Attitude Wrestling Forum
Pierwsze Polskie Forum Pro-Wrestlingu

Ogólna Dyskusja - W Jakie Gry Teraz Gracie...

aRo - 2019-08-17, 22:26


Jak zdefiniowałbym "dobrą grę cyfrową"? Powinna dawać rozrywkę, mieć ciekawe mechaniki, być względnie przejrzysta (logiczne zagadki - jeśli są niezbędne do ukończenia fabuły, twórcy zwykle nie bez powodu tworzą je tak, by jakieś 90% graczy było sobie w stanie z nimi poradzić)... Grafika i muzyka to bonus, fabuła - zależy od rodzaju gry. Brzmi dobrze? Niby tak, ale potem wychodzi taki Hellblade. Coś, co mnie wciągnęło i chciałbym polecić, a jednocześnie nie spełnia żadnego z wymogów, które sam określiłem.

Bo jakby ten tytuł analizować w porównaniu z innymi typowymi grami, nie mógłbym polecić go nikomu. Tu nie ma mowy o "rozrywce", klimat jest ciężki i jak ktoś szuka sposobu na miłe spędzenie wolnego czasu, nie tędy droga. Mechanicznie nie powala, sterowanie bywa toporne. Walka u podstaw jest OK, jednak jej system daje bardzo mało możliwości, a rodzajów przeciwników też jest malutko. A starcia potrafią się ciąąąąągnąć i zaczynają irytować. Poza nimi mamy głównie chodzenie i zagadki środowiskowe. Te potrafią zaskoczyć. Szukanie znaków - naprawdę kreatywny zamysł i za pierwszym razem trudno tego nie docenić. A potem można dojść do wniosku, że jest to trochę... głupie. Jeszcze później pojawiają się fragmenty wymagające "skupienia" (zagadki i walki) - tu z kolei przystępność jest zerowa. Jedna rzecz, że gdybym nie sprawdził wcześniej klawiszologii, nie załapałbym, co mam zrobić. Druga, że przy takiej zagadce ze zniszczonymi schodami nawet to może nie wystarczyć, bo trzeba wpaść na to, czego chcą twórcy. Gra prawie niczego nie uczy, radź sobie sam. Szczególny popis tej wizji to ostatnia bitwa. Postaram się nie zdradzić zbyt wiele, ale przewrażliwionym na punkcie spoilerów radzę przeskoczyć do kolejnego akapitu. Otóż ta gra wymaga od nas zrobienia czegoś, czego żaden gracz z automatu nie zrobi. A podpowiedź, jaką podaje, to coś, co przez całą grę mieliśmy ignorować, by w ogóle tutaj dojść. Gdybym mógł tu coś zmienić, nasilałbym te "podpowiedzi" z czasem. Bo jak nie wpadniesz na rozwiązanie, możesz grać... w nieskończoność. Gdyby w innej gierce stworzyć taką łamigłówkę, zostałaby zmiażdżona przez krytyków - zakładając, że jakimś cudem w ogóle by się w wersji 1.0 znalazła.

Inna sprawa, że ta końcówka naprawdę ma sens. I choćby dlatego nie powinno się oceniać tego tak samo jak innych gier. Bo ilu rzeczy bym się nie czepił, nie zmieniłbym tu nic. Niesamowite przeżycie. Ciężkie, ale takie ma być. To historia postaci cierpiącej. Psychoza, schizofrenia... A jednym z celów twórców było to, byśmy mogli się choć trochę poczuć jak ta postać. Włącznie z chorobą psychiczną. Nieustannie słyszymy "głosy w głowie" (KONIECZNIE grać w słuchawkach!). Widzimy dziwne rzeczy. Nie wiemy, co jest prawdziwe, a co nie. I tak do samego końca. Nawet zakończenie można różnie interpretować. Produkcja genialna i jedyna w swoim rodzaju, wciągnęła mnie swoim klimatem już na samym początku i przez 8 godzin nie wypuszczała ze swoich łap. Mimo irytujących fragmentów i dłużyzn.

Wypada też wspomnieć o słynnym tekście, przez który wielu bało się zagrać, a jego przesłanie zostało, niestety, zabite. To też trochę spoiler, ale z początku i prawie każdy go zna. "And all progress will be lost". Jedno zdanie, które wywołało szum w sieci. Przez które wielu interesowało się tylko tym aspektem, olewając resztę. Oderwane od kontekstu sprawia, że skupiamy się nie na tym, na czym powinniśmy. O co tu chodzi? Znowu: jak ktoś nie grał, przejdźcie do kolejnego akapitu, bo warto to zrozumieć samemu. Cóż, Senua ma problemy. Paranoja. Obłęd. I ten jeden fragment o usunięciu save'a ma nam zafundować część tych przeżyć. Nadmierna ostrożność przez coś, co tak naprawdę nam nie zagraża. Kolejny genialny motyw. Zniszczony przez to, że... to gra. I wszyscy podeszli do problemu tak, jakby to zrobili w innych grach.

Dodam jeszcze parę minusów - momentami napisy są słabo zsynchronizowane z wymawianymi kwestiami. Do tego w niektórych fragmentach można odczuć spadek ilości klatek na sekundę. Ale to w sumie drobnostki. Bledną przy tym, co dobre. Albo nawet bardziej niż dobre. Jeszcze tego nie napisałem - udźwiękowienie to mistrzostwo świata.

To jest produkcja wyjątkowa. Inna niż wszystkie. Jeśli nie zraża was to, co pisałem o rozgrywce i szukacie czegoś jedynego w swoim rodzaju - bardzo polecam.



Kolejna produkcja Hamster on Coke - czyli kreatywna gra logiczna. Minimalistyczna, bardzo prosta w założeniach, a jednocześnie wciągająca. Nie da się tu nudzić - jak po paru poziomach myślisz, że wiesz wszystko, pojawia się jakaś nowa mechanika. I tak aż do końca. To tylko 2 godziny, ale naprawdę polecam fanom łamigłówek, szczególnie że cena jest bardzo niska.



Ten interaktywny film (bez QTE, tylko wybieranie kwestii) jest o tym, jak wiele może się w życiu zmienić podczas jednej nocy. Przyjemna historyjka, którą możemy pchnąć w różne strony naszymi decyzjami. Nie będę tu zdradzał szczegółów, bo materiału jest niewiele - trzeba samemu się przekonać. Powiem tylko, że dużą rolę gra tu porcelanowa miseczka. I jak jesteście uczuleni na filmowe głupotki, w pewnym momencie na pewno zacznie to śmieszyć. Ale ogólnie bawiłem się nieźle. Jedno przejście zajęło mi 70 minut. Mniej niż przeciętny film kinowy.

Minusy? Nie licząc paru błędów w polskim tłumaczeniu (i dodam, że ktoś nie ma pojęcia, gdzie się stawia apostrofy), jest tylko jeden - spory, jeśli lubisz kończyć gry w 100%. Po przejściu gry i poznaniu któregoś z zakończeń nadal brak możliwości wyboru rozdziału, a kiedy gramy od nowa - nie da się przewijać fragmentów, które już się widziało. Pewnie po to, by wydłużyć czas spędzony przy króciutkiej grze. Słabe zagranie. Na szczęście są poradniki na Steamie, które podpowiadają, jak najszybciej zobaczyć wszystko, co ważne - zajmie to niecałe 3 godziny, nadal mało. A jak komuś nie zależy na osiągnięciach, lepszym wyjściem będzie sprawdzenie pozostałych (w sumie 7) zakończeń w sieci.

