Niezależny WrestleMania 33 weekend... (zobacz)
Gala KPW Arena 6: Selekcja w Gdyni 8 kwietnia... (zobacz)
Ostatnie Raw przed WrestleManią, zmiany w poj... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
UFC Fight Night 102 & UFC 206
Autor Wiadomość
Morison 
Upper Midcarder
Wunż w trawie



Wrestler: Mundo/DB/Lesnar/Rollins/Owens
Wiek: 23
Dołączył: 22 Gru 2012
Posty: 1668
Podziękował: 11
Podziękowano mu 43 razy w 14 Postach
Skąd: FiveFiveNine
Wysłany: 2016-12-06, 22:45   UFC Fight Night 102 & UFC 206



Data: 9 grudnia
Miejsce: Times Union Center Albany, New York, USA
Transmisja: Fight Pass/Extreme Sports Channel



Walka Wieczoru:
265 lbs: Derrick Lewis (16-4) vs Shamil Abdurakhimov (17-3)

Karta główna (03:00)
265 lbs: Francis Ngannou (8-1) vs Anthony Hamilton (15-5)
205 lbs: Corey Anderson (8-2) vs Sean O'Connel (17-8)
205 lbs: Saparbek Safarov (8-0) vs Gian Villante (14-7)

Karta wstępna (23:45)
115 lbs: Justine Kish (5-0) vs Ashley Yoder (5-1)
170 lbs: Randy Brown (8-1) vs Brian Camozzi (7-2)
185 lbs: Gerald Meerschaert (24-8) vs Joe Gigliotii (7-1)
205 lbs: Andrew Sanchez (8-2) vs Trevor Smith (14-6)
145 lbs: Tiago Trator (20-5-2, 1NC) vs. Shane Burgos (7-0)
155 lbs: Frankie Perez (10-2) vs Marc Diakiese (10-0)
205 lbs: Keith Berish (5-0) vs Ryan Janes (8-1)
115 lbs: JJ Aldrich (4-1) vs Juliana Lima (8-3)



Derrick Lewis Last 3: Roy Nelson (DEC), Gabriel Gonzaga (KO), Damian Grabowski (TKO)
Shamil Abdurakhimov Last 3: Walt Harris (DEC), Anthony Hamilton (DEC), Timothy Johnson (TKO)

Walka dwóch zawodników, którzy w ostatnim czasie raczej imponowali swoimi występami. Lewis wygrał cztery ostatnie pojedynki, a Rosjanin pięć walk na sześć ostatnich. Bardzo fajne jest to zestawienie stylów, bo o ile Derrick większość ostatnich starć kończył przed czasem nokautując rywali tak „Abrek” imponował kondycją i wygrywał dzięki decyzji. Tutaj widzę dwa możliwe warianty. Jeżeli walka zakończy się szybko i przed czasem to The Black Beast powinien odprawić kolejnego rywala, ale gdy Rusek przetrzyma pierwsze minuty to może być cholernie niebezpieczny. Walka może toczyć się na dystansie aż 5 rund więc jeżeli mam obstawiać wynik to postawiłbym pieniądze na Abdurakhimova. Jakby nie patrzeć stawka tej walki jest dość duża, bo zwycięzca może otrzymać pojedynek z bardzo dużym nazwiskiem w najbliższej przyszłości.


Saparbek Safarov Last 3: Rodney Walace (TKO), Giga Kukhalashvili (SUB), Valdas Pocevicius (KO)
Gian Villante Last 3: Ilir Latifi (DEC), Anthony Perosh (KO), Tom Lawlor (KO)
Bardzo ciekawe zestawienie, gdzie to znany zawodnik UFC, który ma już na swoim koncie ważne walki otrzymuje debiutanta, który nie walczył jeszcze w szeregach tej federacji. Patrząc na występy Rosjanina na scenie lokalnej można mieć nadzieje, że mocnym krokiem wejdzie do elity. Wiadomo że faworytem mimo wszystko jest bardziej doświadczony Villante, lecz tak jak większość będę trzymał kciuki za debiutantem. Bardzo mało realne by pojedynek dotrwał do decyzji, bo przecież debiutant jeszcze nigdy w karierze nie zakończył walki werdyktem sędziów. Zawsze wykańczał szybko rywali,a przecież i Gian nie ma w zwyczaju liczyć na arbitrów. To może być szybka walka i koniec w pierwszej rundzie jest bardzo realny.

Pozostała część karty ma ciekawe zestawienia, a mnie osobiście bardzo interesuje jak wypadnie Corey Anderson. Pogromca Janka Błachowicza wraca po porażce z Ruą, ale i jego rywal ostatnie dwa starcia przegrał i to dość zdecydowanie. Anderson powinien spokojnie sobie poradzić z wesołkiem i w kolejnym starciu otrzymać bardziej znane nazwisko.

