Brock Lesnar vs John Cena planowane na Royal ... (zobacz)
B+ Players #1: Cesaro... (zobacz)
Dobre wieści dla Roode'a, Hideo Itami zgarnie... (zobacz)

AttitudePL na Facebook AttitudePL na YouTube AttitudePL na Twitter Nasz kanał RSS

Poprzedni temat «» Następny temat
Mentorze, to nie kreskówki
Autor Wiadomość
SR 
Jobber



E-fed: SR-Crazy
Dołączył: 19 Wrz 2009
Posty: 118
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Wyspa
Wysłany: 2015-08-02, 08:52   Mentorze, to nie kreskówki

Walka z imperializmem nieustannie się rozwija. Codziennie nowe siły postanawiają sprzeciwić się hegemonii globalnego kapitalizmu. Dziś płoną amerykańskie flagi, w przyszłości płonąć będą amerykańskie miasta.
Towarzysz Mao
=======================================


Doliną pędzi Pendolino, a w Pendolino Crazy płynął, w pierwszej klasie na wypasie, z Trzódką zjadał własne gacie. Tak gdzieś sobie, nie wiem płynął, aż stanęło Pendolino. Tak se stało pół godziny, o mój Boże co za rymy.

Smela: Może Intercity wycofało się na z góry ustalone pozycje?

Miszka: A może to szansa od losu?

Crazy: Może po prostu przejechaliśmy człowieka? Może Biauy Skurwiel przechodził nielegalnie przez tory, a tu dziobak go zadziobał?

Smela: Nie…

Crazy: Kto wie, pijak może wejść wszędzie. Czy ktoś wie, co robi teraz Psycho? Na bank mogliśmy go przejechać. To był człowiek-nielegal. Mógł przechodzić przez te tory, tylko dla sportu, by pokazać jaki to on jest Mister Banjo. To prawie jak z tym Bane’m, co go widziałem na ostatniej gali. Kojarzycie, taki śmieszny gościu?

Cisza.

Miszka: Może wykorzystajmy tę szansę?

Crazy: Raut w pociągu! Takie coś dawno się nie odbywało! Dzwońcie do najbliższego Sheratona po catering.

Miszka: Nie, ja na miejscu Mistrza pobratałbym się z ludem!

Crazy: A po co?

Miszka: Pokazać, że słuchasz, rozumiesz i pomagasz!

Crazy: Pokażę to na gali, posłucham pierdół tego Bananka, później zrozumiem, że chłop musi żyć nadzieją, więc wierzy, że wygra pas, a później mu pomogę, bo mu spuszczę łomot!

Smela: Takie plany lubię, krótkie i zajebiste, no i łatwo zapamiętać. Jak kiedyś byłem młody to miałem plan zatrudnić się w sklepie z damską bielizną, tam miałem się zakonspirować jako sprzedawca, sprawdzić kiedy przychodzą pieniądze do banku, który miał siedzibę obok, sprawdzić rozkład kamer, czujników ruchu i dymu, a także jak chodzą strażnicy. Może mają taki tryb jak w Metal Gear Solid i chodzą zawsze tą samą trasą i słysząc, że ktoś idzie mówią tylko: „Huh? What was that noise!?” Hmm… i później zapominaliby o sprawie. Plan był dobry, powiedziałbym, że brawurowy nawet. Niestety zawiodły szczegóły, totalnie się w tym pogubiłem i zamiast w sklepie z bielizną, zatrudniłem się w banku i zrobiłem podkop do sklepu. W sumie widoki były fajne…

Crazy: Ciekawa historia, stosując analogię, mógłbym zamiast wpieprzyć Bane’owi, skomentować jego zwycięstwo nad jakimś jobberem?

Smela: Tak mówię, już mówić nie można.

Crazy: Już chodźmy do tego ludu. Może damy im prezenty?

Smela: Jakie?

Crazy: Obiecamy wolność i brak zła na ziemi?

Miszka: Czy to możliwe?

Crazy: Jak trafie na jakiegoś poddanego z Mandżurii to na pewno!

Miszka: Kawa by starczyła, może jakiś placek do tego.

Crazy: Już ja im muszę starczyć. O wiem, Smela idź gdzieś, zajmij miejsce i będziesz udawać przypadkowego turystę! Ubierz się ładnie i nie zapomnij o zagranicznych okularach.


