Kursy bukmacherskie przed TLC 2017... (zobacz)
Kolejne walki Raw vs SmackDown na Survivor Se... (zobacz)
Więcej informacji na temat zmian w karcie TLC... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
UFC 207: Nunes vs Rousey
Autor Wiadomość
Vegas
Jobber



Dołączył: 20 Kwi 2014
Posty: 68
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2016-12-31, 12:57   

Napiszę w sumie tylko o Rondzie. Po walce, już podczas powtórek, zaczynałem się zastanawiać kto sobie lepiej poradził: Popek, Punk czy Ronda. Ci pierwsi nie wypadali wcale tak źle przy takim porównaniu :twisted:

Wyszła naładowana, cytując ostatnie Gwiezdne Wojny, wierzyła, że moc jest w niej silna, ale samą mentalnością ugrała tylko 48 sekund. Stójka Rondy? Jeszcze gorsza niż rok temu przeciwko Holm. Właściwie nie istniała. Trzymała ręce w górze i udawała, że się broni. Była to jednak jeszcze bardziej dziurawa obrona, niż podczas pierwszego meczu Legii z BVB. Wszystko wchodziło, widać było po pierwszych dziesięciu sekundach, że nic tu nie ugra.

Co dalej? Filmy i jakiś występ w WWE. Musi tylko znowu odbębnić okres: "jestem w dołku, moje życie nie ma sensu" i wróci do szeroko rozumianej rozrywki.
 
     
RainmakerF7 
Jobber



Wrestler: Przemysław Rudzki
Wiek: 8
Dołączył: 26 Sie 2016
Posty: 245
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2016-12-31, 13:22   

Jakoś nigdy wielkim fanem Rondy nie byłem, ale kibicowałem tu i liczyłem na jej zwycięstwo, bo wiedziałem jakie byłyby konsekwencje porażki zarówno dla niej, jak i dla UFC. Trenowała prawie rok, nie wiem co w jej głowie siedziało, ale na dobrą sprawę wróciła gorsza. Tak jak napisał kolega wyżej - nie istniała, wyglądała tragicznie. Nie ta sama Rousey którą znaliśmy, no i Nunes nie pozostawiła wątpliwości co do tego kto jest lepszy.

To już chyba koniec Rondy w UFC, co akurat ani mnie, ani z pewnością kogoś takiego jak Dana nie cieszy, bo Rousey to bądź co bądź ogromny draw. Albo Hollywood, albo WWE, choć na dłuższą metę to drugie raczej nie wypali. Ale kto wie - może jakaś walka ze Stefcią albo kimś typu Charlotte na WM'ce.

Na resztę niestety czasu nie ma dziś, na oglądanie i tym bardziej na analizę. Może zedytuję w dniach najbliższych jak do reszty się dorwę.
_________________

 
     
-Raven- 
Living Legend



Wrestler: Hitman,Steen,Trent Acid,Foley
Dołączył: 12 Sty 2005
Posty: 8467
Podziękował: 20
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2016-12-31, 16:14   

1. Johny Hendricks vs Neil Magny - werdykt teoretycznie może się wydawać trochę kontrowersyjny, ale prawda jest taka, że z obaleń Rumcajsa niewiele wynikało (a jeszcze dwa razy wjebał się w trójkąta nogami), a w stójce nie potrafił w żaden sposób ugryźć Magny'ego i Neil go efektywnie punktował w tej materii.
Mało efektowna walka i nie wiem, czy Brodacz nie powinien zrelaksować się chwilowo w jakimś Bellatorze, bo samymi obaleniami to walk się nie wygrywa (zwłaszcza kiedy rywal ci więcej wciska z pleców, niż ty jemu z góry).

2. Louis Smolka vs Ray Borg - kozackie starcie dla każdego lubiącego dobre kulanki. Cały czas się coś działo i nie było biernego leżenia na rywalu. Każdy kto zna grappling Smolki, doceni to co z nim zrobił w tej płaszczyźnie Borg. Ray pokazał świetne zapasy i BJJ, którymi niemal całkowicie zaorał Louisa. Pięknie wyglądały te sprowadzenia i przejścia oraz praca nad skończeniami (kapitalnie wypracowany ten trójkąt rękami, którym niemal skończył rywala). Podobało mi się.

