185 lbs: Thiago Santos (14-5) vs. Gerald Meerschaert (26-8)
170 lbs: Jordan Mein (29-11) vs. Belal Muhammad (11-2)

Preeliminacje Fight Pass (01:00)
135 lbs: Rob Font (13-2) vs. Douglas Silva de Andrade (24-1, 1NC)
145 lbs: Cody Stamann (14-1) vs. Terrior Ware (17-4)
205 lbs: James Bochnovic (8-1) vs. Trevin Giles (9-0)



Amanda Nunes Last 3: Ronda Rousey (TKO) | Miesha Tate (SUB) | Valentin Shevchenko (DEC)
Valentina Shevchenko Last 3: Juliana Pena (SUB) | Holly Holm (DEC) | Amanda Nunes (DEC)
Rewanż za pamiętny pojedynek obu pań z UFC 196, opisywany mianem eliminatora do walki o pas kobiet, w którym mimo początkowej kontroli Brazylijki, która utrzymała przewagę do końca drugiej rundy (na wielu kartach punktowanej wynikiem 10-8), pozwolił na wyciągnięcie wniosków co do dużego potencjału Velentiny, która będąc pod presją zawalczyła śpiewająco w końcówce, wręcz zaorała rywalkę w stójce, a pod względem kondycji sprawiała wrażenie, że przy 5-rundowym starciu przechyliłaby szalę na swoją korzyść. Jestem ciekaw, jakie wnioski wyciągnie pretendentka, a jaką taktykę zastosuje mistrzyni - agresywny atak od początku przy tak doskonałej kickbokserce jak Shevchenko może być samobójstwem, spokojne wyczekiwanie i szukanie obaleń - przy ciągle poprawiającej się w kwestii obrony sprowadzeń i lepszej kondycyjnie Ukraince także może przynieść niespodziewane skutki, na papierze rysuje się przewaga Walentyny, jednak różnica jest na prawdę niewielka i nie zdziwi mnie żaden rezultat.


Yoel Romero Last 3: Chris Weidman (KO) | Ronaldo Souza (DEC) | Lyoto Machida (KO)
Robert Whittaker Last 3: Ronaldo Souza (TKO) | Derek Brunson (TKO) | Rafael Natal (DEC)
Często przy wcześniejszych opisach walk z udziałem Romero i Whittakera wspominałem, że ich nazwiska w zestawieniach są gwarancją świetnego pojedynku i panowie w większości przypadków wywiązywali się z pokładanych w nich nadziei, z dodatkowo doskonałą skutecznością, jeśli chodzi o odnoszone zwycięstwa, Whittaker ostatnio nieco zmienił postrzeganie fanów, którzy wcześniej traktowali go jako świetnego boksera, teraz doceniają go jako zawodnika wszechstronnego i przede wszystkim z potencjałem na nokaut w każdej chwili, o czym przekonali się jego ostatni rywale. Kubańczyk natomiast wraca po kilkumiesięcznej przerwie, jednak do walki z Weidmanem również wchodził po dłuższym czasie, co nie sprawiło mu, jak się okazało, żadnych problemów. Mimo, ze walka to czy się "tylko" o tymczasowy tytuł, to wśród wielu nosi miano prawdziwego main eventu, a jej zwycięzca zostanie ogłoszony prawdziwym mistrzem kategorii średniej :D


Fabricio Werdum Last 3: Travis Browne (DEC) | Stipe Miocic (KO) | Cain Velasquez (SUB)
Alistair Overeem Last 3: Mark Hunt (KO) | Stipe Miocic (KO) | Andrei Arlovski (TKO)
Patrząc na zestawienie pomyślałem sobie "o, takiego starcia jeszcze chyba nie było", obnażyło to moje braki w znajomości historii Strikeforce i przede wszystkim Pride, tak więc będzie to dopełnienie rozciągniętej ponad dekadę trylogii, a z jej zwycięzcą...właściwie nie wiadomo, co zrobić, bo obaj panowie to ostatnie ofiary obecnego mistrza kategorii i Dana niespecjalnie pali się do tego, by dać kolejną szansę zawodnikowi, który będzie górą sobotniej nocy, najlepszą opcją byłoby zestawienie go z wygranym starcia dos Santos/Ngannou, jednak wtedy doprowadzamy do sytuacji, gdzie Stipe broni pasa raz w ciągu roku. Czołówka wagi ciężkiej jest niestety wąska i niezmienna od lat, nawet takie pojedyncze przypadki jak Ngannou potrafią wnieść sporo świeżości do zestawień, gdyby jeszcze Lewis zmienił zdanie i odbudował wartościowym zwycięstwem, a ktoś taki jak Tybur pokonał kogoś z top10, od razu zrobiłoby się bardziej interesująco.


...a skoro jesteśmy przy ciężkich, to może Omielańczuk sprawi niespodziankę i pokona faworyzowanego rywala? Większość ludzi ze środowiska nie pozostawia Polakowi złudzeń, jednak w starciu z Olyinikiem również był skazywany na pożarcie, trzecia porażka z rzędu nie będzie wróżyła nic dobrego i o ile raczej nie powinien od razu po tym pożegnać się z federacją, tak widmo spadku w hierarchii i zestawienia z debiutantami są już bardzo realne. Trzeba nadmienić, że Daniel miejsce w głównej karcie zawdzięcza odwołanej walce Garbrandta z Dillashawem i przeniesionemu na kolejne PPV starciu Kowboja z Ruthlessem, jednak bez tych pojedynków karta również wygląda nieźle, osobiście z pozostałych zestawień najbardziej chyba interesuje mnie postawa Pettisa po powrocie do kat. lekkiej.
_________________
Nihil potest non esse bonum Corbin
~ Arkao, 2017 n.e., koloryzowane