N!KO - 2019-08-21, 18:08

Ciężko mi ugryźć temat Remnant From The Ashes. Prześladowała mnie obietnica Soulslike shootera, ale nie do końca się to sprawdziło. Jasne, walka, a głównie bossowie, są wymagający, jak w wymienionej ( <3 ) grze. Dalej musisz zwracać uwagę na staminę, która może okazać się kluczowa do przeżycia. Niestety, w Soulsach świat urzeka, tutaj mocno odpycha. Jakieś to korytarzowe, mocno przeciętne. Jakby generator poziomów za tym stał (notabene rozstawienie przeciwników jest losowe). Podobnie ma się sprawa ze NPCami i całym wątkiem fabularnym, który nie ma prawa porwać absolutnie nikogo. Strzela się super, więc tylko na tym gra zapewni trochę satysfakcji. Raczej polecam poczekać na promocje i koniecznie namówić kogoś do wspólnej gry. Gra solo jest dość smutna.
maly619 - 2019-08-22, 09:48

U mnie rządzi i dzieli Kingdom Come: Deliverance. Przez tę grę kompletnie odłożyłem Switcha i nie gram w nic innego (na liczniku 123h). Dużo się pisało o tej grze i o jej specyficznych i trudnych mechanikach. Szczerze mówiąc to wszystko było mocno przesadzone. Fakt, w grze jest mechanika brudzenia się ubioru, snu, głodu. Jest to jednak zrobione na tyle dobrze że nie odrzuca i nie męczy.
Tak samo mechanizm zapisu gry - jeśli chcesz zapisać grę w obojętnie jakim momencie, musisz wypić specjalny eliksir. Ta mechanika też została mocno zdemonizowana. Jasne, miałem parę momentów gdzie musiałem wracać od zapisu sprzed kilku godzin - tyle że była to tylko i wyłącznie moja wina.
Zrażenie się wymienionymi (ale i innymi - np. walką) mechanikami to duży błąd. Dla mnie Kingdom Come to jedna z lepszych gier RPG ostatnich lat. Wystarczy się jej nauczyć i zaakceptować to co troszkę inne od tego co już znamy.

[ Dodano: 2019-08-22, 11:13 ]
A w sumie dorzucę do wpisu jeszcze dwie gry.
Obie niby zupełnie inne, a jednak bardzo podobne: EVERSPACE i Road Redemption

Everspace to rougelike w kosmosie. Dosyć typowa gra tego typu ze wszystkimi znanymi już elementami. Skaczemy po kolejnych układach, zdobywamy hajs, surowce i przedmioty i próbujemy przeżyć. Układy są generowane losowo, im dalej tym coraz większe wyzwania przed nami, a po śmierci ulepszamy nasz statek i startujemy od nowa.
W tle jest jakaś fabuła, ale szczerze mówiąc nie zawracałem sobie nią głowy.
U mnie idealnie się sprawdziła na krótkie posiedzenia. Jeden wylot aż do śmierci i zmiana gry. Na dłużej mogłoby zmęczyć. Polecam jednak, bo to jedno z fajniejszych kosmicznych "latadeł" w jakie grałem w ostatnim czasie.


Road Redemption ma nam przypomnieć o klasyku Road Rush, czyli grze w której jeździsz motorem i masz możliwość bicia rywali. Nowa wersja została jednak zmieniona w rougelike'a (to ten wspólny element obu gier). Podobnie jak tam, wyruszasz na kolejne losowo generowane misje i musisz przeżyć. Po każdej misji wykupujesz ulepszenia i zdobywasz expa który możesz wykorzystać do ulepszeń po swojej śmierci. Rozgrywka równie szybka i dynamiczna co Everspace, ale niestety dużo mniej zbalansowana.

Eversprace wydawał mi się we wszystkim uczciwy. Jeśli zginąłem, to dlatego że wyraźnie nie miałem szans, albo sam się wpakowałem w tarapaty. Tutaj na początku gra się bardzo przyjemnie i wygrywa etapy bez problemu, aż nagle poziom trudności skacze tak bardzo, że zaczynasz się irytować. Do tego zdobywane doświadczenie leci bardzo wolno i żeby jakoś wyraźnie podnieść swoją siłę musiałbyś sporo grindować. To mocno odrzuca od gry.

aRo - 2019-09-02, 20:05


Szukałem czegoś w stylu Soulsów. Mimo pewnych podobieństw LotF to nie to, czego chciałem... ale tragedii nie było.

Pierwsza różnica to fakt, że jest tu wyłożona na stół fabuła i wykonujemy misje. Inna sprawa, że historia nie jest ani trochę ciekawa i trudno to śledzić z zaangażowaniem. Przez to najważniejsza będzie mechanika. A tu jest średnio i porównań do serii From Software się nie da uniknąć. Podnoszenie poziomu działa tak samo, tylko statystyk jest mniej. Są odpowiedniki estusów i ognisk. W walce musimy dbać o staminę. Różnice? Jest duuuuużo wolniej. Nawet przy niskim udźwigu i szybkich broniach. Z ciężkimi w ogóle sobie nie wyobrażam tego przechodzić. Przeciwnicy nie zaczekają, aż się zamachniesz. Inna sprawa - przewroty nie dają chwili nieśmiertelności, trzeba dosłownie uniknąć ciosu - to akurat jest w porządku. Największy problem stanowią rywale z tarczami, których jest tu mnóstwo - polecam nauczyć się szarżowania z tarczą, znacznie ułatwia walki, a jest skuteczne nawet z malutkim puklerzem w łapie (i pozwala przebijać niektóre ściany). Jest tu jeszcze jedna fajna rzecz: mnożnik zdobywanego doświadczenia. Czym dłużej gramy bez zgonów czy odwiedzania "ognisk" (wielkie kryształy), dostajemy więcej punktów. Zaliczając checkpointy, można wybrać, czy po prostu zrobić save'a, nie odnawiając niczego, czy może odzyskać stracone zdrowie i odnowić eliksiry, w zamian zerując mnożnik. Świetny pomysł.

A co jest z grą nie tak? Małe zróżnicowanie wrogów. Bossowie są banalni (połowę pokonałem za pierwszym podejściem, tylko jeden wymagał więcej niż trzech, a to tylko dlatego, że jego specjalny atak obszarowy zabija natychmiast i nie zdążyłem wymyślić, jak go uniknąć - podpowiem, że zwykłe ściany nie chronią), mają paski życia podzielone na segmenty, po których zachodzi mało zmian, tylko przeciągają starcia, bo po zbiciu fragmentu niektórzy dostają chwilę nieśmiertelności. Są specjalne warunki, których spełnienie daje lepsze nagrody za pokonanie ich, jednak w samej grze nie znajdziecie konkretnych informacji, więc bez przeczytania o tym w sieci zaliczenie ich zależy od szczęścia. Poziomy, choć naprawdę ładne, są bardzo liniowe - dosłownie raz można trafić na bossa poza kolejnością, odwiedzając pewną lokację wcześniej, ale że i tak trzeba tam potem pójść, sensu ma to niewiele... Do tego obecny jest backtracking, szykujcie się na przemierzanie tych samych miejsc wielokrotnie. A "szybkiej podróży" twórcy postanowili niestety nie implementować. Dodam jeszcze, że niby jest parę zakończeń i jeszcze więcej wariantów zależnych od niektórych misji pobocznych... ale końcowy film to tylko pokaz slajdów, nic ciekawego.

Całość można skończyć w 10-15 godzin. Nie za dużo, szczególnie porównując do Soulsów. Mimo tylu rzeczy, które mi nie pasowały, bawiłem się nieźle, w tym czasie nie zdążyłem się wynudzić. Warto dać szansę, szczególnie że teraz często można kupić grę w bardzo niskich cenach.



Bardzo krótki dodatek. Malutka mapa, obrotowy labirynt. Szukając wszystkich zakamarków, można się zasiedzieć... ale wygląda to tak monotonnie, że nie miałem ochoty. Wrogowie w środku są irytujący. Odnalezienie drogi do centrum i ubicie bossa zajęło mi godzinę. Ten ostatni jest nawet ciekawy, ale problem w tym, że 3 z 4 faz są prawie identyczne i odkrycie metody na wygraną w pierwszej (co było fajne) kończy nowości, potem klepiemy to samo. A ostatnia faza jest żenująco prosta. Od biedy poleciłbym to tylko w jakimś większym pakiecie, ewentualnie z dużą zniżką. Tak z 90% minimum. Domyślna cena to gruba przesada.



Czy powinno się polecać niedokończone produkcje? Raczej nie. Ale tutaj zrobimy wyjątek.