Niesamowicie dominujący Ngannou dostaje Hamiltona i to będzie prawdopodobnie jego kolejna ofiara. Anthony walczy w kratkę, a Francis na 10 stoczonych pojedynków wygrał 9. Możliwe że to jest potencjalna gwiazda wagi ciężkiej i mam nadzieje, że tutaj to potwierdzi.

by Arkao
________________________________




Data: 10 grudnia
Miejsce: Air Canada Centre, Toronto, Ontario, Kanada
Transmisja: PPV/Extreme Sports Channel


Walka Wieczoru:
Interim UFC Featherweight Championship

145 lbs: Max Holloway (16-3) vs. Anthony Pettis (19-5)

Karta główna (04:00)
170 lbs: Donald Cerrone (31-7, 1 NC) vs. Matt Brown (20-15)
145 lbs: Cub Swanson (23-7) vs. Doo Ho Choi (15-1)
185 lbs: Tim Kennedy (18-5) vs. Kelvin Gastelum (12-2)
170 lbs: Jordan Mein (26-10) vs. Emil Meek (8-2-1)

Karta wstępna (02:00)
205 lbs: Nikita Krylov (21-4) vs. Misha Cirkunov (12-2)
155 lbs: Olivier Aubin-Mercier (8-2) vs. Drew Dober (17-7)
115 lbs: Valerie Letourneau (8-5) vs. Viviane Pereira (11-0)
135 lbs: Mitch Gagnon (12-3) vs. Matthew Lopez (8-1)

Preeliminacje FightPass (00:30)
155 lbs: John Makdessi (14-5) vs. Lando Vannata (8-1)
155 lbs: Jason Saggo (12-2) vs. Rustam Khabilov (20-3)
125 lbs: Zach Makovsky (19-7) vs. Dustin Ortiz (15-6)



Max Holloway Lat 3: Ricardo Lamas (DEC), Jeremy Stephens (DEC), Charles Oliveira (TKO)
Anthony Pettis Last 3: Charles Oliveira (SUB), Edson Barboza (DEC), Eddie Alvarez (DEC)
Max od czasu porażki z Conorem jest innym zawodnikiem, żaden z kolejnych przeciwników nie sprawił mu większych problemów, chociaź niektórzy czekali na jego wpadkę ju w pojedynku z Oliveirą. Pettis natomiast powinien gorąco podziękować matchmakerom za to wartościowe zestawienie, bo jego seria zwycięstw wynosi 1, poprzedzone trzema porażkami, z czego dwie były dosyć przykre dla byłego mistrza kategorii lekkiej. Zmiana dywizji może być dla jego kariery kolejnym kopniakiem, być może jedną z ostatnich szans, by ponownie zbliżyć się do złota, jeśli udałoby mu się sprostać świetnemu bokserowi, który również dobrze radzi sobie w parterze, droga do tytułu stałaby otworem, a zestawienie Aldo vs Pettis było od dawna okrzykiwane jako hit wśród lżejszych kategorii wagowych, mimo, że prime tych zawodników powoli mija.
Nie skazuję broń Boże Maxa na porażkę, bo sam osobiście jego wolałbym w roli tymczasowego mistrza, jednak w starciu z Oliveirą Anthony wyglądał jak stary dobry Showtime i na pewno nie będzie to łatwa przeprawa dla Hawajczyka.


Donald Cerrone Last 3: Rick Story (TKO), Patrick Cote (TKO), Alex Oliveira (DEC)
Matt Brown Last 3: Jake Ellenberger (TKO), Demian Maia (SUB), Tim Means (SUB)
Interesuje mnie myśl przewodnia tego zestawienia, bo na pierwszy rzut oka wygląda to po prostu jak zaspokojenie głodu walki Kowboja, który występuje regularnie co 2-3 miesiące od...zawsze :D Donald przegrał raz w ostatnich 12 pojedynkach, Matt spróbuje uchronić się od trzeciej porażki z rzędu i moim zdaniem może mieć z tym problem, mimo, że Cerrone raczej nie rzuci się na rywala, jak zrobił to Elleberger, który miał w tym pojedynku sporo szczęścia, Kowboj raczej stara się stopniowo punktować i wyniszczać w stójce swoich rywali, Matt z kolei znany jest ze swojej odporności na ciosy - w końcu "Nieśmiertelny", szykuje się interesujące starcie dwóch weteranów federacji, które w sporym stopniu podwyższy poziom gali.


W dalszej części głównej karty na pewno warto zwrócić uwagę na powracającego do kat. średniej Gasteluma, którego rywalem będzie wracający po ponad dwuletniej przerwie Tim Kennedy, jest także jeden debiut, i to od razu w głównej karcie PPV - swój śład w największej federacji MMA postara się zrobić była gwiazda (jednorazowa, ale jednak) FEN i ofiara Alberta Odzimkowskiego - Emil "Valhalla" Meek. Są też zestawienia podobnych do siebie zawodników - dwóch efektownych ludzi ze wschodu - ciężkoręki Krylov vs stawiający na parter Cirkunov, bardzo efektowni jak na swoje gabaryty Ortiz i Machovsky a także jeszcze brdziej efektowni Makdessi Vannata, ten sam człowiek, który niemal ubił Fergusona w debiucie w UFC. Karta nie powala starpowerem ale mimo to zapowiada się ciekawie.
_________________
I’m hotter than fire,
Water can’t cool me down

Ostatnio zmieniony przez Morison 2016-12-07, 08:46, w całości zmieniany 1 raz  
 
 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Rock | Piper | Punk
Wiek: 29
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 9190
Podziękował: 71
Podziękowano mu 779 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2016-12-07, 06:28   

Fajne dwie głowne walki z piątku na sobotę. W obu mamy mocno bijących faworytów, więc ja oczekuje efektownych końców przed czasem. Ngannou vs Lewis może być zestawione w niedalekiej przyszłości.