3. Dong Hyun Kim vs Tarec Saffiedine - ależ gówniany sleeper. Jedna z tych walk gdzie oglądasz i modlisz się żeby się w końcu skończyło. Koreańczyk nie potrafił sprowadzić, a więc pykali partyjkę szachów w stójce, gdzie wg mnie bardziej efektywny był Tarec, którego sędziowie wyruchali werdyktem bardziej niż Pan Młody małżonkę podczas nocy poślubnej. Fakt - Kim cały czas wywierał presję, ale to Saffiedine trafiał, tak więc decyzja kompletnie z dupy (choć po tak gównianej walce to mi to latało)

4. T.J Dillashaw vs John Lineker - mogło być lepiej, bo TJ za dużo pajacował i mało wyprowadzał akcji w stójce. Jednak kiedy dorzucił do tego obalenia (które notabene wchodziły jak nóż w masło) - na Linekera wystarczyło, bo na glebie John nie ogarniał kompletnie, a w stójce nie potrafił ujebać tak szybkiego i dobrze poruszającego się na nogach rywala.
Łatwe starcie dla Dillashawa.

5. Dominick Cruz vs Cody Garbrandt - zajebisty występ Cody'ego. Znokautować każdy może każdego w MMA, ale wyraźnie wypunktować tak "nieuchwytnego" rywala jak Cruz, to prawdziwy wyczyn. Tym bardziej, że No-Love walczył na totalnej wyjebce, robiąc sobie jajca z Mistrza i niszcząc go psychicznie tymi wszystkimi balansami ciała i pracą głową, przez które Domino nie potrafił trafiać rywala.
Kapitalnie się patrzyło na to co Młody Wilk robi ze Starym Lisem... Zemściło się na Cruzie wybieranie sobie teoretycznie (na papierze) słabszego rywala (lekceważąc wyzwania Dillashawa). Cody pokazał mocną stójkę, świetną pracę ciałem, mocną psyche (nawet po nokdaunach nie podpalał się, tylko na chłodno próbował dobijać) i całkiem nienajgorsze cardio (które siadło dopiero gdzieś w połowie 4 odsłony, w której i tak 2 razy posyłał Dominatora na glebę), jak na kogoś kto pierwszy raz wyszedł do 5-cio rundówki.
Cruz chyba nie docenił rywala, bo kiedy zauważył, że jego striking się nie sprawdza, to nie miał nawet planu "B", by coś z tym fantem zrobić.

6. Amanda Nunes vs Ronda Rousey - zobaczyć Pyzę po raz kolejny ośmieszoną w oktagonie - bezcenne! Za całą resztę zapłacisz kartą Mastercard :twisted:
Ronda znowu zawalczyła jak kretynka. Zamiast od samego początku iśc na chama w parter, to próbowała boksować z będącą w pełni sił Nunes... Zważywszy na to, że Hondzina ma garde dziurawą jak dupa wielbicielki anala - to Amanda trafiała ją jak ja "jedynki" w Totka. Totalny squash. Już po pierwszych kontrach Mistrzyni, widać było, że Rousey chce się stąd teleportować byle jak najdalej. Piękna robota Brazylijki.
Pyza nadal zachowuje się jak gówniara. Nie podała ręki przed walka, a po walce spierdoliła z oktagonu jakby zostawiła czajnik na gazie. Powinni dać jej kogoś, kto będzie teraz przy niej 24h na dobę, żeby głupia dupa przypadkiem faktycznie sobie czegoś nie zrobiła.
Wg mnie to koniec Rondy. Nie odbudowała się psychicznie po Holly (chciała udowodnić wartość swojej lewej stójki, boksując z Nunes... :lol: ), a teraz Amanda zezłomowała jej psyche tak, że chyba już tego nie da sie poskładać (nawet jeżeli zawalczy, to już chyba nigdy nie dostaniemy Rousey sprzed Holm).
I tylko szkoda, że sędzia tak szybko się zlitował nad Pyskatą, bo mógł jeszcze pozwolić Amandzie na 1-2 trafiejki, to bankowo zobaczylibyśmy jak Ronda zapada w sen zimowy.
_________________
Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.
Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

 
     
Morison 
Upper Midcarder
Lost in Verona



Wrestler: Strowman/Miz/Usos/StreetProfit
Wiek: 24
Dołączył: 22 Gru 2012
Posty: 1738
Podziękował: 11
Podziękowano mu 43 razy w 14 Postach
Skąd: FiveFiveNine
Wysłany: 2016-12-31, 17:06   

Najlepsza walka Johny'ego od czasu utraty pasa, jednak w oczach sędziów było to zbyt mało na bardzo aktywnego Magny'ego, można ot tak znaleźć kilka kwestii argumentujących wygraną zarówno jednego, jak i drugiego, osobiście 3 rundę zapisałbym na konto Rigga, jednak w świetle nowych przepisów dotyczących punktowania, Neil zrobił znacznie więcej, mimo że był z dołu i to jemu należała się wygrana. Właśnie....od kiedy miały wejść te zmienione zasady? :D