To przygodówka (może bardziej: interaktywny film), która się wyróżnia swoją innością. Japońskie dzieło - ale nie powinno odrzucić ludzi mających uczulenie na rozmaitą "mangowość". Historia wciąga (nie chcę nic zdradzać, bo jednak mało tego), postacie nie są byle jakie, a całość wygląda i brzmi stylowo. Świetny jest motyw z informacjami na temat każdego interaktywnego elementu otoczenia, gdy najedziemy na niego myszką - to takie idealne przyprawienie tej detektywistycznej sałatki. Są też sekwencje QTE, bardzo proste, ale naprawdę dobre - i zabawne. Sam ciąg fabularnych scen jest dość krótki, za to przeszukiwanie wszystkiego, czytanie każdego dialogu, zaliczanie dodatkowych zadań... spokojnie zajmie kilka dodatkowych godzin. A który fan przygodówek by sobie to odpuścił?

Minusy? Przede wszystkim stamina - niby rozumiem, jaki to miało cel (część zżywania się z postacią, jak ruchy, które wykonujemy myszą przy robieniu czegokolwiek), ale konieczność regeneracji po przeszukiwaniu szafek czy po długich dialogach w grze przygodowej jest irytująca. Druga sprawa - jeśli chcecie grę wymaksować, przygotujcie się na zbieranie tych samych rzeczy w kolejnych odcinkach. Epizody dzieli między sobą może minuta, a i tak trzeba na nowo ogarnąć wszystko, choć zmian jest niewiele. A jak już są - np. nowe magazyny na półkach w domu - to nie do końca mają sens, bo niby kiedy miała ta zmiana nastąpić? A na koniec... Trudno się skupić na oglądaniu scen podczas QTE, kiedy patrzymy na strzałki, a nie to, co w tle - a jak wspomniałem, te sceny są ekstra.

Tak czy siak, warto poświęcić te parę godzin. Chyba że naprawdę nie lubicie zostawiać niedokończonych spraw. Cliffhanger jest perfidny, a kontynuacji prawdopodobnie nigdy nie zobaczymy.



Niektórzy nazywają Dark Soulsy "szajsem", bo nie potrafią przejść pierwszego bossa. Nie mają argumentów. Jeśli chcecie pokazać im, jak wygląda coś, co jest NAPRAWDĘ szajsem, proszę bardzo: Dark SASI. Soulslike, w którym skopano niemal wszystko i ciężko znaleźć jakiegokolwiek plusa. Gdybym ja miał jakiegoś wskazać... Nie wiem, może humor? Niezamierzony, biorący się z bugów wszelkiej maści i rosyjskiego dubbingu. Nic innego mi do głowy nie przychodzi.

N!KO - 2019-09-03, 12:49

aRo napisał/a:
Szukałem czegoś w stylu Soulsów. Mimo pewnych podobieństw LotF to nie to, czego chciałem... ale tragedii nie było.


Sekiro? :grin:

W sumie nie ma drugich Soulsów, a "gatunek" soulslike wypluwa tylko kolejne nieudane próby. Teraz wypada obserwować Code Vein, które kiedyś zapowiadało się jako fajna alternatywa, ale im bliżej premiery, tym bardziej tracę zainteresowanie.

-------------

Skończyłem ostatnio Dark Pictures Man of Medan, ale mimo fajnego klimatu, zawiodłem się. Za mało było ważnych decyzji do podjęcia. Mówię o takich z gatunku życia i śmierci. Zrobisz to, to ktoś tam umrze, itd. Zginęły mi dwie postaci z pięciu, ale tylko dlatego, że olałem Quick Time Eventy. Domniemam, że mogłem bardzo łatwo uratować wszystkich, co mnie średnio bawi w takich grach. Jeszcze jakby te wszystkie QTE stały się naprawdę wymagające, że trudno jest przeżyć - to spoko, to akceptuje. Ale to zazwyczaj banalne wciśnij "X". Poproszę takie coś, że żeby przeżyć będę musiał wykonać coś porównywalnego z -

Odnośnik do Youtube

aRo - 2019-10-09, 09:50


Serial "South Park" wciąż jest nadawany i nic nie wskazuje na to, by to się miało zmienić. Od dobrych paru lat nie śledzę go na bieżąco. Zdarzało mi się sprawdzić pojedyncze odcinki, kojarzę znane motywy i fragmenty, to tyle. A mimo to w nowej grze czułem się jak u siebie, nic nie wydawało się obce.

A to ważne, bo jeśli ktoś nie jest fanem serii Parkera i Stone'a, czy też ma inne poczucie humoru, nie ma tu czego szukać. Wątpię, że ktoś taki w ogóle będzie czytał o Fractured But Whole (czy o poprzedniczce, Kijku Prawdy), ale warto o tym wspomnieć. Bo produkcja broni się głównie tym humorem. Najlepiej bawiłem się podczas przerywników filmowych. Poza nimi mamy, cóż, grę. Taką średnią, bym powiedział.

Największą nowinką jest nowy system walki. Lepszy niż ten z Kijka? Według mnie tak. Dobry? Nie do końca. Założenia ma niezłe. System turowy, możemy się wreszcie poruszać po planszy, ataki mają różny zasięg - można tu trochę kombinować. No, przynajmniej kiedy dostajemy nowego towarzysza. Bo każdy ma 4 ciosy (w tym 1 specjalny) i nic się w tej kwestii nie zmienia do końca. Szybko zaczynamy robić to samo i kolejne starcia robią się nużące. A jest ich sporo. Czym bliżej końca, tym bardziej irytujące. Zróżnicowania nie widać, do tego niektóre animacje są o wiele za długie. Ciosy specjalne są ekstra, niektóre genialnie wymyślone, ale czar mija, jak się je ogląda piąty raz i nie ma opcji przyspieszenia/mijania.

Takie przeciąganie to największa bolączka całości. Zbędne podbijanie czasu na ukończenie. Poza natłokiem starć są też inne rzeczy. Na przykład chodzenie po mapie. Ta nie jest malutka. Co prawda mamy tu szybką podróż, ale miejsca, do których można się przenieść, są rozłożone fatalnie. Prawie zawsze trzeba trochę przejść, by się gdzieś dostać. Inny przykład? Dodatkowe akcje, które odblokowujemy wraz z pchaniem fabuły do przodu. Dzięki nim można się dostać w niedostępne z początku miejsca. Jak ich użyć? Otworzyć specjalny tryb z "kursorem", namierzyć miejsce, wybrać akcję, przytrzymać przycisk i czekać, potem podejść do konkretnego miejsca, gdzie trzeba stanąć, obejrzeć animację, krótkie QTE, kolejna animacja. Za pierwszym razem - ujdzie. Za każdym kolejnym już wnerwia. A na dodatek w ostatnich misjach mamy do odpalania po kilka takich akcji z rzędu...

Dodam jeszcze jedną wadę. Choć gra wygląda jak typowy odcinek SP, co teoretycznie każe myśleć, że wymagania nie będą wysokie, nic z tych rzeczy. Mój sprzęt znajduje się mniej więcej między wymaganiami minimalnymi i zalecanymi. Przez 95% czasu gra działa elegancko. Niestety są momenty, w których ilość klatek drastycznie spada i nie do końca wiem, dlaczego. Chodzi np. o pewien konkretny atak z drzewka Zabójcy, który wcale nie wygląda lepiej niż inne. Czy o przywołanie klona, kiedy w innych wypadkach w walce jest dużo więcej postaci i wszystko działa jak należy. Część filmików pod koniec też zaczęła się ciąć. Nie mam pojęcia, o co tu chodzi.

Chciałbym też ostrzec, gdyby jakimś cudem ktoś nie przepadający za serialem i czarnym humorem nadal chciał spróbować. W jednej z ostatnich misji jest bardzo mocny moment. Chory wybór. Nie podam szczegółów, żeby komuś nie strzelić spoilerem, ale gdyby w innej grze kazano zrobić coś takiego, zostałaby ostro rozjechana przez ludzi. To nie jest twór dla każdego.