----------------------------------
2 chwilki później
----------------------------------


EWF World Champion przechodzi do drugiej klasy, już na wstępie zaczepia go osoba czekająca do kibelka.

Turysta#1: Jak leziesz baranie, teraz będzie moja kolej!

Crazy: Kolej na kolei! Hej!

Turysta#1: Z gęby mi przypominasz jakiegoś sportowca… siatkarz?

Crazy (zdziwiona mina): Chyba w drużynie karłów!

Turysta#1: Są takie?

Crazy: Nie wiem… jestem wrestlerem!

Turysta#1: Pewnie szukasz natchnienia, co? W tym nowoczesnym wrestlingu tak jest. Kiedyś trzymaliście się hal i tam na ringu gadaliście do fanów. Teraz łazicie wszędzie, piszecie wiersze, konspirujecie z murzynami, przeżywacie różne dziwne przygody. Ja tego nie potępiam, to jest nawet barwne, ale czy naprawdę o to chodzi w wrestlingu? Dlatego już bardzo rzadko oglądam. Kiedyś w PCW i dawnym EWF to były czasy. Proste, ostre walki, a jak krokodyl kogoś wpierdolił to był na pierwszych stronach gazet. Więc jak? Szukasz natchnienia? Prosisz o poradę?

Crazy: Nie. Dlaczego miałbym to robić? Po co?

Turysta#1: Ja się na tym wrestlingu znam, jak chcesz wygrać cokolwiek, to musisz lać kurwy i złodziei. Tak jest najłatwiej, no i wiadomo, trzeba umieć wytrzymać na ringu. Wytrzymałość to klucz, który zgubił niejednego. Na szczęcie Polska myśl szkoleniowa się poprawia…

Crazy: To bardzo miłe…

Turysta#1: Z kim walczysz dziecino?

Crazy: Bane… Tak się ten gościu nazywa.

Turysta#1: Powiem ci chłopce, to nie będzie prosta walka. Ba będzie nawet trudna lub ciężka. To bardzo możliwe, że przegrasz. Wiesz skąd to wiem? Po pierwsze pytasz o radę takiego kolesia jak ja? To już o czymś świadczy, no nie? Akt desperacji? Rozpaczy? Nie idzie ci za bardzo? Też tak czasami mam na kibelku, ale najważniejsze to się nie spinać. Kiedy ta walka? Patrząc na ciebie już wiem, że niedługo, nad wytrzymałością pewnie już nie popracujesz, tu nie tędy droga. Jak dorwać tego pajaca, Bane’a? Hmm, można go zwyzywać? Wiesz nagadasz przekleństw, poopowiadasz, że jest cienki, że jest słabym przykurczem i go zgnieciesz. Rozumiesz, musisz tak mówić: Bane ty mały, dziecinny śmieciu, tu małpo człekokształtna, przegrasz i cię zniszczę, przejadę po tobie jak walec po małej zabawce dziecka. Rozkwaszę ci mordę i zgniotę jaja. To stara szkoła Psycho, wciągnij przy tym kreskę, rozpij jakiegoś whiskacza, zaproś panienki i pokaż jaki jesteś zajebisty. To się zawsze sprawdzało i zdobywało uznanie. Jeśli tak postąpisz, to wtedy jest szansa, że odpuści. Najważniejsze byś był przekonujący, dobrze, że chcesz prosić o pomoc. Dzięki temu masz szansę.

SR: Zastanawia mnie jak ty możesz opowiadać takie rzeczy, jak nawet nie oglądasz współczesnego wrestlingu?

Turysta#1: Heheh to, że nie oglądam, nie znaczy, że nic nie wiem. Zresztą, czasem rzucę okiem, stąd wiem, co wy tam wyprawiacie. Jak byłem jeszcze młodszy, to ze szwagrem nie takie rzeczy robiliśmy…

Ktoś wychodzi z kibelka.

Turysta#1: A ty stoisz tak sobie popurtać, czy idziesz do środka? Teraz moja kolej, więc pamiętaj. Wszystko można byle z wolna i ostrożna.

Turysta zniknął w czeluściach toalety, a Crazy spróbował iść dalej. Niestety bardzo szybko spotkał turystę płci żeńskiej.

Turystka: Co mi pan obieca?

Crazy: Huh?