 
 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Rock | Piper | Punk
Wiek: 29
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 9655
Podziękował: 71
Podziękowano mu 779 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2017-07-04, 19:40   

Pierwsza gala bez szaleństw, choć i tak szkoda, że upchnęli ją przed numerowaną. Wolę UFC raz w tygodniu. TUF mnie nie zachwycił. Lima był bez wyrazu, więc z kimkolwiek się zmierzy w finale - jestem za rywalem. W sumie dobrze by było, jakby to był JT Money, bo to prawdziwe Redemption Story. Facet nie wygrał swojego sezonu ( i nie dostał kontraktu ) przez swoją głupotę, kiedy się najebał na imprezie i narobił syfu. Krause w ogóle nie powinno tam być. Gośc ma kontrakt...
Trochę słabo, że Diakese dostał świeżaka. Liczyłem na większe nazwisko dla niego. Show powinien skraść Main Event. Gathje podobno nie kalkuluje nic. MJ też lubi pokazywać bokserską szybkośc. Będzie dobrze.

Jak się chce być w UFC, to takich Curtisów Blaydsów trzeba uwalać. Daniel o wiele bardziej doświadczony. Licze na wygraną przed czasem. Tak samo mocno jestem za Alim, choć jego walka z Werdumem będzie się sporo różnic od ich śmiesznego pojedynku z SF. Tam napompowana konina garowała każdego w stójce, a Fabricio dostał gorszych odleżyn, niż Mamed w starciu z Azizem. Jeśli ktoś z tej dwójki poszedł od tamtego czasu do przodu, to właśnie Brazylijczyk. Jeśli ktoś poszedł w dół, to Holender.
Whittaker z Romero to kozak walka. Prawdopodobnie wyłoni nowego mistrza (sry Bisping). Yoelowi już wielokrotnie wróżono wtopę, Australijczykowi podobnie. Wreszcie trafią z typowaniem :twisted:
_________________

 
     
-Raven- 
Living Legend



Wrestler: Hitman,Steen,Trent Acid,Foley
Dołączył: 12 Sty 2005
Posty: 8465
Podziękował: 20
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2017-07-04, 20:50   

Morison napisał/a:
fani pokładają w nim duże nadzieje, liczą na kolejny efektowny nokaut, ale warto wspomnieć o jego wyszkoleniu zapaśniczym i doświadczeniu nabytym w czasach szkolnych, być może tym atutem będzie chciał zaskoczyć rywala,


Wątpię. Gaethje będzie chciał się pokazać w debiucie i bankowo nie wyjdzie by wyleżeć rywala. Poza tym, Justin to dobry wariat i on po prostu uwielbia się "napierdalać". Oby się tylko na coś nie nadział w pierwszej rundzie, bo Johnson ma szybkie łapy, a nasz debiutant często zapomina o pięściarskiej defensywie.

Cytat:
Amanda Nunes Last 3: Ronda Rousey (TKO) | Miesha Tate (SUB) | Valentin Shevchenko (DEC)
Valentina Shevchenko Last 3: Juliana Pena (SUB) | Holly Holm (DEC) | Amanda Nunes (DEC)
Rewanż za pamiętny pojedynek obu pań z UFC 196, opisywany mianem eliminatora do walki o pas kobiet, w którym mimo początkowej kontroli Brazylijki, która utrzymała przewagę do końca drugiej rundy (na wielu kartach punktowanej wynikiem 10-8), pozwolił na wyciągnięcie wniosków co do dużego potencjału Velentiny, która będąc pod presją zawalczyła śpiewająco w końcówce, wręcz zaorała rywalkę w stójce, a pod względem kondycji sprawiała wrażenie, że przy 5-rundowym starciu przechyliłaby szalę na swoją korzyść. Jestem ciekaw, jakie wnioski wyciągnie pretendentka, a jaką taktykę zastosuje mistrzyni - agresywny atak od początku przy tak doskonałej kickbokserce jak Shevchenko może być samobójstwem, spokojne wyczekiwanie i szukanie obaleń - przy ciągle poprawiającej się w kwestii obrony sprowadzeń i lepszej kondycyjnie Ukraince także może przynieść niespodziewane skutki, na papierze rysuje się przewaga Walentyny, jednak różnica jest na prawdę niewielka i nie zdziwi mnie żaden rezultat.


Dla mnie jeżeli Brazylijka nie ustrzeli Walentej w 1, max 2 rundzie, to pretendentka poskłada ją jak moher ręce do modlitwy, kiedy słyszy Rydzyka. Z cardio Shevchenko, coraz lepszymi zapasami defensywnymi i jej kontrami, Nunes będzie musiała to skończyć przed czasem, bo na pełnym dystansie tego nie ugra.

Cytat:
...a skoro jesteśmy przy ciężkich, to może Omielańczuk sprawi niespodziankę i pokona faworyzowanego rywala?


Wielkiego, silnego Murzyna??? Nie ma szans. Przecież za wielką wodą to kryptonit na Polaków :D

N!KO napisał/a:
Whittaker z Romero to kozak walka. Prawdopodobnie wyłoni nowego mistrza (sry Bisping). Yoelowi już wielokrotnie wróżono wtopę, Australijczykowi podobnie. Wreszcie trafią z typowaniem :twisted:


Oby wygrał Romero. Lubię obu, ale dla Kubańczyka to ostatni dzwonek (wiek), a Whittaker będzie miał jeszcze wiele szans na zdobycie pasa.
_________________
Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.
Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Rock | Piper | Punk
Wiek: 29
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 9655
Podziękował: 71
Podziękowano mu 779 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2017-07-05, 06:43   

-Raven- napisał/a:
Oby wygrał Romero. Lubię obu, ale dla Kubańczyka to ostatni dzwonek (wiek), a Whittaker będzie miał jeszcze wiele szans na zdobycie pasa.