Tyle rzeczy mi nie pasuje, a jednak to ukończyłem. Humor twórców do mnie przemawia i to głównie on trzyma przy historii, jest masa momentów, w których łatwo się uśmiechnąć. A żeby nie było, że tylko gnoję mechanizmy - zbieranie znajomych na Coonstagrama przez robienie selfiaków jest OK, jest sporo śmieci do zebrania i pochowane sekrety, można trochę posiedzieć nad postacią jak się zbierze nowe stroje, których jest sporo. Jest też coraz więcej mocy, do tego artefakty zwiększające statystyki, dodatkowe przedmioty dające bonusy lub przywołania w starciach, prosty crafting... I to wszystko jest fajne.

Krótko: lubisz South Parka i masz Kijek Prawdy za sobą? FBW też polubisz. W innym wypadku nie masz tu czego szukać.

Pavlos - 2019-10-09, 21:58



Utrzymana w bardzo mrocznej stylistyce gra akcji, która łączy w sobie elementy przygodówki, chodzonej bijatyki oraz skradanki z popularnym komiksowym superbohaterem w roli tytułowej. Batman: Arkham Asylum jest dziełem studia deweloperskiego Rocksteady, twórców Urban Chaos: Riot Response. Fabuła Arkham Asylum nie nawiązuje bezpośrednio ani do pełnometrażowych filmów ani do komiksów, choć czerpie z nich wyraźne inspiracje. Warto dodać, że za opracowanie scenariusza odpowiada Paul Dini, czyli jeden z autorów serialu Batman: The Animated Series. Akcja omawianej gry rozpoczyna się niedługo po tym jak Batmanowi po raz kolejny udaje się pojmać Jokera i doprowadzić złoczyńcę do tytułowego zakładu dla obłąkanych. Wkrótce po przybyciu Joker ucieka, a na dodatek okazuje się, że całość była częścią misternie opracowanego przez niego planu. Sterując postacią Batmana musimy doprowadzić do ponownego uwięzienia wszystkich zbiegłych przestępców. Ciekawostką jest to, że w trakcie rozgrywki oprócz Jokera spotykamy także wiele innych postaci charakterystycznych dla omawianego uniwersum. Są to między innymi Victor Zsasz, Killer Croc, Harley Quinn i Poison Ivy (Trujący Bluszcz).

Tak macie mnie. Skorzystałem jak ostatni cebulak z daru dla powodziań od znienawidzonego Epica. Możecie mnie teraz jechać za wspieranie nic nie wartej korporacji żerującej na naiwnych dzieciakach za pomocą przereklamowanego, kreskówkowego Battle Royal. :twisted: Słyszałem wiele dobrego o tych gierkach. Nigdy jakoś fanem superbohaterów nie byłem. Do dzisiaj ledwo odróżniam DC od Marvela, ale z tych dwóch to już wolę poważniejszego Marvela. Batmana lubię od dzieciaka, kojarzę go z dosyć mrocznych kreskówek z czasów dzieciństwa (głównie jego i Spidermana). W końcu wykorzystałem szansę, że dają z friko i postanowiłem spróbować. Dodatkowo podgrzał atmosferę najnowszy film z wymalowanym na ryju psycholem, który całe życie próbuje zlikwidować Pana "Nietoperza". Ukończyłem i muszę powiedzieć, że bawiłem się generalnie dobrze. Wciągnęła mnie historia rywalizacji z Jokerem, który od początku trafiając do izolowanego pierdla dla wszelkiej maści świrów i mutantów widać już w momencie złapania przez Batmana miał plan B (bądź to był właśnie jego plan żeby dać się chwytać). Gra stoi fabułą. Muszę powiedzieć, że kreacja czarnych charakterów jest wykonana bardzo dobrze. Te same głosy, kojarzone z postaciami od zawsze, psychopatyczna osobowość samego Jokera, który przygotował dla nas nie lada wyzwanie, naiwna i powalona Harley Quinn, która oddałaby życie za swojego świrniętego kochanka, który raczej poza mała ochotą na poklepanie tyłka nie zwraca na nią szczególnej uwagi czy Poison Ivy. Zielonka od roślinek faktycznie cieszy oko i jest dosyć pociągająca mimo tych korzonków zamiast żył. Na swojej drodze spotkamy jeszcze więcej rywali jak Stracha na wróble, Krokodyla czy mięśniaka Baine'a. Każdy z nich jest w pewnym momencie tak jakby bossem pewnej części gry, którą przygotował dla nas pajac w fioletowym gajerku. Czeka nas mnóstwo walki również z pomniejszymi rywalami. Bijąc ich po mordzie zyskujemy punkty doświadczenia, których liczba rośnie za wykonane combosy niestety ograniczające się jedynie do kilku chwytów na krzyż i nieprzerwanego ciągu trafionych ciosów. Nie jest to ciężkie, jedynym problemem są nieco silniejszy rywale z nożami lub paralizatorami, którym musimy najpierw przywalić łokciem pod szczenę, aby wytrącić z równowagi, bo "czysty" cios od razu nie wejdzie. Są też zmutowane karki, których pokonać musimy sprytem rzucając w odpowiednim momencie Batarangiem w łeb i zmuszając do przywalenia w ścianę lub wejścia w pułapkę. Potrafią być wyzwaniem zwłaszcza jeśli w pobliżu jest też chmara mniejszych przeciwników. I tutaj mogę powiedzieć też coś o gadżetach. W trakcie postępów z czasem odblokowujemy więcej urządzeń potrzebnych do przedostania się w niedostępne miejsca na starcie gry. Jest tego sporo, bo krążymy po całej wyspie. Do dyspozycji mamy plac główny, z którego możemy dojść do każdego innego skrzydła ośrodka - więzienie, szpital, ogród, kanały, posiadłość dyrektora czy kryjówka Batmana. Każde z nich jest wypełnione co raz to nowszymi przeszkodami w ramach postępów w rozgrywce. Niestety wiąże się to z bardzo dużym back trackingiem. Te same miejsca odwiedzimy wiele razy jeżeli chcemy zrobić fabułę na 100%. Aby był w tym jakiś cel twórcy umieścili masę "znajdziek" dających jak taśmy z przesłuchań najgroźniejszych więźniów, kamienie z symbolem skarabeusza, które pozwolą nam posłuchać "kronik Arkham". Historii opowiadanej przez Amadeusza Arkhama o danym miejscu i rzucającej światło na postać założyciela tej wyspy. Ponad to jest masa trofeum do zdobycia, które także dodadzą nam informacji o innych postaciach ze świata superbohatera nie pojawiających się w grze. Tzw. Riddler's Trophies. Każda część budynku zawiera zagadkę pozostawioną przez jednego z najinteligentniejszych rywali Batsa - Riddlera. W tym celu mając jedno zagadkowe zdanie musimy odnieść do czego się odnosi i czasem nie jest to łatwe. Raz chodzi o odbicie w lustrze, innym razem o np. portret na ścianie albo jakiś eksponat w posiadłości będący gadżetem jakiejś postaci z uniwersum, a czasem może chodzić o detal jak np. nazwa stacji radiowej wyświetlanej na odbiorniku czy kartka z szafki. Tego jest sporo i choć czasem męczące to daje satysfakcję i co najważniejsze fajne ciekawostki o świecie wykreowanym przez Marvela. Jeśli ktoś opanował walkę i główną historię zawsze może popróbować sił w trybie wyzwań, które wszystkie można odblokować jedynie kończąc fabułę ze znalezieniem wszystkich sekretów.

"+"
- grafika, która może się ciut zestarzała, ale nadal bogata w detale związane z sekretami czy szczegółami typu ubytek skrawka materiału na pelerynie po każdym etapie
- dobra fabuła, kreacja postaci, mroczna, izolowana od świata wyspa, pełna powaleńców czyhających na biednego Batmana
- udźwiękowienie, dobrzy aktorzy głosowi kojarzeni z owymi postaciami oraz muzyka
- masa sekretów, które pozwolą nam poznać historię miejsca jak i innych ludzi z uniwersum ze szczegółami takimi jak numer komiksu z przed 90 lat w którym zadebiutowali
- nierozłączne gadżety kojarzone choćby z serialu animowanego bez których Batman to pół Batmana

"-"
- uważam, że kilka postaci mogłoby być ukazane częściej lub w ogóle pokazanych
- duża ilość rzeczy do znalezienie wymaga gadżetów dostępnych w późniejszych etapach gry, aby się do nich dostać, co skutkuje back trackingiem
- walka mogłaby być nieco bardziej rozbudowana o jakieś dodatkowe chwyty

Jako pierwsza część serii muszę powiedzieć, że wyszło naprawdę solidnie. Ukłon w stronę twórców przede wszystkim za to jak wykreowany został świat z postaciami. Jak dla mnie solidny kawał bijatyki akcji z elementami zręcznościowymi z małymi minusami, które na dłuższą metę nie odbierają przyjemności z rozgrywki. Na pewno ogram też pozostałe części i zobaczę czy faktycznie zaliczyli regres czy może nie będzie tak źle.