Turystka: Gęba jakaś znajoma, mówię zagadam, jakiś polityk pewnie, słucha pan ludzi. To ja powiem, co mi przeszkadza i się nie podoba, bo pan jest politykiem.

Crazy próbuje przerwać…

Turystka: Niech pan nie próbuje przerywać, jak mówię. Więc musi się pan wziąć za tych złodziei z Wiejskiej, choć pan jest złodziejem z wiejskiej, ale pan jest złodziejem, który wychodzi do ludzi, a nie się brata w złodziejskim gangu. Rozkradacie te naszą umęczoną ojczyznę, widzicie? Widzicie? W zagranicznym Pendolino, a w Polsce nie dało się zamówić? Bydgoska firma robi na zagraniczne rynki do Niemiec i oni kupują to bo świetne. My natomiast kupujemy zagraniczne. Żaden kraj nie kupiłby zagranicznych pociągów, jak może kupić własne, Niemcy nie kupowali by za granicą pociągów, bo oni wspierają swoje…

SR: Przecież sama pani powiedziała, że z Bydgoszczu Niemcy kupują.

Turystka: Pan się nie zna.

Na szczęcie w tym momencie przyszła obsługa pociągu z wielkim poczęstunkiem i herbatą na koszt EWF World Champa. Jednak nie na długo mu tego spokoju, bo zaprasza go do siebie jakiś siedzący nobliwy pan.

Starszy Pan: Zamiast chodzić po pociągu powinien pan siedzieć na siłowni i trenować. Kolejne walki mogą być dla pana kluczowe.

Crazy: Czemu?

Starszy Pan: Bo tak już jest. Lubię badać statystyki EWF, kto kiedy i jak zdobywa pasy. Jak długo ktoś jest mistrzem, oczywiście trafiają się pewne aberrację, ale wiem jedno: niedługo pan straci pas. Przewiduje, że stanie się to w ciągu 3-5 gal maksymalnie. Dlatego właśnie uważam, że powinien pan się zająć czymś mającym znaczenie, czyli treningiem, oglądaniem przeciwników, czytaniem raportów na temat swoich wrogów i siebie. Powinieneś poznać siebie, wzmocnić swoje silne strony i popracować nad słabszymi lub ukryć swoje minusy wrestlingowe. Nie ma czasu na pierdoły, trzeba trenować i poprawiać swoje umiejętności.

Crazy: Co byś zrobił dziadku na moim miejscu?

Starszy Pan: Ja, wróciłbym do korzeni wrestlingu, by pokonać kolejnych rywali. Już nie chodzi o pana Bane’a, bo raczej sobie z nim poradzisz. Jednak kolejni rywale? Co z nimi? Masz zamiar ich olewać? Masz zamiar wszystko mieć gdzieś? Masz zamiar spocząć na laurach? Ok, przeczekałeś innych, wymarli, jak dinozaury, to był ciekawy i nawet mądry pomysł. Choć trzeba powiedzieć, że ryzykowny. Nie wiadomo nawet, czy prawdziwy. W końcu zacząłeś o nim opowiadać, gdy koleś co stracił EWF World Title, chwiał się już na nogach. Ile prawdy w tym planie było? Nie wiem i nie mnie rozstrzygać. Twoje życie to jest lub jak inni by powiedzieli, twój sukces, twoja porażka. Pamiętaj jednak, że przegrani mistrzowie odchodzą do przeszłości natychmiastowo. Oni nie wracają, nie istnieją już, utrata EWF World Title kończy się emeryturą. Może ona mieć również charakter, tak jak u Szakala. Przecież spójrzmy prawdzie w oczy, jakkolwiek słodkim łysolcem on jest, to nie jest już wrestlerem. To komediant, nie walczak. Wesoły komediant, ale komediant. Na kim może się on wyżywać, na jobberach, współpracownikach lub bandzie no nameów.

Crazy: Nie obrażałbym Szakala.

Starszy Pan: Szakal to nie problem teraz. Problemem jesteś ty, chcesz skończyć jak on lub Tool? To cię może czekać…

Crazy: Czemu miałbym się martwić Bane’m?