Holloway vs Pettis - zestawienie mega, ale kabaret, że wrzucili tam pas tymczasowy. Gubi się w tym UFC. Niby Conor namieszał i będą tym tłumaczyć, ale przecież podobną szopkę zrobili z Jonsem, kiedy rzucili na szalę "srebro", kiedy mistrz wcale nie wypadł na dłużej. Dla mnie idiotyzm. Nie wiem, czy uważają fanów za aż takich debili, którzy zobaczą złoto i będą od razu z większym poważaniem patrzeć na walkę? Nawet z podtytułem "Nr. 1 Contender", to dwa świetne, godne siebie nazwiska. Stawiam nieśmiało na Hollowaya.

Cerrone nie powinien mieć problemow z Brownem, który mocno obniżył loty, Kennedy ugra decyzję z Gastelumem, a najbardziej ciekawił mnie będzie... Meek. Agresywnie walczący koleś, którego pamiętam tak z wygranej z Palharesem, jak i porażki z Radomskim Odzimkowskim. Albert chciał do UFC, ale bierze tak mocne nazwiska - gdzie liczy się przede wszystkim rekord - że ta droga mu się mocno wydłuża.
_________________

 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Rock | Piper | Punk
Wiek: 29
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 9190
Podziękował: 71
Podziękowano mu 779 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2016-12-10, 12:27   

Ale im Pettis zrobił numer. Tyle się szarpali, żeby ta walka była wyjątkowa. Tu zabierają pas, tam dają Undisputed, tutaj rzucają kolejny tytuł na szali... a ten nie zrobił wagi :twisted:

Saparbek Safarov (8-1) vs Gian Villante (15-7) – Z początku Safarov wyglądał na gośćia, który pomylił areny. Niekoniecznie materiał na fightera UFC. I w sumie po przebiegu dalej można tak twierdzić, ale gość pokazał serducho. Typowy Rosjanin. Dostał, ale szedł dalej do przodu, nie było opcji „poddaj się”. Gian kilka poziomów wyżej, bo zwykłym lewym prostym zrobił robotę.

Corey Anderson (9-2) vs Sean O'Connel (17-9) – Dominacja zapaśnicza i ubicie ciosami. Dwu rundowa definicja miss-matchu.

Francis Ngannou (9-1) vs Anthony Hamilton (15-6) – Czyżby ten niszczycielski stójkowicz właśnie poddał kogoś Kimurą? To wyglądało dobrze! Skubaniec jest okrutnie silny. Czekam na więcej. Hamilton w końcu w tej dywizji nie jest jakimś wielkim ogórem. Ba, sam był uważany za silnego :shock:

Derrick Lewis (17-4) vs Shamil Abdurakhimov (17-4) – Trzeba było poczekać na przebudzenie Czarnej Bestii. Shamil radził sobie bardzo dobrze i chyba pokazał wszystkim przyszłym rywalom, jak walczyć z Lewisem. Klincz i kontrola w parterze. Do znudzenia. Mało efektowne, ale niezwykle skuteczne. Lewis miał bardzo ciężko z takim gameplanem Abdurakhimova, i w sumie dość zaskakująco wygrał. Spodziewałem się, że Rosjanin dociągnie na swoim patencie przez rundy mistrzowskie.
_________________

 
     
Bonkol 
Main Eventer



Wrestler: Shawn Michaels
Wiek: 27
Dołączył: 22 Gru 2005
Posty: 4902
Podziękował: 4
Podziękowano mu 15 razy w 5 Postach
Skąd: Lipiny
Wysłany: 2016-12-10, 12:48   

Swoją drogą, na spontanie:



:twisted:
_________________

 
 
     
-Raven- 
Living Legend



Wrestler: Hitman,Steen,Trent Acid,Foley
Dołączył: 12 Sty 2005
Posty: 8182
Podziękował: 20
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2016-12-10, 14:24   

Francis Ngannou (9-1) vs Anthony Hamilton (15-6) – espresso. Hamilton usiłując obalać nie ustabilizował pozycji i upadł tak, że Ngannou miał już niemal dopięta kimurę. Antek odklepuje ją wręcz ekspresowo, chociaż jak na moje oko to nie była nawet jeszcze do końca dopięta.