Ocena: 4/5

aRo - 2019-10-16, 19:22


Do czterech razy sztuka! Po wpadce z Trine 3 twórcy wrócili do tego, co im wcześniej wyszło, dorzucili garść nowinek i znowu mamy tytuł, który warto polecić.

Tak jak wcześniej, jest to puzzle platformer. Oczywiście walk nie unikniemy, ale są one mało skomplikowane i stanowią jedynie drobne przerywniki, urozmaicenie. Tak jak trójka bossów (też łatwi, za to ciekawie zrealizowani, no może poza ostatnim). Nie to jest tu najważniejsze. Liczą się głównie łamigłówki. Kombinowanie, jak przejść dalej. I bardzo często metod jest więcej niż jedna, bo zwykle chodzi o to, by dostać się w konkretne miejsce, lub coś przetransportować, mając do użytku parę rzeczy na ekranie plus zdolności postaci. Są też opcjonalne ścieżki z sekretami, często bardzo perfidnie ukryte.

Trójka bohaterów znacząco się od siebie różni i czasem trzeba korzystać ze wszystkich. Amadeusz tworzy przedmioty - najpierw tylko skrzynki, potem też kule i deski. Zoya strzela strzałami ognistymi i lodowymi (można np. zamrażać platformy), buja się na linie, a także przywiązuje liny do konkretnych miejsc, by dało się po nich chodzić. Poncjusz to rycerz, ale też się przydaje poza walką - niszczy podłoża tąpnięciami, odbija tarczą promienie i pociski... I to nie wszystko. Z kolejnymi poziomami pojawiają się kolejne nowości, do samego końca dostajemy nowe "zabawki". Spore pole do popisu. Każdy może grę przechodzić po swojemu. Czasem trzeba użyć konkretnej umiejki, jednak przez większość czasu można choćby na upartego przeć samym tylko czarodziejem. Nawet w starciach da radę.

Wspomnę też o znajdźkach, bo jest tu fajny patent ułatwiający "maksowanie" i trzeba to pochwalić. Na planszach są do zebrania butelki (doświadczenie) i trzy dodatkowe rzeczy (skrzynie i listy). Etapy są naprawdę duże, więc przechodzenie ich ponownie jak się coś przegapi byłoby irytujące - na szczęście ktoś tu pomyślał. Gra zapisuje się bardzo często i nie jest to tylko pojedynczy save. Po powrocie do mapy można wybrać, od którego punktu kontrolnego zaczniemy (o ile oczywiście je odblokowaliśmy). W niektórych miejscówkach jest ich nawet 20! Ktoś spyta: "ale skąd mam wiedzieć, który wybrać?" - otóż przy każdym z nich jest podana ilość doświadczenia do zebrania w tym kawałku i ile z tego już mamy. Po załadowaniu zaś zebrane wcześniej flaszki mają inny kolor, więc nie pomylimy się. Skrzynki/listy nie mają osobnych oznaczeń, te jednak są zbędne, bo przy każdym z nich jest doświadczenie i zbierając jedno, drugiego się nie przegapi. Taka prosta rzecz, a jaka dobra.

A wszystko to w genialnej oprawie. Muzyka i dźwięki są bardzo dobre, a grafika... obłędna. Można się kłócić, czy nie jest to najładniejsza platformówka, jaka kiedykolwiek wyszła. Na pewno jedna z czołówki, gdzie postawiłbym też Oriego czy Raymana - każda ma inny styl, każda jest na swój sposób śliczna.

Krótko: polecam wszystkim fanom główkowania.

Trybu co-opowego nie oceniam, grałem sam - może coś dopiszę, jak już uda mi się z kimś zagrać.

Jest tylko jedna rzecz, która mi się nie podobała, ale to drobnostka bez związku z gameplayem - jest związana z sekretem i pewnie wielu nawet nie zwróci na to uwagi. Muszę tu zdradzić, co się znajduje w sekretnym pomieszczeniu w menu (zanim wejdziesz do opcji, można sobie połazić po pokoju i potestować postaci), bo to słabiutki żart - jak chcecie to sami sprawdzić, przestańcie czytać. Jest tam, uwaga... żarcik z części trzeciej. Urwany scenariusz i komentarz. Jak dla mnie mało zabawne. Lepiej by było temat przemilczeć. Nie umieliście zrobić tego porządnie i dokończyć, to zapomnijcie o tym.

aRo - 2019-11-06, 20:57


Coś dla fanów gier logicznych. Wydaje się oczywiste, ale trzeba to zaznaczyć. Bo poza zagadkami nie ma tu prawie nic. Historia?... Problem w tym, że nic nie jest powiedziane wprost, jest ekstremalnie enigmatycznie, a rozmaite dodatkowe rzeczy typu filmy czy audiologi robią jeszcze większy mętlik w głowie. Czy jest tutaj tajemnicze przesłanie? Czy całość ma głębszy sens? Jak ktoś lubi się bawić w filozoficzne rozkminy, to też polecam. Bo trudno powiedzieć, o czym to jest. Czytałem wiele artykułów próbujących to wyjaśnić. Dziesiątki różnych wersji. Mniej i bardziej rozbudowane teksty. I na swój sposób każdy może mieć rację. Co w sumie jest fajne.

Skupmy się na zagadkach, bo to clou tego programu. Tych "zwykłych" jest tu dokładnie 523. I można je wykonywać w różnej kolejności. Fakt, zazwyczaj jedne blokują inne, są też całe ciągi ekranów, które trzeba wykonywać po kolei, ale i tak dowolność jest ogromna. Bo lądujemy na wyspie... I nie ma więcej informacji. Idziesz gdzie chcesz, robisz co chcesz. Ograniczają tylko drzwi z zagadkami, jednak nie blokują one całych obszarów, tylko małe fragmenty. Swoboda jest naprawdę spora.

A na czym te łamigłówki polegają? Na pociągnięciu nieprzerwanej linii od jednego punktu do drugiego. Tak, wszystkie takie są. Można pomyśleć: "to się musi szybko zrobić nudne". Nic z tych rzeczy. Co krok okazuje się, że jest tu masa dodatkowych zasad i po wyjściu z początkowego obszaru mało co jest trywialne. Między liniami pojawiają się różne kropki, klocki tetrisa, gwiazdki, inne kształty... No i trzeba wykombinować, jakimi zasadami rządzą się zagadki je zawierające. Jeśli nie wiemy, gdzieś na wyspie na pewno są łatwiejsze panele, które w pewnym sensie robią za samouczek. Jak nie dajemy rady, wystarczy pójść w inne miejsce, a potem wrócić z nowo nabytą wiedzą.

Symbole i ich zasady to nie wszystko. Każdy większy obszar ma jakiś "motyw przewodni", jeśli chodzi o łamańce głowy. Kolory, światło, cienie, symetria, dźwięki... I to oczywiście nie wszystko. Z prostego "rysowania linii" wyciągnięto maksimum. Jest tu tak duże zróżnicowanie, że ani przez moment się nie nudziłem. A jak komuś nadal mało, można się pobawić w zbieractwo. Nie chodzi tylko o wspomniane już nagrania, ale też... kształty. Bo w grze jest 135 "zagadek środowiskowych", polegających na zauważeniu znanych nam kółek i linii w otoczeniu. Bardzo kreatywne. Choć sam nie miałem ochoty zdobywać wszystkich, bo niestety momentami ociera się to o absurd - tutaj będzie mały spoiler, więc jak komuś zależy na odkrywaniu, przejdźcie do kolejnego fragmentu. Otóż część symboli jest ukryta w sekretnych filmach. I o ile niektóre można po prostu przewijać, tak zdobycie jednego z nich wymaga obejrzenia godzinnego pokazu, podczas którego powoli tworzy się kształt i nie da się tego zrobić, przewijając. Gruba przesada.