Starszy Pan: Myślę, że 5 lat temu Bubba nie pomyślałby, że ty będziesz EWF World Champem, tak więc bój się. Spoczywając na laurach, konkurencja wyrasta szybko. W polskiej lidze mistrzowie zawsze narzekają, bo słabsze drużyny grają według nich w myśl zasady: bij lidera, bij. No ale co mają oni robić, wyjść by przegrać? Co ma robić Bane? Wyjść by dostać po dupie? Dać się zlać na widoku wielu fanów, rodziny i telewidzów? Nie będzie tego robić, bo to nie ma sensu. Nikt przed tobą nie klękał będzie z racji tego, że jesteś mistrzem. Porzuć nadzieję i zacznij myśleć i walczyć.

Crazy: Nigdy nie myślałem, że moi rywale poddadzą się ot tak po prostu i padną przed moją potęgą. Przecież na to nigdy nie liczyłem i nigdy nie chciałem. Nie lekceważę aż tak Bane’a, ale znam jego miejsce w hierarchii i on powinien znać swoje. W końcu o to chodzi, by on siedział tam gdzie jego miejsce i nie wychylał z stamtąd dzioba.

Starszy Pan: Jakkolwiek w EWF panuje przekonanie, że istnieje system kastowy i że miejsce jobbera jest w jobberlandii, to nie do końca tak to działa. System kastowy EWF oczywiście istnieje, ale tylko w pewnym zakresie. Wrestlerzy są przypisani do swoich miejsc, mają swój świat i raczej z niego nie wychodzą. Słabiaki ze słabiakami, średniaki ze średniakami, lepsze średniaki z lepszymi średniakami no i gwiazdy. Tyle, że EWF zawsze pozwalało na awans. W końcu nawet Kraven wziął się z dupy i nikt nie spodziewał się, że tak zostanie gwiazdą i jego kariera będzie wielka. Tyle, że awans w EWF następuje często wolno. Ot taki Bidam wydaje się już gotowy na ekstraklasę, a jednak nadal jest w swojej kaście. Problemem dla ciebie jest również fakt, że liczba czynnych wrestlerów po ostatnich zamieszaniach wcale nie jest tak wielka, tak więc i system kastowy kruszeje. Może czas poszukać sobie partnera?

Crazy: Yoshi wrócił, on jest idealnym partnerem. Choć trochę nieprzewidywalnym i czasami niesłownym, ale wierze w niego.

Starszy Pan: A co z Avengerem?

Crazy: On nie jest prawdziwy.

Starszy Pan: Nie ma na to dowodów.

Crazy: Jest, ja tak mówię.

Starszy Pan: Widać jesteś nieprzekonany, ale wróćmy do tematu Bane’a. To teraz jest twój problem i nim powinieneś się zając, musisz zlać mu tyłek.

Crazy: Taki mam plan.

Starszy Pan: Taki plan to ma każdy. Sądzę, że też chce zlać tyłek…

Crazy: Samemu sobie? To głupie…

Starszy Pan: Nie, Tobie baranie chce zlać tyłek i ty musisz go pokonać i wrócić do swoich korzeni. Zacząć znowu być bawiącym swoich fanów Crazy’m.

Crazy: Bawię ich na rautach. Bane dostanie i tak po mordzie.

Starszy Pan: Musisz znowu walczyć na poważnie, a nie się zabawiać. Po co ci te zabawy? Po co ta dekadencja? Wiesz, że zmieniasz się w komedianta? Może każdy już przewija segmenty z tobą? Bo nie jesteś tak zajebisty jak Szakal, a jedynie barwny. Barwny to jest też Bidam, a on jest młodszy, przystojniejszy, szybszy i robi lepsze walki. No i do tego jest sympatyczny. Moja rada jest taka - wróć do korzeni.

Crazy: Jakich korzeni?

Starszy Pan: Wiesz z kim w ogóle walczysz? Ko jest twoim przeciwnikiem?

Crazy: Bane.

Starszy Pan: Wiesz kto to w ogóle jest?

Crazy: Wrestler?

Starszy Pan: A coś więcej?