Derrick Lewis (17-4) vs Shamil Abdurakhimov (17-4) – żenujący main event. Lewis bierny jak żona w sypialni po 20 latach małżeństwa, niemal nie wyprowadzał ciosów. Jak już zaczął wyprowadzać, to jak debil walił kopnięcia, które co chwilę przechwytywał rywal i obalał go na dupsko - urywając rundę za rundą.
Rusek ewidentnie chciał przeleżeć rywala i przez 3 rundy wychodziło mu to wyśmienicie (a my dostaliśmy jednego z większych sleeperów w tym roku), ale w wyniku tego mocno się spompował i w końcu został sam obalony i zasypany ciosami przez Bestię, co zakończyło starcie.
Tak między Bogiem a prawdą, to nie bardzo widziałem tam powody do tak szybkiego przerwania, bo Abdurakhimov jeszcze próbował się bronić i czystych strzałów wyłapywał niewiele (większość szła po gardzie). Nie wiem nad kim bardziej się zlitował Sędzia - czy nad ledwo dyszącym Ruskiem, czy nad widzami, którzy byli torturowani tym żałosnym pokazem w main evencie przez 4 rundy.
Lewis już w walce z Big Country (którego notabene wyjebali na werdykcie) pokazał jak bardzo jest przereklamowany. Skoro obalał go niemal jak chciał ktoś z zapasami na poziomie Nelsona, to takie Velasquezy czy inne Miocice by murzyna uczyniły swoim seksualnym niewolnikiem przez 5 rund.
_________________
Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.
Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

 
     
TJCACPJ 
Main Eventer



Wrestler: Adam Cole, Karl Anderson
Wiek: 20
Dołączył: 22 Lip 2012
Posty: 2611
Podziękował: 29
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Kołobrzeg
Ostrzeżeń:
 3/3/4
Wysłany: 2016-12-10, 16:19   

Greg Villante vs Saparbek Safarov
Amerykanin miał szczęście, że naprzeciwko niego stanął Safarov, bo gdyby był to ktoś lepszy to w pierwszej rundzie mogło się to skończyć. Villante dominował, ale dał sobie wykonać kilka mocnych ciosów, które Greg odczuł. Finalnie jednak Safarov jedyne co pokazał to serce do walki i chyba tylko dzięki temu udało się mu wyjść do drugiej rundzie. Prawdę mówiąc to bardzo średni debiut Dagestańczyka.

Corey Anderson vs Sean O’Connel
Anderson przez ponad siedem minut robił rywalowi dziecko w ringu i ten nie mógł nawet pierdnąć. Szkoda mi się czasami robiło O’Connela, który pierwszą rundę powinien przegrać w stosunku 10-8. Bardzo lubię Coreya i mam nadzieje, że kolejny pojedynek będzie już z dużo ważniejszym przeciwnikiem. O’Connel przegrywa trzeci raz pod rząd i nie ma ochoty go więcej oglądać.

Francis Ngannou vs Anthony Hamilton
Mocarny występ Nigeryjczyka. Hamilton próbował coś robić i popisał się ładnym powaleniem, ale to przejście do kimury przez Francisa było dla mnie szokujące. Ten gość może być realnym zagrożeniem w wadze ciężkiej.

Derrick Lewis vs Shamil Abdurakhimov
Gdyby walka była na dystansie trzech rund to Shamil by to wygrał. Walka była nudna, ale taki scenariusz był najlepszy dla Rosjanina. Przez trzy pierwsze odsłony Lewis wyglądał jak duża kupa mięsa, która niczego nie pokazuje. Finalnie udało się mu obić przeciwnika, ale przez ten pojedynek chyba sobie tylko zaszkodził. Jeżeli chłop dostanie kogoś z czołówki to czarno to widzę.
_________________
Progres Roku 2014
Runner Up - Redaktor Roku 2016
RunnerUp - Artykul Roku 2016


Regres Roku 2016 - Vackao :P (Nie uznany tak jak WWE nie uznaje title runu Inokiego)
 
 
     
Morison 
Upper Midcarder
Wunż w trawie



Wrestler: Mundo/DB/Lesnar/Rollins/Owens
Wiek: 23
Dołączył: 22 Gru 2012
Posty: 1668
Podziękował: 11
Podziękowano mu 43 razy w 14 Postach
Skąd: FiveFiveNine
Wysłany: 2016-12-10, 21:58   

Wesoły Sean to kolejny zawodnik po Janku, który przez Andersona nabawił się odleżyn, Corey robił z przeciwnikiem co chciał i chyba nawet się nie wysilał w pierwszej rundzie, w drugiej, gdy podkręcił tempo i zaczął zasypywać zmęczonego rywala ciosami, nie trzeba było długo czekać na interwencję sędziego.