By zobaczyć zakończenie, z tych 523 zagadek wystarczy zrobić mniej niż 150. Ale nie dość, że jest ono wybitnie niesatysfakcjonujące, to który fan główkowania by sobie odpuścił po tylu? Jest tu tak dużo do zrobienia... Sam pokonałem wszystkie. Łącznie z Wyzwaniem (z którym jest związany jeden z dwóch achievementów), które jest wyjątkowe - ciąg 14 zagadek, które są losowe (wiemy tylko, na jakich zasadach się każda opiera), więc internet nie pomoże, do tego ogranicza nas czas dyktowany przez muzykę w tle. Nie bez powodu mało ludzi ma osiągnięcie za to, jest bardzo ciężko. Więc ogólnie co do poziomu trudności - można się ograniczać do prostszych zagadek, można robić wszystko. Coś dla każdego. A warto się wysilić, bo jest tu też ukryte zakończenie, które też jest dziwne, ale o wiele ciekawsze.

Wypada też wspomnieć o sferze wizualnej. Bo muzyki tu mało, ale ta grafika! Gra jest po prostu piękna. Po prostu zerknijcie na screeny lub trailer. Jest z czego robić zrzuty ekranu.

Nie każdemu musi odpowiadać formuła z brakiem konkretnego kierunku i celu innego niż "szukanie celu". Można się odbić. Ale jak już komuś gra podejdzie, to wciągnie po całości. Duże zróżnicowanie, masa rzeczy do roboty. I oczywiście wielkie poczucie satysfakcji po rozkminieniu trudniejszych problemów. Bardzo polecam. Tylko przygotujcie się na to, że "In the Hall of the Mountain King" zostanie Wam w głowach na długo.

Pavlos - 2019-11-28, 04:25



The Outer Worlds jest pierwszoosobową grą RPG w realiach science fiction opracowaną przez studio Obsidian Entertainment. Mowa o zespole, w którego portfolio można znaleźć takie produkcje, jak Star Wars: Knights of the Old Republic II - The Sith Lords, Fallout: New Vegas czy seria Pillars of Eternity. Gra została wydana przez Private Division – pod tą marką firma Take-Two Interactive pomaga niezależnym deweloperom. Warto odnotować, że nad omawianym tytułem czuwali Leonard Boyarsky oraz Tim Cain, czyli deweloperzy, którym zawdzięczamy powstanie pierwszej odsłony cyklu Fallout. Akcja gry The Outer Worlds toczy się w retrofuturystycznym uniwersum. W trakcie zabawy wcielamy się w wybudzonego z hibernacji osadnika, który razem z tysiącami innych podróżował do nowej ziemskiej kolonii w znajdującym się na rubieżach galaktyki systemie gwiezdnym Halcyon. Jak się wkrótce okazuje, ich statek dryfował pozostawiony samopas, a protagonista natrafia na ślad spisku, w który zamieszane są wielkie korporacje. To, jak potoczą się losy kolonistów oraz jaką rolę odegra nasz bohater, zależy już od poczynań gracza i podejmowanych przez niego decyzji, a także jego relacji z postaciami i frakcjami funkcjonującymi w świecie gry, w tym także wspomnianymi korporacjami.


Grę recenzuje dopiero teraz choć już spory kawał po premierze i inne fajne tytuły na dysku. Dobre opinie plus marka Obsidianu zachęciły mnie do sprawdzenia powyższego tytułu. Dostaliśmy mniejszą i biedniejszą jeżeli chodzi o budżet mieszankę Fallouta z Borderlandsową groteską. Jak to wyszło? Nieźle, choć daleko tu do doskonałości. Wielu się naprawdę zachwyciło i ogłosili to grą roku. Owszem jest zabawa, choć aż tak podekscytowany, jednak nie jestem. Wcielamy się w postać, którą samą możemy stworzyć. Niestety jeśli chcecie spędzić dwie godziny na jej kreacji to z góry mówię, że nie ma to sensu ponieważ gramy widząc z oczu bohatera, dodatkowo przez większość czasu mamy na łbie hełm, a same twarze są moim zdaniem brzydkie. Niestety, ale widać ten niski budżet również wizualnie, choć w całości o grafice powiem później. Jeżeli marzycie o stworzeniu niezłej dziuni ostrej jak żeński Shepard z ME to wybijcie to sobie z głowy. Podczas rozgrywki nie usłyszymy nawet bohatera, a jedynie naszych rozmówców. W tym aspekcie jest to typowy Fallout/TES. O czym jest ta gra? Ano budzimy się z hibernacji jako jedyny z pośród wielu zamkniętych w "lodówce" kolonistów w obcym układzie i razem z pomocą ratującego nam tyłek doktorka poszukiwanego listem gończym przemierzamy kilka planet zarządzanych przez różne korporacje lub organizacje nie koniecznie pałające do siebie sympatią, a to wszystko pod egidą czegoś w rodzaju ziemskiego, totalitarnego rządu zwanego "Radą". W czasie rozgrywki wykonujemy szereg questów głównych, pobocznych, poznajemy członków naszej załogi, z których każdy ma inny charakter i atrybuty. Do nas należy decyzja jak zakończymy spory między frakcjami, czy uratujemy swoich bliskich bądź obudzi się w nas faszysta i zadbamy o całkowitą kontrolę systemu w rękach Radnych. Wbijamy poziomy postaci i inwestujemy nie w szereg umiejętności jak korzystanie z broni, perswazja, hakowanie, medycyna i wiele innych. Ponownie styl Fallouta choć ciutkę inny. Nabywanie doświadczenia jest nietypowe. Naturalnie dostajemy PD za wykonaną robotę, użycie jakiejś cechy w dialogu itd. ale punkty idą tutaj w tysiącach. Nie wiem czemu, ale w tej grze już od samego startu za zadania nie dostajemy przykładowo 100 czy 500 expa, lecz jakieś 5000 czy nawet więcej. Za jednego z końcowych questów wpada o ile pamiętam ok 100 000, a takie 20 000 to z czasem norma. Wygląda to trochę jak waluta w PRLu. Ciekawą zmianą jest tutaj wprowadzenie ogólnych umiejętności które mają pod sobą pomniejsze skille rosnące razem z nią, a po osiągnięciu pewnego pułapu możemy zainwestować punkty nauki w wybrany pomniejszy atut, a nie wszystkie w danej kategorii i tak oto mamy na przykładzie osobowości cechy (niespodzianka) osobiste jak perswazja, zastraszanie bądź kłamstwo. Używanie broni palnej, czyli ciężkie (LKMy i PMy), długie (snajperki) oraz pistolety i tak z resztą. Niestety w tym temacie jest ubogo. Przedmiotów, które możemy zdobyć w trakcie przygody nie jest dużo. Po drodze trafimy na masę takich samych giwer i pancerzy różniących się tylko statystykami i poziomem, a co za tym idzie zadawanymi obrażeniami. Twórcy pokusili się tylko o kilka unikatowych broni i ciuchów, które znajdziemy w losowych miejscach bądź wykonując questy poboczne i w przypadku większości z nich nawet nie zwrócimy uwagi, że to unikat. Nawet ich nie używałem, nie bawiłem się w dodatki do broni, których też jest kilka. Jedyne, co warto robić to ulepszać broń poprzez zwiększanie jej poziomu i statystyk na stole rusznikarskim. Ten sam problem dotyczy również fauny i flory. Rodzai potworów i przeciwników nie jest wiele i po jakiś 15 minutach spędzonych na każdej planecie już nic nas nie zaskoczy. Większość postaci wliczając naszą ekipę niby ma jakąś osobowość, ale powiem szczerze nie są zbyt interesujący. Muszę oddać twórcom, że społeczeństwo zindoktrynowane przez gigantyczne firmy im wyszło. Niemal wszystkie NPCety w dużych lokacjach są wyprane z emocji i zachowują się jak Baśka z dziesięcioletnim stażem w biurze. W połączeniu z takim groteskowym humorkiem nawet to wychodzi i czasem bawi, ale potrafi być też męczące. Czuć taką pustkę, ponieważ te wszystkie postacie zdają się być lekko oderwane od rzeczywistości. Jeżeli to miał być zamiar twórców to fakt udało im się, choć utrudnia to polubienie naszych pomocników, z którymi nie możemy nawet nawiązać żadnej korelacji. Nie ma tutaj romansów, a jedynie kilka dialogów, które i tak nic nie wnoszą, bo postacie mają właściwie w tyłku, co zrobisz no chyba, że zwalisz questa lojalnościowego zabijając kogoś im bliskiego. Plusem jest tu, że głosy postaci są spoko i same rozmowy choć czasem nudzą to nagrano je naprawdę nieźle. Graficznie nie ma wodotrysków i nie ma tragedii. Ot ostatnio popularne - kolorowe postapo, jednak o wiele mniej rażące w oczy niż np. taki Rage 2, od którego odbiłem się od razu. Gra mimo wszystko broni się gameplayem. Na początku naprawdę wciągnąłem się w rozwałkę, która jest drewniana owszem, ale przyjemna i pozwala zapomnieć o historii, czasem ciężkiej do śledzenia poprzez sztywne postacie i nieco specyficznie prowadzoną fabułę.