Walka z Yoelem się lepiej sprzeda. Mówi się o niej od dłuższego czasu. Nawet mieli już jedną kłótnie po ostatnim pojedynku Kubańczyka. Kiedyś pomagali sobie w przygotowaniach do swoich walk. Jakaś historia tam juz jest rozpisana.
_________________

 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Rock | Piper | Punk
Wiek: 29
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 9655
Podziękował: 71
Podziękowano mu 779 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2017-07-08, 10:00   

Marc Diakiese (12-1) vs. Drakkar Klose (8-0-1) – Odkąd Drakkar wykluczył nogę Diakiese, czerwony irokez stracił jakieś 50% mocy. Nie był już tak efektowny jak potrafi. Na zaciągniętym ręcznym, nawet chodził asekuracyjnie. Tam ewidentnie doszło do jakiejś kontuzji. Wątpie, żeby te lowkicki były aż tak dewastujące same w sobie. Co nie zmienia faktu, że Klose wygrał zasłużenie. Kongijczyk mógł tylko się wdawać w zapaśnicze gierki i liczyć na finisz w parterze.

Dhiego Lima (14-6) vs. Jesse Taylor (33-15) – Prawdziwe odkupienie. Jesse rzucił się na Lime, jak Pitbull. Gameplan z góry znany, a i tak skuteczny. Uparcie dążył do tego duszenia. Był w chwilowych opałach na początku drugiej rundy. Śmiesznie, że z nich szybko zszedł na swoją naturalną pozycję za plecami rywala. Dhiego nie dał rady nic pokazać. Odpierał obalenie przez jakąś minutę, może dwie.

Michael Johnson (17-12) vs. Justin Gaethje (18-0) - Moja ulubiona walka UFC w 2017? Chyba tak. Wiele się słyszy o gościach walczących poza UFC. Jest taki i taki. Potem dochodzi do ich debiutu i nie widzimy nic z tych zapowiedzi. O Gathje słyszałem, że idzie ciągle do przodu i nie boi się wymian. Lepiej tego pokazać nie mógł. Ale kozak fighter. Nawet jak go zamroczysz, to tanecznym krokiem będzie napierał dalej. MJ go kilkukrotnie podłączył, a ten nie zmienił swojej taktyki ani trochę. A przecież mógł się wdać w zapasy. To w końcu wrestler (!) Gość jest przekozak. A teraz oglądam ponownie :wink:
_________________

 
     
-Raven- 
Living Legend



Wrestler: Hitman,Steen,Trent Acid,Foley
Dołączył: 12 Sty 2005
Posty: 8465
Podziękował: 20
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2017-07-08, 11:52   

Z tej gali najciekawsze (na papierze) dla mnie starcia to całe early prelimsy i main event. Reszta po mnie spływała.

1. Tecia Torres vs Juliana Lima - Lima kompletnie nie potrafiła wykorzystać ogromnej przewagi zasięgu i mała Torres co chwila skracała dystans i tłamsiła ją w klinczach. Po średniej pierwszej odsłonie, dostalismy kapitalny finisz w drugiej, gdzie Tecia trafia ładną kombinacją bokserską, Lima desperacko idzie po sprowadzenie, a wtedy Torres broniąc próbę takedownu, od razu przekręca się i wspina rywalce za plecy, po czym zapina RNC i dusi jak psa. Kapitalnie to wyglądało.

2. Justin Gaethje vs Michael Johnson - mówiłem, że Gaethje idzie tam się napierdalać, a nie realizować jakieś skomplikowane game plany. Ten chłopak to prawdziwy terminator. Zabijesz go, albo on ciebie. Nie ma trzeciej opcji. Nie sądzę, żeby w UFC przy tak wariackim stylu osiągnął szczyty (czołówka rozpyka go właśnie na chłodno, game planami), ale UFC zarobi na nim kokosy, bo facet ma stylówę, której trudno nie lubić oglądać i jaja wielkości arbuzów (wywodzi się z zapasów, a nawet naruszony nie myślał żeby sprowadzać). Justin ma wszystko by zostać takim peoples championem.
Sama walka to piękna rzeźnia i wojna na wyniszczenie. Pięknie Gaethje zniszczył psychicznie Johnsona. Koleś zgłupiał i nie mógł uwierzyć, że ktoś tak sobie lekceważy jego kozacką stójkę i idzie cały czas w brawl. Kropkę nad "i" postawiły te niemal nokdauny (gleby nie było, ale lambada na nogach pełna), po których Justin i tak atakował dalej :shock: W końcówce walki Johnson już chyba stracił wiarę w to, że można ubić tego cyborga (te jego próby obaleń jasno pokazywały, że facet "nie ma już broni"), a Gaethje wrzucił drugi bieg i go dojebał.
UFC powinno jak najszybciej zacząć promować chłopaka (widzicie jego walki z Diazem, albo z Fergusonem? Diaz pewnie by go wykończył żelaznym cardio i betonowa półą, ale El Cucuy także sporo lubi przyjmować na maskę i nie odpuszcza...), bo przy takim stylu walki zdrowie siądzie mu pewnie dość szybko i szczena może stać się już nie taka.

3. Gray Maynard vs Teruto Ishihara - skos po raz kolejny zostaje zweryfikowany. Tym razem zardzewiały Maynard zapewnił mu więcej przytulanek niż te wszystkie jego ulubione dziwki razem wzięte. Bully kompletnie zdominował zapaśniczo Ishikarę, tak że wyglądało to jak lekcja pokazowa na pierwszym treningu zapasów. Nudy jak chuj, ale skuteczne. Walka przypominała klasyczne pornosy, gdzie jak akcja trafia już do parteru, to aktorzy nie podnoszą się aż do końcowego wystrzału.