Crazy: Chłopie nie przesadzaj, najważniejsze jest bym wiedział z kim walczę. To i tak postęp w porównaniu do przeszłości. Wiem, że walczę z Bane’m i wiem, że on jest wrestlerem. Po choinkę mi wiedzieć więcej? Umiem się bić, on pewnie też, choć oczywiście o wiele gorzej ode mnie. Czy Real Madryt jak jedzie na turniej towarzyskich do Chin, to bada jak grają miejscowe drużynki? Czy myślisz, że Gruby Beniu analizuje co tam się dzieje w tych chińskich drużynach, jakie skośne oczy tam grają? Jak jadą do Arabii to też nie analizują. Ostatnio czytałem wypowiedź jednego ziomka, że jadą sobie grać z tymi wielbłądziakami sułtańskimi i tak wychodzą na boisko, a w drugiej drużynie Mirko Vucinić. No morda jakaś znajoma i wielkie zdziwko. Rozumiesz to? Pojedziesz do Toronto i jeszcze jakiegoś małego konusa z Juventusu spotkasz. Później znowu wpadasz do Emiratów, a tam Raul. Niespodzianki chodzą po ludziach. Tego nie da się przewidzieć, mówię ci. Po co mam się interesować moim przeciwnikiem, wiem o nim tyle ile mi jest potrzebne, czyli niewiele. Jest słabszy ode mnie, mniej utytułowany ode mnie, ma gorsze umiejętności, bo jakby miał lepsze, to byłby na moim miejscu. Mogę wymieniać w nieskończoność, ale czy o to chodzi, by pastwić się nad słabszym. Nie. Tak to nie działa, a wiesz czemu się nigdy nie pastwie nad słabszymi. Bo nawet oni mają swoje marzenia, pasje. Może taki Bane, po cichu gdzieś w głębi serca, liczy, wierzy a nawet ma nadzieję, na EWF World Title. Może nawet już tam w nocy śni, co zrobi jako mistrz, może nawet myśli jaką wygłosi mowę, jakby udało mu się pokonać mnie. Ja mam mu tak z buciorami psuć życie i deptać jego marzenia? O nie, to nie po dżentelmeńsku. Dlatego wolę nie wiedzieć nic o moim rywalu, po co mi to? Jak go rozpracuje niczym Jose Mourinho? Tylko jeszcze bardziej zniszczę jego marzenia i co to jemu lub mi da? Nic. Wolę ten efekt niespodzianki, wole by on mnie zaskoczył, pokazał coś nieszablonowego, nawet niech sobie dobrze walczy, niech ma przewagę, niech spowoduje, że się chwile podenerwuję, a nawet spocę. Niech bije mnie, niech zaskakuje nieznanymi dla mnie ciosami, niech robi rzeczy, o które w ringu bym go nie posądzał. A jakbym go rozpracował wcześniej, myślisz, że co by mi to dało. Co by to jemu dało? Wiedziałbym o nim wszystko i raz dwa z nim bym wygrał. Czy takie walki mają sens, czy one do czegoś prowadzą? Nikt nie lubi jednostronnych walk. Nikt nie lubi jak na najważniejszym wydarzeniu gali koleś rozwala drugiego tak łatwo. Nikt nie lubi widzieć całkowitego zniszczenia przeciwnika. Nie, w main evencie, w którym mają być krew, pot i łzy, tak być nie powinno. Nie można takich rzeczy robić w walce o najważniejszy pas, gdzie mają się ważyć losy całej gali. Po co ktoś ma iść na Wrestlepaloozę, gdy wie, że rywal mistrza zostanie starty z powierzchni ziemi. Po co tam miałby iść, gdyby wiedział, że Bane zostanie potraktowany jak gówno na bucie. Jak małe, nie znaczące nic w historii świata. Czy jakiś fan cieszyłby się taką walką, czy ktoś by chciał ją oglądać? Oczywiście, że nie, bo to odpiera całego ducha sportu. Cały wrestling polega na pewnej dozie niepewności. Ona musi istnieć szczególnie w finałowych walkach, szczególnie w tych najważniejszych chwilach. Jak tego nie ma, to czymże je wrestling, jeśli nie nic nie znaczącym pyłem? Chciałbyś dziadku oglądać takie jednostronne walki? O to mnie prosisz, bym zmiażdżył Bane’a? A on też ma swoje marzenia, więc może lepiej niech przez chwile ma radość z tej walki, niech myśli, że mógł przez jakiś czas być dla mnie wyrównanym partnerem w ringu, niech z tej walki choć przez chwile będzie coś. Jak będę od razu znał swojego rywala, to walka straci swoje piękno. Nie wiem jak szybko wygram, ale na pewno będzie dla mnie o wiele łatwiejsza. To nie jest przechwalanie się jakiegoś starego mistrza. To nie jest przechwalanie się jakiegoś magnata, który jest zbyt pewny siebie i nie widzi, jak pod jego domem rośnie mu prawdziwy bunt i rewolucja, która go zrzuci z tronu. To na dzisiejszy dzień jest prawda. Jestem najlepszy i nikt nie może mi zagrozić. Może się to komuś podobać, może nie. Mogę dla kogoś brzmieć jak cham, który przecenia własną wartość, który jest dumny i pyszny. Może ktoś się obrazić, że się tak zachowuje. Ja jednak nie robię nic nadzwyczajnego. Nie robię nic głupiego, złego lub nieroztropnego. Porównuje swoją wartość, swoje umiejętności do tych, które prezentuje rywal. Jakkolwiek liczę, jakkolwiek myślę, wychodzi na to, że jestem najlepszy i mam największe szansę na zwycięstwo. Tak więc nie mów mi dziadku o powrocie do korzeni, o bawieniu się w jakieś wielkie treningi, o udawanie, że rywal ma znaczenie i że będę musiał włożyć całe sercem w walkę i całą swoją energię. To ładne słowa, takie skromne, takie doceniające rywala. Niestety są one nieprawdziwe, a ja cenię sobie szczerość. Taki już jestem, szczery i kochany mistrz. Dlatego nie boję się powiedzieć tego, że wygram następną walkę, bo jestem zdecydowanie lepszy. Bane może i nie jest złym wrestlerem, ale nie jest na tyle dobrym jak ja. Szkoda i smutno mi za niego, ale co mogę zrobić. Nie podłoże mu się specjalnie, nie będę też prawić mu fałszywych komplementów. Po prostu wyjdę na ring, w trakcie walki poznam jego słabe strony i postaram się je wykorzystać najlepiej jak potrafię. Tak robię od lat i chyba mi to wychodzi, w końcu to ja jestem na szczycie, a nie on. Także dziadku zapamiętam twoje słowa, ale wiedz, że to ja wygram z rywalem i nie mam się na dziś czego bać. Co będzie za 4 gale? Może pas stracę, może mi się znudzi nie wiem, nie myślę o tym dzisiaj.