Hamilton trochę na własne życzenie wpakował się w tę Kimurę, jednak nie można odbierać wyczucia Francisa, który chwycił rękę przeciwnika w najlepszym możliwym momencie, a potem wykorzystał swoją siłę i dokończył dzieła. Jedyną szansę na wygraną Anthony'ego widziałem w parterze, a okazało się że tak jak w słowach piosenki, którą właśnie słyszę "lajf is brutal" i Freight Train sam musiał klepać :D

Smutna jak pizda walka wieczoru, chociaż trzeba poświęcić kilka słów Shamilowi, który nieźle kontrolował i wykorzystywał przewagę umiejętności parterowych, jednak z obaleń nie wynikało nic poza tym, że wygrywał rundy i cholernie się zmęczył, co było widać pod koniec walki, Lewis spokojnie leżał i czekał na swoją szansę, a gdy ta w końcu nadeszła, skutecznie ją wykorzystał, chociaż podpisuję się pod jego własnymi słowami, że to była kiepska walka w wykonaniu Czarnej Bestii.
_________________
I’m hotter than fire,
Water can’t cool me down

 
 
     
N!KO 
Living Legend
VoiceOfAttitude



Wrestler: Rock | Piper | Punk
Wiek: 29
Dołączył: 12 Sty 2007
Posty: 9190
Podziękował: 71
Podziękowano mu 779 razy w 57 Postach
Skąd: Radom
Wysłany: 2016-12-11, 09:52   

Nikita Krylov (21-5) vs. Misha Cirkunov (13-2) – Krylov za spokojnie zaczął. Jakieś leniwe kopnięcia, po których Misha szybko narzucał swój gameplan. Trafił, złapał i zaraz Nikita musiał klepać. Mocny występ Cirkunova. Powinni ich zamienić miejscami w rankingu.

Jordan Mein (26-11) vs. Emil Meek (9-2-1) – Emila trudno nie lubić. Już przy wizycie w Polsce dał się poznać z dobrej strony – tak jako postać, jak i fighter. Walke z Albertem przegrał, ale wykazał się agresją. Ta agresja go cechuje przy każdej walce. Nawet jak dostawał od Meina, to zaraz starał się odwinąć. Takich gości w UFC lubią. Pierwsza runda była bardzo emocjonująca, pełna wymian. Druga i trzecia, to już kontrola w parterze. Napawałem się na wojnę, ale i tak spoko, że Norweg wygrał.

Tim Kennedy (18-6) vs. Kelvin Gastelum (13-2) – Kelvin Gastelum – za duży na półśrednią, za mały na średnią. Gdyby chodził z Kennedym w tej samej wadze, to ta walka skończyłaby się wcześniej. Tim z poczatku, za sprawą siły, dominował Gasteluma. Rzucał nim, jak młodszym bratem. W stójce zaś, kiedy udało się mniejszemu odkleić, Tim pokazał, jak bardzo zardzewiał. Te ciosy były mocno sygnalizowane, powolne. Wyglądały, jak od fightera z o wiele niższej ligi niż UFC. I Kelvin boksersko go ukarał. Dalej będzie miał ciężko w średniej, ale pokonał znaczące nazwisko. Niby chcę schodzić znowu do 77kg... Dana White może mieć inne zdanie na ten temat.

Cub Swanson (24-7) vs. Doo Ho Choi (15-2) – O ja jebie :shock: Walka roku? Masakra. Wrzucili fanów na taki rollercoaster, że jak dopatrywaleś się przerwania sędziego, to zaraz atakujący walczył o życie. Efektowy Swanson i Zombie Choi. Nie miałem pojęcia, kim ten gość jest. Teraz wiem, że czymkolwiek w niego nie wjedziesz, to i tak przetrwa.

Donald Cerrone (32-7, 1 NC) vs. Matt Brown (20-16) – Spodziewałem się łatwiejszego zwycięstwa Kowboja. Brown już się skończył i niewiele ma UFC do zaoferowania. Tu jednak potrafił się w stójce odgryźć, raz nawet posyłająć Donalda na deski. Na twarzy Cerronego nie widać był jednak zwątpienia ani przez moment. Kontrolował walkę i okopywał w swoim stylu. W końcu trafił tak czysto, że sędzia nie musiał praktycznie interweniować.

Max Holloway (17-3) vs. Anthony Pettis (19-6) – Holloway od początku wyraźnie szybszy. Pettis powinien mieć przewagę siły, ale nie jest typem fightera, który to wykorzysta w klinczu czy parterze. Szedł na wymiany, w których wyraźnie odstawał. Nie było fajerwerkow, nie było efektownych akcji. Nawet ten finish bezemocjonalny. Anthony bardziej padł w głowie.
_________________

 
     
Morison 
Upper Midcarder
Wunż w trawie



Wrestler: Mundo/DB/Lesnar/Rollins/Owens
Wiek: 23
Dołączył: 22 Gru 2012
Posty: 1668
Podziękował: 11
Podziękowano mu 43 razy w 14 Postach
Skąd: FiveFiveNine
Wysłany: 2016-12-12, 12:11   

Początkowe problemy nie pozbawiły Gasteluma chęci do walki i mimo, że został z łatwością sprowadzony, potrafił przywrócić pojedynek do stójki a tam zasiał zniszczenie, jakiego Kennedy dawno nie przeżył. Po cichu, wbrew większości opinii stawiłem na Kelvina, który mimo swoich niezbyt wybitnych warunków jak na wagę średnią zawsze dysponował dużą siła, do tego z walki na walkę robi postępy w dziedzinie boksu, tym razem było to widać jak na dłoni, gdy praktycznie każdym ciosem stopniowo rozbijał bardziej doświadczonego rywala, by skończyć go efektownie przed czasem. Szkoda, że Kelvin planuje powrót do WW, bo już widziałem go w pojedynku z Whittkerem, który zapowiadałby się iście interesująco.