[ Dodano: 2017-07-08, 17:10 ]
N!KO napisał/a:
Marc Diakiese (12-1) vs. Drakkar Klose (8-0-1) – Odkąd Drakkar wykluczył nogę Diakiese, czerwony irokez stracił jakieś 50% mocy. Nie był już tak efektowny jak potrafi. Na zaciągniętym ręcznym, nawet chodził asekuracyjnie. Tam ewidentnie doszło do jakiejś kontuzji. Wątpie, żeby te lowkicki były aż tak dewastujące same w sobie. Co nie zmienia faktu, że Klose wygrał zasłużenie. Kongijczyk mógł tylko się wdawać w zapaśnicze gierki i liczyć na finisz w parterze.


Nadrobiłem tą walkę, bo nie trawię Diakiese'a i chciałem obejrzeć jak dostaje wpierdol :D Hans Klose zrobił dobrą robotę tymi low kickami. Zaskoczył mnie też siłą fizyczną, bo z reguły to on był górą w klinczowych przepychankach pod siatką, a to przecież Angol wygląda na większego fizola.
Nie był to jednak mecz do jednej bramki i Diakiese także miał swoje momenty w tej walce. Split niby trochę z dupy, ale z drugiej strony Klose jakoś mega dominująco tych rund nie wygrywał.
Niestety jeden pajac został pokonany przez innego pajaca (tak więc spierdoliło mi 50% satysfakcji), bo Klose rzucający się z łapami do Angola i jego cornera, po zakończeniu walki, to wiocha jakich mało.

Jeszcze co do Gaethje to udzielił on fajnego wywiadu po walce, który pokazuje, że można być mordercą w oktagonie i normalnym, spoko-gościem poza klatką, a ludzie i tak będą go kochać, bo takiej stylówy i posiadacza TAKICH jaj, nie można nie kochać :wink:
http://www.lowking.pl/jus...-zeby-zabawiac/
Swoją drogą, gdyby Justin walczył bardziej... z głową i czasem uruchamiał swoje mocne (NCAA Division I All-American) zapasy, to w połączeniu z tą wariacką stójką i twardym łbem, dawało by nam zajebisty materiał na Mistrza (z takim game planem, to nawet Nate Diaz będzie dla niego nie do przejścia, o Rudolfie nie wspominając). Niestety, pewnie wtedy straciłby też na widowiskowości, tak więc z punktu widzenia fanów, pozostaje nam się chyba tylko cieszyć i delektować tym jego berserkerskim stylem walki.
_________________
Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.
Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Rock | Piper | Punk
Wiek: 29
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 9655
Podziękował: 71
Podziękowano mu 779 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2017-07-09, 11:59   

Anthony Pettis (20-6) vs. Jim Miller (28-10, 1NC) – Millerowi coś się gameplan pomylił. Rozumiem, że pierwsze minuty były udane, i skutecznie okopywał nogę wykroczną Pettisa, ale żeby bawić się z nim w stójce na całej szerokości walki ? (bo parter w drugiej był troche dziełem przypadku) Anthony szybko go zaczął sobie ustawiać. Trochę mało Showtime’u u Showtime’a, ale zwycięstwo w pełni zasłużone.

Curtis Blaydes (7-1) vs. Daniel Omielanczuk (19-8-1, 1NC) – Blaydes fanów takimi występami nie zyska. Gość kleił się z tymi nędznymi próbami obaleń cały czas. Pochwalić wypada Daniela, że poprawił znacznie obronę przed zapasami, ale to i tak zdało się na nic. Fajne próby podejmował na koniec, dał ludziom trochę rozrywki. Zwolnienia nie będzie – widzimy się z nim w Gdańsku. A Blaydes jest czerstwy, a do tego (wnioskując po wywiadzie) zamulony.

Fabrício Werdum (21-7-1) vs. Alistair Overeem (43-15, 1NC) – Ali walczył na spokojnie. Dwie pierwsze rundy bezsprzecznie dla niego. Tam objawił się stary Werdum, który polował bardziej na odleżyny niż na nokaut. Gwizdy po werdykcie podyktowane trzecią rundą, gdzie Fabricio powinien skończyć Holendra. Błędem było sprowadzenie do parteru. Tam trzeba było sypać ciosy i czekać na sędziego. Sam sobie winien.

Yoel Romero (13-2) vs. Robert Whittaker (19-4) – Gdzieś tam miałem wrażenie, ze sam Robert był mocno zaskoczony werdyktem. Niepotrzebnie. Pierwsze dwie rundy to profesura Romero. Sypał te sidekicki i zbeształ nogę Australijczyka. Był pewniakiem, który totalnie zdominował przeciwnika. Później jednak 40-lat dało się we znaki, a Whittaker coraz częściej pozwalał sobie na zrywy. A i te były z każdym kolejnym coraz bardziej skuteczne. Trochę śmiesznie wyszło, że Yoel się pruł do Bispinga przed decyzją sędziów, a potem musiał zmarszczony się oddalić. Bisping podkręcił atmosferę wywiadem. Rzucanie pasem jak jakimś odpadem. Świetna promocja :wink:

Travis Browne (18-7-1) vs. Aleksei Oleinik (52-10-1) – Czego nie zdążył zrobić w pierwszej, Oleinik dokończył w drugiej. Fajna walka, gdzie wymienili się nokdaunami i dali trochę emocji. Tylko ilekroć oglądam Travisa, to coraz bardziej się zastanawiam – jak on kiedyś był uznawany za prospekta? Związek z Rondą tak go zniszczył? Byłby dobrym rywalem dla któregoś Polaka na gali w Gdańsku. Wciąz jakoś tam medialne nazwisko, wysoko notowane (za wysoko!), a i do poskładania.