Starszy Pan: Z takim podejściem szybko stracisz pas.

SR: Dziś realnie w EWF problemem nie jestem ja i mój charakter ani to, jak mogę się poprawić. Stawką jest w ogóle to, czy ja mam jakiegoś rywala. Koniec zabaw, wracam do siebie.

SR-Crazy kiwa swoim fanom i obcy ludziom i wraca do siebie.


----------------------------------
Warszawa, stolica Lemingradu
----------------------------------


Jesteśmy na Stadionie Narodowym w stolicy. Jak wiadomo w tym pięknym kraju wybudowano stadiony po to, by przez 360 dni w roku świeciły one pustkami. W stolicy wybudowano nawet dwa, bo władza ma gest. Jako, że jeden stadion nie ma klubu, to niestety w teorii powinien częściej stać pusty. Na szczęście życie w Polsce jest bogatsze. Otóż Stadion Narodowy na stałe już się wpisał do kalendarza wszystkich eventów. Tu właśnie ma dzisiaj wystąpić SR-Crazy. Mistrz nie chciał, szukał innych sal lub salek. Niestety na każdy telefon organizatorzy, właściciele lub rozporządzający salami reagowali w ten sam sposób: a pytał pan na Stadionie Narodowym? Crazy nie chciał tam pytać, więc wszyscy mówili, że niestety zarezerwowane. Crazy chciał nawet zrobić wrestlerską masę krytyczną ulicami Warszawy. Również bez rezultatu. Tak więc Crazy wynajął stadion. W salach konferencyjnych zorganizowany wystawy zdjęć z sukcesów EWF World Champa, a także oddzielne spotkania fanów z różnych stron świata. Centralnym punktem show ma być przemówienie SR-Crazy’ego. Znajdujemy się na backstage’u, gdzie Mistrz przebywa ze swoją radosną gromadką. Są wszyscy, więc nie ma sensu opisywać.

SR: Idziemy, czas rozpocząć show na murawie! Smela, upewniłeś się, że reprezentanci naszego kraju, dostali odpowiednią ilość biletów?