Liczyłem, że Smolka będzie w stanie zaskoczyć ponownie, jednak poziom grapplerskich umiejętności Borga zdecydowanie to uniemożliwił, jednak nie można zapisać Louisowi tej porażki do rubryki "klęsk", bo mimo 30-26 na kartach sędziowskich pokazał kolejny raz, że tkwi w nim duży potencjał. Odnośnie zwycięzcy - pamiętam, że gdy debiutował w UFC stawiałem przeciwko niemu (i to po jakimś śmiesznie małym kursie) bo dostępne materiały nie pokazywały, że może wyrosnąć z niego taki prospekt, teraz, gdy patrzę w jego rekord nie mam pojęcia w jaki sposób przegrał ze Scogginsem, chyba nie oglądałem tej walki :D Co dalej? Akurat w jego przypadku widzę masę ciekawych zestawień, jest Moraga, może Reis, może tylko Moreno, trzeba mieć tego dzieciaka (mój rocznik :D ) na uwadze.

Kolejna walka:
-Raven- napisał/a:
ależ gówniany sleeper.

Raven właściwie wyczerpał temat, od siebie zbyt wiele nie dodam, bo przez większość pojedynku miałem zamknięte oczy, aby nie tracić energii przed najważniejszymi walkami. Dobrze, że wygrał Kim, zdecydowanie bardziej efektowny artysta.

Obudziły mnie natomiast poczynania Dillashawa, który znowu zaprezentował się bardzo dobrze, momentami jego przewaga wszechstronności aż biła po oczach, Lineker to również świetny gość, ale piekielny jak na tę dywizję cios to trochę zbyt mało, by przejść z nim całą dywizję, brakowało też chyba trochę kondycji, bo końcówka i agresywne ataki Johna były już na oparach. TJ już chyba bliżej kolejnej walki o pas być nie może.

Skoro jesteśmy przy tytule Bantamweight, to muszę teraz w dwóch zdaniach pozachwycać się nad postawą nowego mistrza kategorii, gość swoim występem sprawił że wyglądałem jak nieznajomy pan z avatara Ravena, teg koguty to wylęgarnia odkryć, bo to było prawie tak dobre, jak pierwsze starci TJ vs Barao, a "No Love" wyglądał jakby skradł duszę Andersona Silvy, bo nie tylko w stójce robił, co chciał z przeciwnikiem...z kurwa Dominikiem Cruzem, przy którym strach mrugać, bo dotychczas dla przeciwników był niemal nieuchwytny, ale też i bawił się nim co chwila prowokując, zwiększając wkurwienie, czy wręcz ośmieszając, z każdą kolejną minutą jego przewaga wzrastała, co potwierdzał kolejnymi nokdaunami, tu muszę też ukłonić się przed byłym już championem, który wstawał po wszystkim, bez większego zranienia, genialnymi unikami na już nie tak szybkim Cruzie, który chwilami wyglądał jak nieudolny wrestler rozwojówki próbujący walnąć lariata, tak jak wspominali przedmówcy - gdyby znokautował go szybko, tak jak pasy przejmwali Woodley i Bisping, można by było mieć wątpliwości, co do jego dyspozycji, tu natomiast dominacja nad Dominatorem pokazała, że gość to może nie odkrycie, ale największy obok Thompsona postęp tego roku, następna walka? Były BFF Fabera vs obecny BFF Fabera, skoro, TJ już nie broni barw Alpha Male, wydaje się być długofalowo przemyślanym storylajnem :D

Walka wieczoru: Honda odjechała na złomowisko. Nie wiedziałem, że można całkowicie zapomnieć nabytych przez całą karierę umiejętności, bo nawet niezwiązani ze sportem ludzie stwierdzili, że Ronda wyglądała jak amator, skoro druga akcja mistrzyni przyniosła tak pokaźne w skutkach efekty, podczas gdy Rousey tylko się broniła. Dewastująca porażka i upadek czołowej gwiazdy fedki, która wpłynie na jej ogólną karierę, bo nie sądzę, ze po takim blamażu hollywoodzcy reżyserzy czy zarząd WWE będzie się zabijał, by sprowadzić ją do siebie. Aż szkoda, że historia nie potoczyła się inaczej i Ronda nie postawiła na powrót w jakimś superfighcie, bo jestem pewien, że przy takiej dyspozycji Joanna również zrobiłaby ją w ciągu jednej rundy.
_________________
Nihil potest non esse bonum Corbin
~ Arkao, 2017 n.e., koloryzowane

 
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group