Thiago Santos (15-5) vs. Gerald Meerschaert (26-9) – Lubię stójkę Santosa. Fajnie, że znów kończy kogoś przed czasem. Szkoda, że znów jest to nazwisko, które niewiele mu da. Na kimś większym znów się spali...
_________________

 
     
DonCarlos 
Jobber



Wrestler: Chris Jericho
Wiek: 28
Dołączył: 26 Maj 2008
Posty: 223
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2017-07-09, 12:33   

N!KO napisał/a:
Pierwsze dwie rundy to profesura Romero.

Czy ja wiem? Osobiście pierwszą dałbym chyba jednak Australijczykowi. Żaden z nich nie zyskał jakieś wyraźnej przewagi w stójce, a Robert był w stanie odeprzeć dwie albo trzy próby sprowadzeń. Na całe szczęście był w stanie spokojnie ugrać trzy ostatnie rundy, także odbyło się bez żadnych kontrowersji. Niezła walka nowego mistrza, ale będzie musiał trochę jeszcze popracować na kondycją, w ostatniej rundzie był już porządnie zmęczony i gdyby nie fakt że Romero padł kondycyjnie w trzeciej mogłoby nie być tak wesoło.
 
     
-Raven- 
Living Legend



Wrestler: Hitman,Steen,Trent Acid,Foley
Dołączył: 12 Sty 2005
Posty: 8465
Podziękował: 20
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2017-07-09, 14:51   

1. Werdum vs. Reem - chujnią wiało niemal przez całą walkę. Jeden i drugi więcej straszyli i markowali uderzenia, niż wyprowadzali konkretnych akcji. Dziać się zaczęło coś dopiero w trzeciej odsłonie, kiedy Fabrycy kolanem posłał Koninę na deski, ale niestety głupio (ach, te nawyki grapplerów) poszedł od razu po Gilotynę, zamiast zatłuc Szklanego Aliego, przez co stracił pozycję, Qń się zregenerował i nawet obalony, nie dał sobie nic wielkiego zrobić do końca rundy.
Co do werdyktu, to ja bym tu też wskazał na Holendra. Co z tego, że trzecia runda to była najmocniejsza dominacja Brazylijczyka w całej walce, skoro nie było podstaw aby ją zapunktować 10-8, a poprzednie odsłony minimalnie urywał dla siebie Ali? Niestety arytmetyka przy tym systemie punktowania jest bezwzględna.

2. Romero vs. Whittaker - wszystko było dobrze dopóki Żołnierz Boga miał paliwo w baku, a przy takiej masie mięśniowej, miał go na zaledwie 2 pierwsze rundy, w których ładnie wypunktował Młodego zapasami i w klinczach. Później zaczęła się jazda na rezerwie, Robson zaczął bronić próby obaleń (notabene świetnie się przygotował w tej materii) i punktować uderzeniami z dystansu. W 5 rundzie wynik był 2-2, tak więc kwestią było, kto tutaj postawi kropkę nad "i". Kubańczyk mocno ruszył do przodu, a i po Whittakerze widać było, że oddycha już rękawami. Jednak to Robson dość szczęśliwie wylądował w gardzie Romero i utrzymał go tam do końca odsłony, czym skradł tą rundę (bo na nogach żaden nie uzyskał znaczącej przewagi) i słusznie wygrał całą walkę.
Niestety Romero jest jak Gadelha - w chuj niebezpieczny podczas 3 rund, ale 5-cio rundówki to dla takich mutantów, którzy nie należą do "beztlenowców" - prawdziwy kryptonit (o ile nie skończą rywala przed czasem).
Szkoda Kubańczyka, bo przez tego jebanego kombinatora Bispinga, już sie pewnie nie dopcha (wiek) do TS'a, a ten należał mu sie jak psu micha. Mam nadzieję, że i tak zestawią Angola z Romero, po tym jak Mike straci pas na rzecz Whittakera, i Kubańczyk będzie mógł wyrównać rachunki.

3. Travis Browne vs Aleksei Oleinik - jestem wielkim fanem Oleinika, tak jak i każdego grapplera, który potrafi poddawać swoich rywali na tak wysokim poziomie rywalizacji. Początek był trudny, bo Aleksei wdał się w brawl z Hapą i niewiele brakowało, aby go Hamburger ubił. Jednak Boa Dusiciel się ogarnął, ładnie nawciskał rywalowi w stójce (przy czym posłał go na dechy) i finalnie niemal zdusił w RNC. W drugiej odsłonie, pomimo że Browne radził sobie w stójce całkiem spoko, wpadł na kretyński pomysł by obalać tej klasy grapplera jak Oleinik (syndrom Omielańczuka z walki z Struve'em? :D ) i w efekcie gówno zrobił na glebie, a Oleinik zaszedł mu za plecy i zdusił w RNC.
Świetny występ Alekseia. To, że będzie dominował na glebie było pewne, ale że tak dobrze poradzi sobie w stójce (dobre były te wszystkie ciosy na korpus) z typowym strikerem, to spore zaskoczenie.
Browne powinien zacząć w końcu ćwiczyć zamiast dymać Rondę. To co on odpierdala w stójce, w porównaniu z tym co pokazywał kilka lat temu, to po prostu tragedia. Danka powinien mu podziękować za współpracę.

4. Pettis vs. Miller - lubię Millera, ale game plan sobie ustawił najgorszy z możliwych. Jim to stójkowy solidny wyrobnik, a Antek nawet w średniej formie, to dwie klasy wyżej od niego, a ten postanowił rozgrywać to w stójce. Szkoda, bo w pionie był to mecz do jednej bramki, a Jim miał swoją szansę, kiedy obalił Ronaldo i wszedł mu nawet za plecy. Niestety nie potrafił nic z tego wyczarować.
Miller miałby większe szanse gdyby postawił na sprowadzenia i szukanie szansy w parterze. W stójce - było to samobójstwo i werdykt to odzwierciedla.
Nie jestem pewny czy ta walka pokazała powrót do formy Antka. Miller to był dla niego stylistyczny raj (stójka bez porównania, parter do ogarnięcia) i dlatego wypadł na jego tle tak dobrze.