"+"
- walka potrafi wciągnąć, choć wygląda przestarzałe
- całkiem dobrze stworzony świat opanowany przez korporacje z groteskowym humorkiem, w którym czujemy się jak w jakiejś firmie, a nie obcej planecie
- szerokie drzewko umiejętności w stylu gier Bethesdy z możliwością "rozbicia" głównej cechy na pomniejsze
- tryb "supernova" dla graczy szukających wyzwania. Musisz jeść, odpoczywać, rany goją się wolniej i mają negatywny wpływ na statystyki, a twoi towarzysze są śmiertelni
- mimo ubogiej zawartości lokacje różnią się od siebie i mają całkiem fajne otoczenie
- wbrew pozorom decyzje mają wpływ na zakończenie

"-"
- gra argumentuje mały budżet zacofaną technologią
- graficznie widać, że to nie najwyższa półka, najbardziej bolą brzydkie twarze zwłaszcza u kobiet
- niestety fajnie podkreślony klimat korpo sprawia, że postacie są trudne w odbiorze i po prostu sztywne
- mało pancerzy i broni, więcej już jest żywności
- potworów także niewiele i powtarzają się na niemal każdej planecie
- historia potrafi znużyć

Reasumując. Na początku się wciągnąłem i dopiero z czasem zacząłem zauważać mankamenty, ale grało mi się przyjemnie, a to chyba najważniejsze. Produkcja zdecydowanie nie jest w mojej opinii tytułem roku, ale nie jest też jakimś rozczarowaniem. Przyznam, że przy zapowiedziach wyobrażałem sobie dzieło Obsidianu inaczej, ale czy jestem zawiedziony? Nie. Jeżeli ktoś ma ochotę na krótkiego Fallouta, okraszonego czarnym, głupkowatym humorem i nie straszna mu lekka sztywność i pustka w postaciach może spróbować. Trochę mnie dziwi tylko, że Microsoft nie sypnął kasą na ten projekt, bo na samym początku pachniało to jako pogromca Fallouta i rzeczywiście były takie głosy przy pierwszych zwiastunach.

Ocena: 4-/5

aRo - 2019-12-04, 01:17


O ile w Crasha byłem w stanie pograć trochę więcej za młodu, Spyro mnie raczej omijał. Zagrałem w jedynkę może raz u znajomego, parę minut. Więc moc nostalgii tu nie zadziała. Liczyłem po prostu na dobrego platformera. O aspekty audiowizualne nie trzeba się martwić - gra wygląda i brzmi cudnie, także po polsku (co jak co, dubbing w animacjach akurat daje radę). A co z rozgrywką?

Schemat w całej trylogii jest podobny. Dostajemy poziom-hub, w którym wybieramy sobie którąś z dostępnych plansz. Przechodzimy je w dowolnej kolejności, nie licząc bossa, którego trzeba pokonać na końcu i który broni przejścia do kolejnego hubu. I tak w kółko. Co mi się najbardziej spodobało? Budowa etapów. Każdy da się przeszarżować, dotarcie do mety zajmuje mało czasu i jest na tyle proste, że i dzieciaki sobie poradzą (co raczej było celem - to nie wymagający Crash). ALE obierając sobie jako cel zebranie wszystkiego, spędzimy na poszczególnych planszach 2-3 razy więcej czasu, bo wszędzie jest co robić. Chcesz się odprężyć i na luzie przejść - da się. Chcesz sobie postawić wyzwanie i podnieść poprzeczkę - da się. Gra dla każdego. Brawa! Oprócz tego warto wiedzieć, że jest przycisk, dzięki któremu towarzyszący nam Iskier (ważka robiąca za wskaźnik życia) nakierowuje nas w kierunku brakujących klejnotów, co zmniejsza frustrację, jaką może wywołać np. zebranie 399 na 400 skarbów i konieczność szukania tego ostatniego.

A teraz o poszczególnych odsłonach:

Jedynka podobała mi się chyba najbardziej. Historia, choć biedna, była jakaś. Jest to też część chyba najłatwiejsza. Niemal banalna. Niemal, bo są tu poziomy latane. W sumie nie trzeba ich koniecznie przechodzić (do ostatniego bossa można się chyba dopchać bez tego, ja przechodziłem całość na 100%, to tego nie testowałem), ale jak się już spróbuje... Sterowanie w locie jest, delikatnie mówiąc, niezbyt dobre. Mogę tylko pocieszyć, że po dwóch pierwszych tego rodzaju etapach kolejne są dużo prostsze (co jest w sumie dziwne, co to za balans?). Za to bossowie, o ile można ich tak nazwać, są tak trywialni, że głowa mała. A jeśli chodzi o maksowanie - jest jeden poziom, który może uprzykrzyć życie. Skakanie po drzewach. Dostanie się w niektóre miejsca wymaga takich skoków, że polecam to po prostu zobaczyć w internecie, a dopiero potem próbować.

Część druga jest pod wieloma względami bardzo podobna. Nawet z lataniem jest tak samo - na początku można utknąć (i to w sumie dowód, że nie chodzi o to, że nabieramy doświadczenia, przez co potem jest nam łatwiej - po jedynce znów miałem problemy), a ostatnia taka plansza w grze jest zadziwiająco prosta. Największe zmiany? Nowe umiejętności, które są fajne, ale jednak chcących przejść całość na 100% mogą wkurzać, bo są one wymagane do zebrania wszystkiego na niektórych mapach, co się wiąże z backtrackingiem. A spokojnie dało się go uniknąć. Mamy tu też to, czego zabrakło wcześniej - prawdziwe walki z bossami. A jednak całość nie była już tak ciekawa. Szczególnie pomysły na światy - niezbyt zróżnicowane w obrębie huba. Niby warto wspomnieć o świetnej rzeczy, jaką się odblokowuje po zebraniu wszystkiego wszędzie... jednak zdobycie tego bonusu na tym etapie jest trochę mało sensowne. Może jedynie pomóc zdobyć zaległe punkty umiejętności (nie rozwijają postaci, dają tylko dostęp do galerii z grafikami).