<brawo> <brawo> <brawo> Swanson przypomniał wreszcie o swoim pierwiastku szaleńca i oktagonowego rekina, który gdy poczuje krew, nie poprzestanie, aż ubije swoją ofiarę, natomiast Choi zaimponował mi w chuj nieustępliwością, wytrzymałością na ciosy i umiejętnością kontratakowani - inny rywal nawet gdyby podłączył go tak samo w drugiej rundzie, pewnie nie przetrwałby serii, którą odpowiedział młody Dooho - Korean Zombie? A na co to komu :D Mamy młodszą i zapowiadającą się lepiej wersję Sung Junga, który powinien....którego obowiązkiem było paść nie w ostatnich sekundach walki a w drugiej rundzie, tak jak wspomniał Rogan - w tej walce nie było przegranego i przy drugim obejrzeniu walka była równie efektowna i robiła takie samo wrażenie, jak premiera.

Kolejna świetna walka w co-main evencie, gdzie Brown wydawał się wrócić do swojej formy z najlepszych lat, a Kowboj momentami był bezskuteczny w swoich kombinacjach, co było dawno nie widzianym wydarzeniem w oktagonie. Koniec końców Cerrone zrobił swoje w super efektownym stylu "lajk a boos" a Brown dzięki pozytywnemu występowi chyba przedłużył swoją już i tak długą przygodę z UFC.

Nic więc dziwnego, że po tak emocjonujących i efektownych pojedynkach usłyszeliśmy buczenie podczas main evetu, mimo, że Holloway robił wszystko, by wykorzystać niedyspozycję Showtime'a (czy ta ręka była złamana - nie mogę zapewnić, jednak opuchlizna wskazywała na dosyć poważny uraz, jeśli dostanie 180 dni zawieszenia medycznego, będziemy mieli potwierdzenie jego słów z wywiadu po walce), Max przed tym pojedynkiem miał imponującą serię, jednak Pettis był zdecydowanie najtrudniejszą przeszkodą w jego drodze po pas - gdzie jest Jose Waldo? :D

Kozak gala, oglądając na żywo nawet nie pomyślałem, by zmrużyć oko, a i przed główną kartą działo się wiele, nie sposób nie wspomnieć o najbardziej efektownej obrotówce od czasu Barbozy w wykonaniu rewelacyjnego wczorajszej nocy Vannaty - kto wie, może jeszcze kiedyś dojdzie do jego rewanżu z Fergusonem, jednak w zupełnie innych okolicznościach?
_________________
I’m hotter than fire,
Water can’t cool me down

 
 
     
TJCACPJ 
Main Eventer



Wrestler: Adam Cole, Karl Anderson
Wiek: 20
Dołączył: 22 Lip 2012
Posty: 2611
Podziękował: 29
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Kołobrzeg
Ostrzeżeń:
 3/3/4
Wysłany: 2016-12-12, 16:43   

Lando Vannata vs John Makdessi
Odpaliłem walkę Vannaty będąc ciekawym czy kapitalna postawa w walce z Fergusonem nie była przypadkiem. Gość podszedł do walki na niesamowitym luzie, a to kopnięcie to chyba nokaut roku. Czuje że podczas kolejnej walki będzie już wyżej w karcie walk.

Jordan Mein vs Emil Meek
Bardzo efektowna pierwsza runda i mimo, że Meek był efektowny to pierwsze starcie ugrał dość wyraźnie Mein. Był bardziej skuteczny i mądrze atakował przeciwnika, który liczył chyba na zakończenie pojedynku jakimś szczęśliwym kopniakiem. Dwie kolejne odsłony Norweg bardzo mądrze wygrał w parterze chociaż na początku drugiej rundy miałem wrażenie, że może ubić Meina. Kanadyjczyk w ostatnich sekundach miał szansę na koniec przez submission i fajnie, że walczył do samego końca. Zasłużone zwycięstwo Meena.

#10 Tim Kennedy vs Kelvin Gastelum
Gastelum trochę przespał pierwszą rundę, bo to Kennedy głównie w niej dominował, ale świetny zryw Kelvina w końcówce mógł mu zapewnić wygraną przed czasem. Z każdą kolejną minutą drugiej odsłony walki widać było, że Kennedy jest już mocno zmęczony. Przeciwnik to mądrze wykorzystywał i zapewnił sobie zwycięstwo w tej rundzie. Ostatnia runda to już bokserski gwałt Gasteluma na Kennedym i tylko czekałem kiedy to się zakończy. Cenne zwycięstwo dla Amerykanina w nowej kategorii wagowej i pozostanie w niej to chyba dobry pomysł.