5. Blaydes vs. Omielańczuk - miała być deklasacja, zwłaszcza zapaśnicza, a Polak obronił wszystkie 14 (!!!) prób obaleń rywala i stawiał całkiem niezły opór. Jasne, Murzyn wygrał to bez dwóch zdań, ale zrobił to nudnymi przytulańcami w klinczach i wykorzystując przewagę zasięgu, bo w półdystansie, Daniel potrafił całkiem nieźle mu się odgryzać.
Blaydes jak na takiego prospekta, na jakiego go tu kreowali, to ni chuja nie potwierdził tych wszystkich och-ów i ach-ów. Fakt - fajnie się poruszał na nogach i był dynamiczny, ale gdyby dostał kogoś równie silnego fizycznie i bez takiej różnicy zasięgu, to pewnie by nie pierdnął.
Niby przegrana walka, ale Omielańczuk nie dał plamy. Punktacja nie oddaje tego jak ta walka przebiegała, a miał być przecież squash (zwłaszcza w oczach bukmacherów).

DonCarlos napisał/a:
N!KO napisał/a:
Pierwsze dwie rundy to profesura Romero.

Czy ja wiem? Osobiście pierwszą dałbym chyba jednak Australijczykowi. Żaden z nich nie zyskał jakieś wyraźnej przewagi w stójce, a Robert był w stanie odeprzeć dwie albo trzy próby sprowadzeń.


Za obronione próby obaleń punktów nie dają :wink: Nawet jeżeli uznamy stójkę za wyrównana (choć dla mnie nie bez znaczenia było to jak Kubańczyk załatwił kolano Whittakera), to Romero i tak to ugrał klinczami, gdzie jego dominacja była niepodważalna.
_________________
Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.
Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

 
     
DonCarlos 
Jobber



Wrestler: Chris Jericho
Wiek: 28
Dołączył: 26 Maj 2008
Posty: 223
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Bydgoszcz
Wysłany: 2017-07-09, 20:28   

-Raven- napisał/a:
Za obronione próby obaleń punktów nie dają

I to chyba jeden z największych błędów. Bo z jednej strony mówimy o tym jak ważne są obalenia bo zawodnik decyduje w jakiej płaszczyźnie rozgrywa się walka, a z drugiej strony zupełnie nie przywiązujemy wagi do tego że w inny sposób robi to też chociażby taki Whittaker. Na moje Robert zrobił więcej tymi obronami niż Romero który rzeczywiście kontrolował klincze, aczkolwiek niczego tym nie ugrał.

-Raven- napisał/a:
Danka powinien mu podziękować za współpracę.

Niby tak, aczkolwiek co jak Browne pójdzie do Bellatora i nie daj bóg Ronda zasiądzie na widowni tak by pokazali ją w tv? Łysy by chyba zawału dostał. Stąd też nic dziwnego że nie mówi nic o potencjalnym zwolnieniu Travisa, ale głośno sugeruje mu emeryturę :lol:
 
     
Morison 
Upper Midcarder
Lost in Verona



Wrestler: Strowman/Miz/Usos/StreetProfit
Wiek: 24
Dołączył: 22 Gru 2012
Posty: 1736
Podziękował: 11
Podziękowano mu 43 razy w 14 Postach
Skąd: FiveFiveNine
Wysłany: 2017-07-09, 21:46   

Piękna woja w debiucie Gaethje, czasem zdarzają się przypadki, że wręcz nie dowierzam i pytam samego siebie "czemu on jeszcze stoi" widząc, jakie lepy zbiera zawodnik, w tej walce, która nie trwała nawet 10 minut miałem co najmniej trzy takie momenty, z czego po każdym z nich Justin szedł do przodu i odpowiadał na ciosy Johnsona. Menace może mieć żal tylko do siebie, bo powinien dokończyć dzieła, a rywalowi, który nie miał już zbyt wiele do stracenia podbródkowe wchodziły jak w masło i było praktycznie po ptakach. Widzę internetowe sprzeczki Gaethje z Fergusonem - na ten pojedynek jest zdecydowanie za wcześnie, ale nie będę narzekał, gdy zobaczę zestawienie "Highlighta" z innymi wariatami z wagi lekkiej, których nie brakuje...może jakiś Medeiros, może jakiś Felder, a może od razu Barboza?
----------------

Omielańczuk niestety nie sprawił kolejnej niespodzianki, od początku było widać, że przewaga gabarytów i siły Blaydesa może być nie do przejścia, w klinczu Polak wyglądał bezradnie, chociaż w stójce, mimo, ze cały czas na wstecznym, trzeba przyznać, ze walczył bardzo kreatywnie i próbował nadgryźć rywala na różne sposoby, z biegiem czasu zabrakło również i tego, im mniej powietrza w płucach, tym bardziej stateczny i oszczędny w swoich ruchach był Daniel, a w ten sposób nie dało się tu ugrać nic, nawet rundy.