Smela: Tak jest! Żaden Jakub nie wyskoczy z tekstem, że jego rodzina nie ma na bilety. Rozdaliśmy wszystkim 100 na twarz, jakby trafiła się liczna gromada.

SR: Nie spodziewam się tu piłkarskich zachowań, ale warto trzymać rękę na pulsie. Nie mogę się doczekać występu klowna Freda i Aniołów na szczudłach. Szkoda, że nie udało się ściągnąć tyranozaura.

Smela: Nie żyją…
SR: Nie wciskaj mi tu kitu….

Smela: O tempora! O mores!

Miszka: Dobra idziemy!


----------------------------------
32 chwilki później
----------------------------------


Realizator transmisji postanowił darować nam występy Freda, zwierząt (w tym sklonowanej owcy) i przeszedł od razu do centralnego punktu, czyli występu Crazy’ego. SR dość dumnie prężył się na trybunie, po krótkiej zajawce prezentującej jego magnackość, podszedł do mównicy.

SR: Zastanawiacie się czemu was tutaj sprowadziłem? Czasami też się zastanawiam, czy było warto? Czy cała impreza się zwróci, jeśli dochody z niej przekaże na cele charytatywne? Nie wiem, ale wiem, że jeszcze chwile musicie poczekać, bo wystąpi przed wami Dobry Czech Honza!

Dobry Czech podchodzi do mównicy, Crazy ustępuje mu miejsca.

Honza (szeptem do EWF World Champa): Co mam mówić?

SR Crazy (szeptem): Nie wiem, improwizuj…

Honza: Witam państwa!

Cheer na zachętę

Honza: W sumie nie wiem jak zacząć, powiem tak… Mój ojciec zawsze powtarzał mi, że przemówienia publiczne składają się z dwóch rzeczy. To znaczy by taka mowa udana… była… muszą zaistnieć dwa czynniki. Pierwszym jest ciekawy temat. Myślę, że samo mówienie o EWF… to znaczy EWF World Champie… jest ciekawe i interesujące. Tak więc jedną ważną rzecz mamy z głowy. Gorzej z drugą, choć tu też nie powinno być problemu. Otóż tata powtarzał mi by nie śmiać się z żydów w publicznych wystąpieniach, bo może to pogrzebać karierę. Tak więc nie śmieje się z żydów i nie będę zaczepiać tego tematu.

Na stadionie rozlegają się antysemickie krzyki, jakie zawsze słychać na polskich ulicach i w każdej polskiej piaskownicy. Polacy wysysają antysemityzm z mlekiem matki, dlatego wraz z Hitlerem przegonili żydów z Polski.

Honza: Mam mówić, to będę mówić. Przepraszam, za mój czeski akcent. Hej ho, krecik! Tematem mojego wystąpienia jest Bane. Co mogę powiedzieć o nim? Nie wiem, czy jest sens coś wielkiego mówić. Myślę, że każdy zna trochę tego wrestlera. Swego czasu nawet miał jakiś pas, chyba Daemusin Title. Zawsze to coś interesującego, jakiś tam pas. Czy ma on szanse z moim mentorem? Nie sądzę, aczkolwiek tam gdzie jest nadzieja, tam zawsze może się pojawić niespodzianka. Jednak chce rozwiać płonne nadzieje, czy to przeciwnika, czy fanów przeciwnika, czy nawet antyfanów SR-Crazy’ego. Mistrz zawsze jest skupiony na walce i jest w niej skoncentrowany. Zawsze daje z siebie wszystko i zawsze walczy najlepiej jak potrafi. Czy przeciwnikiem jest Bane, czy też Szakal lub jakaś inna legenda. Może i czasami zdarza mu się lekceważyć rywala przed walką, może nie zawsze przygotowuje się do walki na 100%. Jednak jak już wejdzie na ring, to daje z siebie wszystko i wtedy nie ma kumpli. Bije się on tak, jakby nie było nic innego na świecie. Tak jakby liczyć się miała tylko ta jedna walka i ta jedna chwila. Nie zawsze to widać, nie zawsze to się objawia, ale tak zawsze jest. Bane to ciekawy wrestler, ale niestety ma tego pecha, że spotyka na swojej drodze SR-Crazy’ego. To zawsze nieszczęście spotkać na drodze kogoś lepszego od siebie, kogoś kogo nie da się pokonać. No i Bane ma takiego pecha, więc pewnie polegnie. Siła, umiejętności, spryt oraz doświadczenie przemawiają za moim mentorem. Chciałbym tylko powiedzieć…

W tym momencie za plecami Honzy pojawia się Crazy.