#4 Cub Swanson vs #11 Doo Hu Choi
Choi mi się bardziej podobał w pierwszej rundzie. Polegała ona właściwie na wymierzaniu uderzeń, a Koreańczyk robił to lepiej od swojego przeciwnika co pokazywały nawet statystyki. Druga runda to chyba najlepsze 5 minut jakie widziałem oglądając MMA. Kapitalne wymiany i zacząłem się zastanawiać z czego Koreańczyk ma szczękę skoro potrafi to wszystko przyjąć i jeszcze wyprowadzić samemu całą masę groźnych kontr.

#5 Donald Cerrone vs #14 Matt Brown
Cerrone był dużym faworytem, ale trzeba przyznać, że Brown w pierwszej rundzie radził sobie bardzo dobrze. Najpierw bardzo dobre zejście do dźwigni w parterze, a potem mocny cios wręcz z gongiem, który możliwe, że zapewnił mu zwycięstwo w pierwszej odsłonie. Druga runda to nadal dobry występ Browna, który przegrał to pięć minut, ale miał jeden bardzo mocny cios, który zwalił Donalda z nóg. Później jednak wszystko wróciło do normy i Cerrone porozbijał oponenta wygrywając drugą rundę. Czuć było że Brown chce postawić wszystko na jedną kartę i skończyło się to kolejnym efektownym nokautem tego dnia. Wyglądało to groźnie.

Zauważyłem że do tego momentu we wszystkich walkach karty głównej zawodnik, który lepiej wyglądał w pierwszej rundzie potem przegrywał walkę 

#2 Max Holloway vs #5 Anthony Pettis
Tak jak można było się spodziewać Pettis nie był tutaj do końca sobą i chyba to, że był za ciężki psychicznie wadziło tylko jemu. Holloway imponował przez 15 minut i w końcu musiało się to tak skończyć. Aldo vs Max to znakomite zestawienie, które dostaniemy pewnie w pierwszej połowie przyszłego roku. Co teraz z Pettisem? Zobaczymy czy zostanie w tej kategorii wagowej, ale chyba nie ma po co wracać do wagi lekkiej.
_________________
Progres Roku 2014
Runner Up - Redaktor Roku 2016
RunnerUp - Artykul Roku 2016


Regres Roku 2016 - Vackao :P (Nie uznany tak jak WWE nie uznaje title runu Inokiego)
 
 
     
-Raven- 
Living Legend



Wrestler: Hitman,Steen,Trent Acid,Foley
Dołączył: 12 Sty 2005
Posty: 8182
Podziękował: 20
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Szczecin
Wysłany: 2016-12-12, 19:05   

1. Lando Vannata vs. John Makdessi - Pułkownik Landa pokazał, że jego świetny występ z Fergusonem to nie był przypadek. Tutaj także walczył na totalnym luzie, świetnie poruszając się na nogach i wypuszczając szybkie, nieszablonowe uderzenia. Jego agresywny styl wiąże się z tym, że facet też swoje wyłapuje, ale że Vannata ma betonowy łeb (nie mógł go znokautować nawet El Cucuy) to ukąszenia Makdessiego po nim spływały.
To finalne obrotowe kopnięcie, gdzie trafił Johna piętą na brodę i zabił (nawet nie szedł dobijać. Widział, że kolo sciga juz bizony w krainie wiecznych łowów), było tak piękne, że Lando bonus za ten występ ma pewnie jak w banku.

2. Misha Cirkunov vs. Nikita Krylov - szybka walka. Obaj na początku próbowali uwalić rywala za pomocą kopnięć, ale Krylov ewidentnie nie potrafił dobrze wyczuć dystansu, przez co już po pierwszym porządnie trafiony jab'ie nogi się pod nim ugięły. Po kolejnym, był tak zmiękczony, że szybka Gilotyna Cirkunova załatwiła sprawę.
Że Misha będzie miał przewagę na glebie to wiedziałem, ale że będzie rozdawał karty w stójce, to dla mnie swoiste zaskoczenie. Niezły występ młodego Kanadyjczyka.

3. Emil Weber Meek vs. Jordan Mein - bardzo dobry występ lekceważonego Norwega. Wszyscy rwali łacha, że to kolo, który moczył z naszym Odzimkowskim walczy teraz w UFC, a facet pokazał jaja, mocno narzucając presję bardziej doświadczonemu rywalowi i dominując go zarówno w stójce jak i na glebie. Meek poszedł na żywioł, idąc na wymiany z mocnym Mein'em i choć swoje wyłapał, to potrafił solidnie ukąsić rywala, oraz pacyfikować go w parterze.
Mein pokazał, że po takim rozbracie z oktagonem, mocno przyrdzewiał. Głupio dawał się zapędzać pod siatkę (gdzie wyłapywał), słabo pracował na nogach i był mało agresywny.
Cenna wygrana debiutanta, bo mieć rywala pokroju Mein'a na rozkładzie to świetny start w Danalandzie.