Zwycięstwo Reema nie było jakoś wyraźnie zaznaczone, ale jednak w finalnym rozrachunku skłaniałbym się ku jego przewadze punktowej, chociaż remis również nie byłby mocno krzywdzący, szczerze mówiąc trochę zawiódł mnie Fabricio, zwłaszcza w początkowych minutach walki, gdzie widać było jego stateczność i brak konkretnego pomysłu na walkę, Ali spokojnie urwał pierwszą runde, drugą tym bardziej, końcówka należała do Brazylijczyka, który świetnie trafił kolanem, ale tak jak wspomnieli przedmówcy, nie wykorzystał tego zbyt dobrze, Rogan natomiast twierdził, że rozumie decyzję Werduma, bo chyba Miocic zrobił to samo i obronił pas :D

Main event bardzo dobry, mimo 25 minut, nie nudziłem się ani chwili, trzeba kolejny raz przyznać, że Whittaker to jest jednak kozak, jeśli informacje o urazie kolana w początkowych minutach okażą się prawdą, to jeszcze gość bardziej urośnie w moich oczach, bo mimo braków kondycyjnych Yoela w drugiej części walki ten ciągle był w stanie wykonać jeden zryw, tak jak na początku piątej rundy, i gdyby nie dosyć fartowne obalenie i pozycja dominująca Roberta na końcu, rezultat mógłby być zgoła inny. Bispinga natomiast bardzo lubię, ale dziś wyjątkowo mnie wkurwił swoim zachowaniem, dobrze, że jego nędzne rządy dobiegają końca, po tym co pokazał Whittaker, w walce z Hrabią musiałby dostać zawału w klatce, żeby to przegrać.
_________________
Nihil potest non esse bonum Corbin
~ Arkao, 2017 n.e., koloryzowane

 
 
     
-Raven- 
Living Legend



Wrestler: Hitman,Steen,Trent Acid,Foley
Dołączył: 12 Sty 2005
Posty: 8465
Podziękował: 20
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2017-07-09, 22:15   

DonCarlos napisał/a:
-Raven- napisał/a:
Za obronione próby obaleń punktów nie dają

I to chyba jeden z największych błędów. Bo z jednej strony mówimy o tym jak ważne są obalenia bo zawodnik decyduje w jakiej płaszczyźnie rozgrywa się walka, a z drugiej strony zupełnie nie przywiązujemy wagi do tego że w inny sposób robi to też chociażby taki Whittaker


Niby tak, ale równie dobrze mogliby punktować ucieczkę zawodnika z parteru i przywrócenie przez to walki do stójki :wink:

DonCarlos napisał/a:
Niby tak, aczkolwiek co jak Browne pójdzie do Bellatora i nie daj bóg Ronda zasiądzie na widowni tak by pokazali ją w tv? Łysy by chyba zawału dostał.


Spokojnie, Ronda na roztrenowaniu to pewnie z 80+ kg, tak więc nikt by jej i tak nie poznał, przez co mogliby później kleić głupa, że to była Gabi Garcia :twisted:

Morison napisał/a:
Gaethje z Fergusonem - na ten pojedynek jest zdecydowanie za wcześnie, ale nie będę narzekał, gdy zobaczę zestawienie "Highlighta" z innymi wariatami z wagi lekkiej, których nie brakuje...może jakiś Medeiros, może jakiś Felder, a może od razu Barboza?


Szkoda Justyny na jakichś Felderów czy Medeirosów. Właśnie pokonał #5 tej dywizji i Danka powinien mu dać kolejne duże wyzwanie. Why? Koleś zbierając tyle na banie, za długo takich walk nie da rady dawać (syndrom Diego Sancheza murowany), a więc UFC powinno mu dać szansę się pokazać, póki jest jeszcze w stanie robić to na takim poziomie.
Barboza byłby jak najbardziej ok. Ferguson jest za blisko walki o interima, żeby chciał ryzykować (już pierdolił, że może ewentualnie zawalczyć z Gaethje, ale jak "tymczasowy" będzie na szali, inaczej czeka na Nurmę).

Morison napisał/a:
Bispinga natomiast bardzo lubię, ale dziś wyjątkowo mnie wkurwił swoim zachowaniem, dobrze, że jego nędzne rządy dobiegają końca, po tym co pokazał Whittaker, w walce z Hrabią musiałby dostać zawału w klatce, żeby to przegrać.


Bisping to oktagonowy nudziarz dlatego musi mordą nadrabiać poza klatką, żeby ludki się zainteresowały jego pojedynkami i to się sprzedało. Dlaczego taki Kowboj czy Lawler nie muszą z siebie robić pajaców, kłapiąc gębą kocopoły? Bo ich walki bronią się same i nawet bez podbudowy, każdy fan MMA chciałby ich w akcji obejrzeć.
Akurat Whittaker to stylistyczny koszmar dla Bispinga. W przypadku Romero mógł liczyć jeszcze na swoje cardio i bardziej poukładaną stójkę. Na Robsona nie ma kompletnie nic, bo tam gdzie Angol jest dobry (czyli na nogach), Whittaker jest dużo lepszy (szybszy, mniej przewidywalny, z nokautującym pierdolnięciem).
Ja tam tego angielskiego piździelca nie trawię, ale pewnie będzie robił pałe z połykiem Łysemu i GSP żeby go zestawiono z Kanadyjczykiem i żeby odwlec egzekucję z rąk Nowozelandczyka.
_________________
Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.
Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

 
     
TJCACPJ 
Main Eventer
Sułtan Attitude



Wrestler: Cole | Anderson | Goto | Braun
Wiek: 21
Dołączył: 22 Lip 2012
Posty: 3250
Podziękował: 29
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Kołobrzeg
Ostrzeżeń:
 1/3/4
Wysłany: 2017-07-09, 22:40   

Morison napisał/a:
Bispinga natomiast bardzo lubię, ale dziś wyjątkowo mnie wkurwił swoim zachowaniem, dobrze, że jego nędzne rządy dobiegają końca, po tym co pokazał Whittaker, w walce z Hrabią musiałby dostać zawału w klatce, żeby to przegrać.