Crazy: Nic już nie musisz mówić przyjacielu.

Honza: Ale…

Crazy: Dobrze, powiedz jeszcze trzy zdania.

Honza: Chciałbym powiedzieć, że Bane musi przegrać. Gdyż to SR-Crazy jest mistrzem i to on będzie dzierżył ten pas bardzo długo. Bane jest może i nawet całkiem niezłym wrestlerem, ale nie ma szans z potęgą mistrza.

Crazy: Wyręczyłeś mnie dzisiaj. Dziękuje ci. Od siebie dodam tylko, że Bane przegra, gdyż jest Mamelukiem!

Cheer + Mameluk!

Crazy: Mameluki mają natomiast w DNA zapisane porażki.

Cheer

Crazy: Natomiast ja chciałbym ogłosić dziś jedną rzecz, po to was sprowadziłem. Otóż… werble… Dark Aveneger nie jest prawdziwy!

Mieszana reakcja fanów

Crazy: Wiem, nie wiecie czy się cieszyć czy smucić. Z jednej strony nastraja to nadzieją, że pamięć o Darku, jeszcze żyje. Z drugiej chce powiedzieć, że sprawca tego całego zamieszania, tego chorego dowcipu będzie ukarany!

Cheer + na krzyż z nim!

Crazy: A teraz bawcie się, kran z IPA za darmo! Wypierdalać do zabawy i cieszcie się, że wygram z Bane!

Cheer i ogólne święto. SR-Crazy wraca do trzódki i razem świętują pijąc RISy, które jak wiadomo nie są dla plebsu.


----------------------------------
332 chwilki później
----------------------------------


Głos-1: Przyczep mi łańcuch do nogi.

Głos-2: Mentorze, ale dlaczego?

Głos-1: To Chain match, trzeba się wdrożyć. Będę paradował z łańcuchem u nogi.

Głos-3: To dość niewygodne.

Głos-2: Mogą nas do hotelu nie wpuścić.

Głos-1: Nie po to płacę im tyle za noc by mnie nie wpuszczali. Dodajcie jeszcze kulę by mi było ciężko.

Głos-2: Ale dlaczego?

Głos-1: Później w czasie walki, jak już zdejmiecie tę kulę, to moje nogi będą tak lekkie, takie szybkie, że raz-dwa wygram.

Głos-3: Mentorze, to nie kreskówki.

Głos-2: Można się przez to kontuzji nabawić.

Głos-1: Wiem, co mówię. Wezwać nadwornego ślusarza i niech mi przyczepi łańcuch z kulą u nogi.

Głos-2: Ale on jest w Mandżurii.

Głos-1: No i co? Wyślijcie po niego odrzutowiec. Będzie miał radość, że lata niczym mandżurski ptak.






----------------------------------
Koniec
Dark Avenger jest fałszywy!
Koniec i kropka!
----------------------------------
_________________

 
     
Grishan 
Lower Midcarder



E-fed: Franko The Butcher
Dołączył: 17 Sie 2010
Posty: 383
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Wysłany: 2015-08-02, 17:01   

Dawno już nie napisałeś tak dobrego erpa - widać, że powrót Dark Avengera (nieważne, czy prawdziwego, czy fałszywego) Ci służy. A może to oddech konkurencji, który czujesz na karku? ;) Tak czy siak, to fajna lektura była - jedyny wyjątek to te "o mój Boże co za rymy" na początku, trochę wstyd wypuszczać coś takiego, szczególnie kiedy jest się Mistrzem :P
 
     
SR 
Jobber



E-fed: SR-Crazy
Dołączył: 19 Wrz 2009
Posty: 118
Podziękował: 0
Podziękowano mu 0 razy w 0 Postach
Skąd: Wyspa
Wysłany: 2015-08-02, 19:31   

Grishan napisał/a:
Tak czy siak, to fajna lektura była - jedyny wyjątek to te "o mój Boże co za rymy" na początku, trochę wstyd wypuszczać coś takiego, szczególnie kiedy jest się Mistrzem :P


To był mój ulubiony fragment RPa:(
_________________

 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  
Google
 
Copyright © 2001-2010 Attitude      Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group