Trójka... Za dużo wszystkiego. Tutaj twórcy przekombinowali. Na każdym poziomie pochowali minigry - sprawia to wrażenie, jakby na siłę wpychali każdy pomysł, jaki im przyszedł do głowy, mimo że niektóre nie do końca miały sens. Część z nich, jak np. walka bokserska, jest po prostu słaba, inne zaś mają różne problemy. Najbardziej wkurzająca może być deskorolka z dziwną fizyką. Choć zdarzają się też ciekawsze urozmaicacze związane z uwalnianymi zwierzakami - fragment jako platformówka 2D, rail shooter, czy strzelanka z widokiem z góry... Było zostawić te udane i resztę wyrzucić. Co jeszcze? Historia wklejona na siłę (bo w poprzednich jeszcze jestem w stanie uwierzyć, że mogła powstać przed levelami), bossowie dzielący się na banalnych i irytujących, trywialne fragmenty latane (wszystkie bez wyjątku, o dziwo!). I błędy. Niestety mam wrażenie, że port trójki był robiony trochę na szybko. Tylko tutaj znalazłem niewidzialny blok, przez który nie da się przejść, bo nie. Tutaj w poziomach z deskorolką zdarzało mi się lecieć nagle w inną stronę, z przyspieszeniem znikąd, bo tak. Tylko tutaj też był poziom, w którym klatki spadały poniżej 30, choć wszędzie indziej gra trzyma 60. Nie ma tych błędów tyle, by grę dyskwalifikować, jednak na tle reszty tym bardziej rzucają się w oczy niedoróbki. Na koniec dodam jeszcze, że część trzecią warto przejść na 100% (a nawet 117 w tym wypadku) bardziej niż poprzednie, bo jest tu najciekawszy dodatkowy etap i normalne zakończenie, a nie ten ochłap rzucany po "ostatnim" bossie.

Trzeba przyznać, że sporo wad można zignorować, czy po prostu ich nie zauważyć, bo nie każdy będzie próbował zrobić wszystko, co się da. Biorąc pod uwagę, że gra jest jednak kierowana w pierwszej kolejności do młodszej widowni, jak najbardziej mogę polecić. Piękna i prosta. A na dodatek starsi też tu znajdą coś dla siebie. Nie tylko ci, którzy pamiętają oryginały z pierwszego PlayStation. O ile są odporni na rozmaitą dziecinadę i wszechobecne kilogramy cukru.



W dużym skrócie: jeśli podobała się jedynka, to dwójka też się spodoba. Bo to gry prawie takie same. Znaczy się: inne poziomy, inna historia, parę zdolności się różni, ale nie ma żadnej wielkiej zmiany. Dlatego niżej wklejam recenzję poprzedniczki. Zmieniłem tylko parę zdań, bo niemal wszystko pasuje idealnie.

O co tu chodzi? O ocalenie świata jako przeciętny typ, który nagle zdobywa super zdolności - oklepany motyw. Ale i tak przyjemnie śledziło się rozwój wydarzeń. Pomagały w tym m.in. zabawne dialogi, nawiązania do innych gier (plakaty na ścianach to jedno, ale są tu całe sekwencje rżnące mechaniki z innych tytułów!).

Skoro już o zdolnościach mowa, w trakcie przygody postać rozwija się. Otrzymujemy nowe możliwości poruszania się, jak lot i bieganie po pionowych ścianach(albo przemiana w kurczaka!), a także nowe ciosy - część odblokowuje się z rozwojem fabuły, inne można zakupić(mój faworyt to piledriver). Jest na kim testować świeżo zdobyte umiejętności. Wrogowie są wystarczająco zróżnicowani żeby się nie znudzić, a później dochodzą jeszcze różne tarcze i fakt, że część przeciwników znajduje się w innym wymiarze, przez co trzeba się przemieszczać między dwoma światami, by pokonać wszystkich - miłe urozmaicenie. Mnogość ciosów pozwala wykręcać długie, ciekawe kombosy. Jeśli nie umie się efektownie łączyć ataków, można zajrzeć do jednego z NPCów, który uczy kombinacji. Ogółem: walka jest zrealizowana świetnie.

O ile z żywymi przeciwnikami powinien sobie poradzić każdy, tak z martwą naturą nie jest już tak prosto. Jeśli chodzi o elementy platformowe, gra ma bardzo nierówny poziom trudności. Przez większość czasu jest bardzo łatwo, aż tu nagle trafia się pomieszczenie, gdzie można utknąć. Wymagana jest zabójcza precyzja. Sterowanie jest niezłe, łatwo wyczuć choćby skoki, ale kiedy trzeba użyć paru specjalnych zdolności w krótkim odstępie czasu, może pojawić się problem. Na całe szczęście najtrudniejsze zagadki nie są obowiązkowe - kryją dodatkową kasę, fragmenty serc/czaszek(po skompletowaniu wydłużają pasek życia/energii) lub części klucza wymagane do odblokowania alternatywnego zakończenia. Dostanie się do tych ostatnich jest naprawdę trudne.

Jest jedna rzecz, która twórcom do końca nie wyszła. Żeby zdobyć wszystkie znajdźki, trzeba będzie się wracać do poprzednich plansz. By to ułatwić, twórcy w paru miejscach ustawili kamienne głowy, którymi można się przenosić na inne poziomy. Problem w tym, że sam bym je lepiej rozmieścił.

Grafika jest świetna, muzyka daje radę (i nie jest to już jeden zapętlony utwór!), gra wciąga, jest co robić(znajdźki, side questy). Przeszkadza tylko długość gry - wystarczy około 8 godzin, a bez szukania wszystkiego spokojnie dałoby się to skrócić o 2-3h. Ewentualnie wydłużyć dzięki DLC, który dodaje nową lokację pełną krótkich wyzwań, jednak to zabawa na chwilę.



Krótka (2-3 godziny + dodatkowe misje na maksymalnie godzinkę), dziwaczna gra, którą sprawdziłem ze względu na Steamowy Remote Play, co pozwala zagrać w "lokalnym" coopie na jednej kopii przez sieć. I w ten sposób polecam spróbować. Sterowanie jest bardzo dziwne, każdą mackę kontroluje się osobno. I z tego bierze się cała trudność, bez tego tytuł by się nie wyróżniał. No, chyba że jeszcze dziwniejszą fabułą, bo to absurd najwyższych lotów. Solo gra może frustrować, ale kiedy dzielimy się mackami w kooperacji, zwykle jest zabawnie, nie irytująco. Na jeden wieczór ze znajomym - warto.

Ostrzegam tylko, że by podzielić się "2+2", będą potrzebne dwa pady. Kiedy jeden gracz używa klawiatury, trzeba przypisać rękę i dwie nogi do jednego z grających, a drugi będzie się musiał zadowolić jedną kończyną. Bo tak.

-Raven- - 2019-12-25, 22:00

Grał ktoś może w Lego Star Wars II: The Original Trilogy na na X-Box'sie? Pytam, bo mam problem z save'owaniem. Już podczas rozpoczynania gry buczy mi, że brak założonego jakiegoś profilu i zapisywanie postępów jest niemożliwe. Nie wiem czy chodzi o jakiś szczególny profil, ale do swojego-standardowego jestem zalogowany (jak zawsze po odpaleniu konsoli) i dupa :(
Kupiłem Młodemu gierę pod choinkę, zabawa jest fajowa, ale bez możliwości zapisu to chujnia po całości, bo nie rozpykamy jej na jednym posiedzeniu (zresztą nie na tym rzecz polega, żeby się męczyć, ale żeby była frajda), a zaczynanie ciągle od początku to żart, z gatunku nieśmiesznych.

aRo - 2019-12-26, 02:40

Ciężko powiedzieć. Gra powinna robić auto save'a po każdym poziomie i przy kupieniu czegoś w kantynie. Profil powinno wykrywać na luzie.

To może być coś z ustawieniami. Jak to gra ze starszego Xkloca odpalana na nowym, to po odpaleniu i wciśnięciu select i start powinno się odpalić okno emulacji 360, gdzie będzie opcja pobrania profilu czy coś w tym stylu.

-Raven- - 2019-12-26, 04:26

No właśnie nic się takiego nie odpala. Gra jest z 360-tki, a gram na X-Box One. Po zainstalowaniu, normalnie się uruchamia, z tym że od razu jest komunikat, że w związku z brakiem zalogowania do profilu (a zalogowany jestem normalnie), nie ma opcji zapisu postępu w grze :(
CzaQ - 2019-12-26, 12:50

-Raven- napisał/a:
jest komunikat, że w związku z brakiem zalogowania do profilu (a zalogowany jestem normalnie), nie ma opcji zapisu postępu w grze



EDIT :
O, chyba znalazłem rozwiązanie problemu :
https://xboxforum.pl/threads/wsteczna-kompatybilnosc-problem-z-zapisem-stanu-gry.161566/ Przeczytaj.



Oryginalny post :

Kliknij tutaj aby zobaczyć wiadomość (Uwaga! może zawierać spoilery)


Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group