4. Kelvin Gastelum vs. Tim Kennedy - Mr Kennedy miał świetny początek. Ładnie potrafił kąsać kopnięciami, a w klinczach sprawiał, że Kelvin momentami był niczym dziecko we mgle (jego bezradność była wręcz namacalna). Wiek + dłuuugi rozbrat z oktagonem nie były jednak najlepszym prognostykiem dla Tima. Kennedy miał paliwa na pół rundy, od drugiej połowy Gastelum zaczął dochodzić w stójce do głosu i mocno trafiać przeciwnika. Im dalej, tym gorzej wyglądał Kennedy a Kelvin coraz bardziej się rozkręcał, pokazując ładny boks, chłodną głowę (nie podpalał się, nawet po mocniejszych trafiejkach) i bardzo dobre cardio. W trzeciej odsłonie Tim jechał już tylko na autopilocie i Gastelum demolował go niczym Godzilla Japonię. Na finisz nie trzeba było zbyt długo czekać.
Świetny występ Gasteluma. Szkoda, że chłopak jest tak mało profesjonalny (nie zrobienie tyle razy wagi, na takim poziomie zawodowej rywalizacji, to dla mnie totalna gówniażeria, choc Kelvinowi kibicuje od czasu TUF'a), bo ma skillsy, by na prawdę dużo osiągnąć w UFC.
Kennedy pokazał, że chyba jednak nie powinien wracać, bo nie czuć było w nim tego głodu wygranej, a cardio na pół rundy to zdecydowanie rozczarowanie. Szacun za twardy łeb, bo po tym co wyłapywał, kto inny padłby już w drugiej rundzie.

5. Cub Swanson vs. Doo Ho Choi - ależ niesamowita wojna!!! Obaj zawodnicy poszli na totalny żywioł, fundując nam piekielny brawl, gdzie raz jeden a raz drugi balansował na skraju nokautu.
Punktacja kompletnie nie oddaje przebiegu tej walki (dwóch sędziów dało 27-30 dla Cub'a), bo rundy były tak bliskie (poza trzecią, która bez wątpienia była Swansona), że bez wałka mogłyby pójść w każdą stronę.
Młody Koreańczyk popisał się niesamowicie mocną szczeną, bo po tym co wyłapał - nie jeden by umarł. Wyszedł jego brak doświadczenia, bo za dużo przyjmował na łeb (Cub sporo więcej stosował uników), a kiedy miał Swansona na glebie i pozycję do próby zapięcia RNC, to chłopak za bardzo nie wiedział co zrobić i zaczął obijać rywala od tyłu. Zaszwankowało też cardio, bo myk, kiedy nie mogąc wykończyć Cub'a pod siatką, uwiesza się na nim wypompowany (po seriach wyprowadzonych uderzeń) dawał mocno do myślenia, a w trzeciej rundzie - Koreańczyk niemal od początku walczył w zombie mode.
Swanson wygrał to doświadczeniem i większa przekrojowością skillsów, ale momentami był bardzo blisko padnięcia przez TKO.
Świetna i emocjonująca walka, która pokazała, że Choi, choć w chuj efektowny, to ma jeszcze sporo do poprawienia i nie robiłbym z niego na ten moment (co w wywiadach sugerował Danka) drugiego Conora.

6. Donald Cerrone vs. Matt Brown - wiedziałem, że Kowboj to tego typu wariat, który podejmie Nieśmiertelnego w stójce i nie będzie za specjalnie tego ciągnął w parter, gdzie miałby dużą przewagę.
Taka strategia sprawiła, że walka była bardzo efektowna, dramatyczna (Brown dwa razy posyłał na deski Donka) i Cerrone zwycięstwo okupił licznymi trafieniami przez rywala.
Niby walkę niemal cały czas kontrolował Kowboj, ale Matt potrafił mu napsuć sporo krwi, niejednokrotnie świetnie kontrując i fundując nokdauny.
Biedny Donald. Gdyby nie ta fantastyczna obrotówka Vannaty, to to zabójcze KO (nie było co dobijać) kickiem na pochylony łeb - bankowo zostałoby nagrodzone bonusem.

7. Max Holloway vs. Anthony Pettis - solidny main event, choć po tym co zafundowali Choi z Swansonem czy Cerrone z Brownem, trudno stosunkowo to było nazwać "wojną". Pettis ładnie na początku operował kopnięciami, przez które trudno sie było przedrzeć Max'owi z jego świetnym boksem. Im dalej w las, tym bardziej egzamin zdawała zajebista praca na nogach Hollowaya, który potrafił tak skracać dystans, żeby uruchamiać swoje szybkie ręce, a zarazem jak najbardziej zdezaktywować kicki Antka. Widać było, że Pettis to odczuwa, bo zaczął próbować obalać, ale solidny TDD Błogosławionego spowodował, że Anthony musiał zapomnieć o swoim BJJ.
Świetna końcówka, bo jak Max dopadł lekko zmiękczonego rywala pod siatką, to zafundował mu taką bokserską kanonadę (kapitalne, szybkie kombinacje), że Pettis kompletnie stracił ochotę do kontynuowania i przysiadł bez woli walki.
Świetny występ Hollowaya, bo rozpykać w stójce takiego strikera jak Antek to nie w kij dmuchał. Jego walka unifikacyjna z Aldo to będzie prawdziwa, stójkowa uczta.
_________________
Lepiej nic nie mówić i wydawać się głupim, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości.
Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia, nie oblekają tego faktu w słowa...

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group