Już tu ktoś kiedys pisal, ze Bisping moze wygrac tylko jeżeli jego rywal dostanie zawalu. Skonczylo sie z Bispingiem jako mistrzem :P
_________________
Progres Roku 2014
Runner Up - Redaktor Roku 2016
RunnerUp - Artykul Roku 2016


Regres Roku 2016 - Vackao :P (Nie uznany tak jak WWE nie uznaje title runu Inokiego)
 
 
     
SzajbaClub 

Wrestler: Adam Cole, Cm Punk, Triple H
Wiek: 15
Dołączył: 19 Kwi 2016
Posty: 14
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Poznań
Wysłany: 2017-07-09, 23:54   

Yoel Romero vs. Robert Whittaker- Bardzo dobre 2 pierwsze rundy w wykonaniu Kubańczyka, ale już na początku 3 cardio czterdziestolatka dało się we znaki. Robert pięknie rozegrał tą i 4 w stójce oraz świetnie bronił się przez obaleniami. W czasie przerwy przed 5 rundą byłem na prawdę nie spokojny o werdykt a kibicowałem z całego serca Australijczykowi. Ostatnie starcie mocno na serduchu i charakterze przetrwał Yoel a Whittaker w swoim stylu wypunktował Romero i przez ostatnie półtorej minuty przeleżał rywala. Bardzo mądra strategia. Ale...Bispinga nie przejdzie. Nie wiem dlaczego, ale od wygranej z Andersonem Silvą jestem o Michaela cholernie spokojny. Lubię gościa, podoba mi się jego styl walki. I tak jak życzyłem sobie, żeby Robert został mistrzem tymczasowym tak jednak wydaje mi się, że Hrabiego nie przejdzie. Anglik ugra to decyzją. Szkoda Yoela bo prawdopodobnie kolejnej szansy nie dostanie. Teraz widziałbym go w rewanżu z Jacare albo walce z Rockholdem ( o ile wróci w najbliższym czasie).

Curtis Blaydes vs. Daniel Omielanczuk- Szkoda Daniela. Walka była nudna, ale to nie była jego wina. Blaydesa widziałem pierwszy raz i zrobił na mnie bardzo słabe wrażenie. Klinczować i nic poza tym. Stawiam, że kolejny rywal z top 10 uwali go i to przed czasem. A Omielańczuk no cóż, dostanie jeszcze pewnie szansę w Gdańsku. Myślę, że Travis Browne byłby odpowiedni. A i dla niego pewnie byłaby to ostatnia szansa na odkupienie.

Fabrício Werdum vs. Alistair Overeem- Usypiała mnie ta walka. I tak jak lubię oglądać Alistaira i Werduma tak coś się nie kleiło. Ali wygrał. Ciężko bo ciężko, ale jednak.

Anthony Pettis vs. Jim Miller- Showtime wraca na salony lekkiej, ale to nie jest ten Showtime co kiedyś. Fakt, wypunktował Millera, ale nic wielkiego poza tym. Nie pokładam już w nim wielkich nadziei, ale zobaczymy może się w końcu nam Pettis odblokuje.
 
     
-Raven- 
Living Legend



Wrestler: Hitman,Steen,Trent Acid,Foley
Dołączył: 12 Sty 2005
Posty: 8465
Podziękował: 20
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2017-07-10, 22:25   

SzajbaClub napisał/a:
Nie wiem dlaczego, ale od wygranej z Andersonem Silvą jestem o Michaela cholernie spokojny. Lubię gościa, podoba mi się jego styl walki. I tak jak życzyłem sobie, żeby Robert został mistrzem tymczasowym tak jednak wydaje mi się, że Hrabiego nie przejdzie.


Akurat dla mnie walka ze Spiderem jasno pokazała jak przeciętny jest Bisping na tle naprawdę utalentowanych strikerów (Mike to dobry wyrobnik, ale żaden z niego talent. W żadnej materii). Nie znoszę Silvy i w tamtej walce kibicowałem Angolowi, ale gdyby nie to, że Spider pajacował jak to ma czasem w zwyczaju (często ma takie zawiechy, że jest bierny, dużo się czai i mało atakuje. Tak samo było np. podczas walki z Brunsonem, której wg mnie – choć sędziowie byli innego zdania – Brazylijczyk nie wygrał), a Bisping spokojnie punktował go, nie dostając „odpowiedzi zwrotnej” od rywala – to Angol za cholerę by tego nie ugrał. Nie wiem, czy pamiętasz w tej walce momenty, kiedy Spider się budził, przyspieszał i atakował w swoim stylu? (nie było tego za wiele, dlatego umoczył). Bisping wyglądał wówczas jak dziecko we mgle, normalnie jak koleś, który przyszedł na pierwszy trening i od razu dostał sparing z gościem trzy grupy zaawansowania wyżej. Po prostu kontrast był tak ogromny, że modliłem się (będąc przeciwko Brazylijczykowi), żeby Silva za często nie miał tych swoich „przebudzeń”. Z Whittakerem będzie podobnie, z tym że Robson nie będzie się tu tak pierdolił w tańcu jak spróchniały Anderson. Jeżeli nawet dziadek Henderson potrafił w ostatniej ich walce zdrowo sponiewierać Michała w stójce (a kolo ma w arsenale tylko tego swojego, przewidywalnego H-Bomb’a i nic więcej), to pomyśl co zrobi z nim tak kreatywny, szybki, zajebiście się poruszający, mający kowadła w łapach i głodny wygranej, kickbokser jak Whittaker? Prokuratura już może zacząć gromadzić materiał dowodowy, bo tam dojdzie do morderstwa :wink:
Dla mnie Robson musiałby się chyba poślizgnąć i sam sobie skręcić nogę (tak jak ostatnio Chandler w Bellatorze), żeby Angol wyszedł z tej walki z pasem, choć stawiam, że Mike limit szczęścia jaki miał przypisany na całe życie, już wyczerpał nokautując Rockholda i drugi raz „szóstka w totka” mu się nie przydarzy.
_________________
Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.
Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group